[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Paul rozpiął guziki koszulowej bluzki Susan, pochylił głowę, zdjął jej biustonoszi zaczął całować piersi, unosząc je lekko i skubiąc sutki wargami.Susan zamknęła oczy, odchyliła głowę dotyłu, uwalniając włosy z luznej gumki.Wyciągnęła ręce ponad głową mężczyzny i szybko zaciągnęła ciężkiezasłony, lecz wcześniej Nick zdążył jeszcze zobaczyć, jak tamten szarpnięciem rozpina suwak jej spódnicy izaczyna zsuwać ją w dół.Po chwili Nick odwrócił się i ruszył do furtki.Otworzył ją i wyszedł na pogrążoną w ciemności alejkę.Oparł się o ogrodzenie, bo nagle zrobiło mu się słabo ze zdenerwowania.Nie powinien był podglądać Susan.Nic dobrego nie mogło z tego wyniknąć.Spojrzał w bok.Furtka prowadząca do ogrodu Gouldingów stałaotworem.Drgnął, zdziwiony.Dawniej, przed katastrofą, Brian Goulding miał obsesję na punkcie bezpieczeń-stwa.Na szczycie muru kazał założyć kolczasty drut, a na dachu domu automatyczny reflektor, który zapalałsię, kiedy tylko coś poruszyło się w zasięgu jego czujników.Reflektor nadal tkwił na dachu, ale żarówka byłazbita, a zwoje kolczastego drutu przeżarła rdza.Nick wyciągnął rękę, żeby zamknąć furtkę i wtedy się zorien-tował, że w ogrodzie coś się zmieniło.W miejscu, gdzie kiedyś znajdowały się warzywne grządki Hilary Goul-ding, teraz stał drewniany domek o spadzistym dachu, z okienkami w trzech ścianach i podwójnych drzwiach wczwartej.Drzwi były otwarte.Nick podszedł bliżej i ostrożnie zajrzał do środka.Natychmiast poczuł zapachpleśni i rozkładu.Zeschnięte liście, ale chyba coś jeszcze, pomyślał.Może ostry, piżmowy lisi odór.Gdy po-RLT stawił nogę na schodku, podłoga zakołysała się lekko.Nick wiedział, co to takiego.Miał kiedyś starą ciotkę,która mieszkała w dużym domu w Blackrock.Była to stara panna, którą jego matka nazywała  niezamężną".Wdużym, pięknym ogrodzie ciotki stał letni domek z poczerniałego drewna.Pod podłogą, w centralnym punkcie,znajdowała się oś i duże koło, za jego pomocą można było obracać domkiem, żeby zawsze padały nań promie-nie słońca.Pamiętał, jak czasami jezdził tam z matką na podwieczorek.Siadali na leżakach ustawionych natarasie domku i po pewnym czasie ciotka prosiła Nicka, żeby przekręcił domek o kilka stopni.Opierał się bar-kiem o drzwi i pchał mocno.- Wystarczy, wystarczy! - wołała ciotka.- Dosyć, Nicholasie, teraz jest doskonale.Pózniej słońce zmieniało położenie i znowu trzeba było popchnąć domek.Teraz Nick popchnął domekw ogrodzie Gouldingów, ale nic się nie stało.Budyneczek się nie przesunął, zakołysał się tylko mocno.Jeststary i koło na pewno już dawno się zepsuło, pomyślał Nick.Zawrócił do furtki i wtedy nagle okna zabłysły światłem, najpierw w małej sypialni na samej górze, po-tem na schodach i podeście.Chłopiec, którego Nick widział już wcześniej, stał przy oknie i wpatrywał się wogród z tym samym chłodnym wyrazem twarzy.Obok niego stała wysoka, bardzo szczupła kobieta z krótkimiczarnymi włosami.Na rękach trzymała drugie, mniejsze dziecko, chyba dziewczynkę.Mała zaczęła płakać ikobieta podeszła do schodów.Zeszła do kuchni, włączyła światło i wyjęła karton mleka z lodówki.Postawiłana blacie kubek i nalała do niego trochę mleka.Dziewczynka wisiała uczepiona biodra matki jak małpka.Chło-piec zbliżył się do matki i wyciągnął rękę.Kubek wymknął mu się z palców, mleko chlusnęło na podłogę.Ko-bieta odwróciła się do syna, na jej pełnej napięcia twarzy odmalowała się wściekłość.Odepchnęła chłopca natyle mocno, że się przewrócił.Zaczęła znowu nalewać mleko, teraz trzymając kubek poza zasięgiem rąk małe-go.Usiadła na krześle i próbowała napoić córeczkę, ale chłopak nie rezygnował.Wdrapał się na stół i gwał-townym ruchem sięgnął do twarzy matki, która pchnęła go znowu, mocniej niż poprzednio.Upadł do tyłu iuderzył tyłem głowy o podłogę.Nick skrzywił się, czując ból we własnej czaszce, wyobrażając sobie trzask, zjakim głowa dziecka zderzyła się z kafelkami.Powinien coś zrobić, nie mógł biernie patrzeć na coś takiego.Nie zdążył jednak zrobić kroku w kierunku domu Gouldingów, kiedy do kuchni wszedł młody mężczyzna.Nick poznał go od razu, bez najmniejszego trudu, bo tamten prawie nie zmienił się od czasu, kiedy Mariannebyła w nim zakochana.Wtedy prawie codziennie zaglądał do Cassidych.Po jego wizytach zawsze znajdowalikubki z fusami po kawie i pełno niedopałków na kuchennym stole i na podłodze w salonie, i oczywiście radioprzestrojone na najpopularniejszą stację, bez przerwy nadającą muzykę rockową.A Marianne zaczynała każdezdanie od  Chris mówi",  Chris uważa", albo  Chris chce".- Dobrze by jej zrobiło, gdyby trochę uniezależniła się od Chrisa Gouldinga - powiedział kiedyś do żo-ny.Susan wzruszyła ramionami i powiedziała, że nie należy się dziwić, iż Marianne wciąż szuka poczuciabezpieczeństwa.- W ciągu tak krótkiego życia doznała więcej cierpień i niepewności niż większość ludzi przez kilka-dziesiąt lat - dodała.- Nie zapominaj też, że rodzice rozpieszczali ją i chronili przed kontaktem ze światem,odkąd na dobre wyszła ze szpitala.Trochę to potrwa, zanim Marianne nauczy się stać na własnych nogach.Cierpliwości.RLT Niezbyt wysoka, szczupła sylwetka.Brązowe włosy, opadające na czoło, dotykające oprawek okularów,usta, które rozciągnęły się w uśmiechu, kiedy Chris pochylił się, żeby podnieść chłopca z podłogi.Podnieść goi pocieszyć, zakręcić nim w powietrzu, posadzić sobie na kolanach i pieszczotliwie potargać mu włosy.Chris wyciągnął rękę nad stołem, ujął dłoń kobiety, podsunął jej papierosy i ogień.Napełnił małą szkla-neczkę jakimś przezroczystym płynem z butelki, pewnie wódką, napił się.Potem wstał, podrzucił chłopca, któ-ry uczepił się jego ramion, i razem z kobietą i dziewczynką wyszli z kuchni, gasząc za sobą światło [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • lo2chrzanow.htw.pl