[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.To się już nie powtórzy, tylko zostań z nami.Lekarstwo, które przyrządziła, wyraznie pomogło239Edwardowi, a kiedy lady Sara przyszła, żeby ją zmienić,powiedziała, że dawno tak dobrze nie spała.- Czuję się teraz znacznie lepiej - poinformowała.-To dobrze, bo zachorowały trzy osoby ze służby.Anne Marie spojrzała na nią z niepokojem.- A niania Christophera?- Mam wrażenie, że z nią wszystko w porządku.Niepozwoliłam jej zejść z dzieckiem na dół.- Nie sądzisz, pani, że powinnyśmy dać znać Kitowi?- Napisałam do niego dziś rano i wysłałam list do jego domu w Londynie, bo pewnie tam pojechał - powiedziała, rozwiewając nadzieje Anne Marie na to, żemąż wciąż przebywa na statku w pobliskiej zatoce.- Niewiem jednak, czy zdąży na czas.Spędzałam z chłopcamicałe dnie i nie zauważyłam niczego podejrzanego - kontynuowała zgnębiona lady Sara.- Jack zle się czuł, alenic nie mówił.Ostatnio w ogóle dużo milczał.Mamwrażenie, że coś go dręczyło.Pewnie to on doniósł natwego ojca.- Jack? Nie, to był z pewnością Edward.To on domyślił się, że to był lord Fraser.Przyznał się do tego wczoraj i mnie przeprosił.- Pewnie chciał wziąć winę na siebie.Jack jest młodszy i Edward bardzo się o niego troszczy.- Jack nawet nie wiedział, że to był mój ojciec i żejest zdrajcą.- Anne Marie urwała.Powoli zaczęła domyślać się prawdy.- Ten, kto doniósł na lorda Frasera,wcale go nie oskarżył o zdradę.Jack przestraszył się nieznanego włóczęgi, który, jak mu się wydawało, na mnienapadł, co nie było zresztą dalekie od prawdy.Dlategopowiadomił władze.240Lady Sara skinęła głową.- Zapewne tak właśnie było.Jęk, który dobiegł od strony łóżka, sprawił, że przerwały rozmowę.Jack otworzył oczy.Anne Marie byłabliżej, dlatego przyskoczyła do chłopca i pomogła muoprzeć się o poduszki.- Lepiej się czujesz? - spytała z nadzieją.- Może sięczegoś napijesz?- Wo.ody - wykrztusił, a potem wypił trochę naparu z podanego kubka.- Przepraszam, Anne Marie.Niewiedziałem, że to był twój ojciec.- Ciii, kochanie.To nie ma znaczenia.Wszystko w porządku.Musisz tylko odpocząć i nabrać sił.- Kocham cię, Anne Marie.Pogłaskała go czule po głowie.- Ja ciebie też.Pocałowała Jacka w policzek i przesunęła się, robiącmiejsce jego matce.Lady Sara przytuliła syna, a następnie zajęła miejsce w fotelu.Była gotowa czuwać przynim przez najbliższe godziny.Anne Marie zostawiła ich i zeszła na dół, by przygotować napar z myślą o służbie.Chciała też poinformowaćstajennych i tych wszystkich, którzy mieszkali w czworakach, by nie przychodzili do domu.Skończyła właśnie przygotowywanie całego garnkamikstury, kiedy usłyszała przerazliwy krzyk i natychmiast rzuciła się do schodów.Jedna ze służących biegławłaśnie na dół, żeby ją zawołać.- Chodz szybko, pani - powiedziała dziewczyna.-Lady Sara wprost odchodzi od zmysłów.241- Jack! - krzyknęła Anne Marie i rzuciła się naschody.Serce waliło jej jak młotem.O Boże, żeby to jednaknie był Jack! - modliła się w duchu.Zaczęło jej się przecież wydawać, że mu się polepszyło, a tu nagle.Kiedywbiegła do pokoju, zastała tam teściową, tulącą do piersibezwładne ciało chłopca.- Uśmiechnął się do mnie przed śmiercią.Myślałam,że zdrowieje, a on tymczasem nagle zaczął się dławić i.i już było po wszystkim.Anne Marie wzięła lady Sarę w ramiona.Obie się rozpłakały.- Byłam pewna, że mu się polepszyło - powiedziałaAnne Marie, wycierając twarz rąbkiem sukni.- Obie zrobiłyśmy, co w naszej mocy.Widocznie Bógtak chciał.Straciłam już dwie córki, ale zaraz po urodzeniu, a teraz jeszcze syna.Tak to już jest.- To ja powinienem umrzeć - powiedział Edward oddrzwi.- Dlaczego to nie ja umarłem?- Przecież też zachorowałeś, kochanie - rzekła matka.- Nie powinienem był mu pozwalać na te zabawyz Cyganami.To od nich się zaraził.W miasteczku pojawiły się pogłoski, że w ich obozie był pomór.Lady Sara przypomniała sobie tabor cygański, któremu pozwoliła przejechać przez swoje ziemie.Czy mogłaprzypuszczać, że ci ludzie wiozą ze sobą chorobę? A Jackzawsze był tak ciekawy nowości.- Mówiłam mu, żeby nie bawił się z Cyganami i włóczęgami - rzekła z westchnieniem.- Wiedział, że w tensposób naraża się na niebezpieczeństwo.242- Ale mnie by posłuchał, gdybym zakazał mu tamchodzić - upierał się Edward.- Nie mogłeś wiedzieć, co się stanie, i nie powinieneś mieć wyrzutów sumienia - włączyła się Anne Marie.- Wszyscy czujemy, że do pewnego stopnia przyczyniliśmy się do tego, ale to nie znaczy, że można nasza to winić.Edward patrzył na nią przez jakiś czas, wycierając łzy,które wciąż ciekły mu po policzkach.Potem odwróciłsię i w milczeniu wyszedł z pokoju.- Musi to wszystko przemyśleć.Tak jak Kit - odezwała się lady Sara.- Tak, rozumiem.- Anne Marie skinęła głową.Edwardrzeczywiście coraz bardziej przypominał starszego brata.- Jest porywczy i dumny, ale ma dobre serce.- Widzę, że zaczęłaś nas w końcu rozumieć - rzekłaSara ze smutnym uśmiechem.- A teraz przepraszam cię,ale muszę przygotować syna na ostatnią drogę i wolałabym zostać sama.Anne Marie podniosła się z miejsca.- Tak, oczywiście - powiedziała.Udała się do siebie, by skreślić list do Kita.Powiadomiła go o chorobie, o staraniach lady Sary i swoich oraz o śmierci Jacka.Wyraziła też swój głęboki żal z powodu tego, co sięstało
[ Pobierz całość w formacie PDF ]