[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Harrison obserwował ją uważnie.- O czym myślisz? Sprawiasz wrażenie zakłopotanej.- To jest strasznie niepraktyczne - powiedziała szeptem, by nie usłyszał jej żadensłużący.- Przecież kurz wkrótce zniszczy te wspaniałe tkaniny.Któż to obija meble białymmateriałem?- A czy ci się to podoba?- Tak, oczywiście, ale nie śmiałabym usiąść na tych wspaniałych krzesłach.Bałabym się, że je zabrudzę.Harrison znów poczuł ogromną ochotę, by wziąć ją w ramiona i ucałować.Była tak cudownie świeża, nie zepsuta.- Wyjdziemy? - Ponownie wziął ją za rękę i poprowadził ku ogromnym przeszklonymdrzwiom prowadzącym na rozległy kamienny dziedziniec, otoczony ceglanym muremwznoszącym się na wysokość trzech stóp.Za dziedzińcem rozciągał się ogród dorównującyurodą ogrodom królewskim, które widywała na obrazkach.Harrison otworzył drzwi i wyszedł za nią na dziedziniec.- Twój ojciec lubi kwiaty - rzekł.- Powiedział mi, że kiedy ma jakiś problem doprzemyślenia, idzie do ogrodu i plewi chwasty.Zmiał się, że wiele razy wymyślił, jak wygraćdaną sprawę, będąc na kolanach.Twój ojciec otacza się bogactwami, lecz najbardziej cieszągo rzeczy najprostsze.Mary Roses kiwnęła głową, lecz nie odezwała się.Harrison wskazał jej kilka krzesełobitych żółtym materiałem, proponując, by usiadła i odpoczęła, a on tymczasem pomożeRussellowi znalezć lorda Elliotta.- Powinniśmy zanieść bagaż na górę i rozpakować się.Jeśli nie powieszę swoichsukien, będą pomięte.- Tym wszystkim zajmie się służba.Usiadła i złożyła dłonie na kolanach.- Racja - przyznała.Zapomniała o tym, że lord Elliott zatrudnia całą armię służących.Harrison wymieniłkiedyś co najmniej kilkanaście imion mężczyzn i kobiet pracujących dla jej ojca.Nie potrafiłasobie wyobrazić, jak to będzie, kiedy wszystkie te osoby zechcą jej usługiwać.Byłaprzyzwyczajona do samodziehości i miała wrażenie, że niełatwo będzie się jej przyzwyczaićdo zmian pod tym względem.Harrison pocałował ją w czoło i wszedł do wnętrza domu.Była zbyt zdenerwowana,by móc spokojnie siedzieć.Nie miała pojęcia, co powinna powiedzieć ojcu, kiedy wreszcie gozobaczy, a znalezienie odpowiednich słów wydawało jej się niezmiernie istotne.Nie chciała,by poczuł się rozczarowany.Szukał jej przecież przez całe życie, i powiedzenie Cieszę się, że mogę cię poznać -wydawało jej się wysoce niestosowne.Postanowiła przejść kamienną ścieżką, mając nadzieję, że mały spacer pozwoli jejzebrać myśli i uspokoi szaleńczy rytm serca.Już za pierwszym zakrętem owionął ją zapach lata.Otaczały ją kwiaty, całe mnóstwokwiatów.Mieszanka zapachów przypomniała jej o ulubionej dolinie w Montanie i chociażtrudno byłoby jej wskazać powód, poczuła, że towarzy-szące jej od dłuższego czasu napięciezaczyna ją pomału opuszczać.Głęboko zaczerpnęła tchu, założyła ręce za szyję i zzaciekawieniem zapuściła się w głąb ogrodu.Kilka razy przystawała, pochylając się nad255kwiatami, których nigdy dotąd nie widziała.Szczególnie zafascynował ją jeden z nich.Miałczerwone i różowe płatki, a kształtem przywodził na myśl różę, lecz kiedy pochyliła się, bygo powąchać, poczuła zapach bzu.Samotna przechadzka po ogrodzie miała na nią kojący wpływ.Cieszyło ją, że lordElliott lubi przebywać na świeżym powietrzu i najwyrazniej kocha naturę; pomyślała, żeprzynajmniej będą mieli jakiś wspólny temat do rozmowy.Będzie mogła opowiedzieć mu oswoim ogrodzie w Ameryce, a on poda jej nazwy nie znanych kwiatów rosnących w tymrajskim zakątku za domem.Wyprostowawszy się, ruszyła dalej ścieżką i za kolejnym zakrętem dostrzegłastarszego mężczyznę, który przyklęknąwszy na jedno kolano, bacznie przyglądał się jakiemuśkwiatowi
[ Pobierz całość w formacie PDF ]