[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.- Słucham?Oswobodziwszy rękę, Max ujął ją za ramiona.To był błąd.Sam dotyk sprawił, że zapragnął jejz podwójną siłą.Przez moment w głowie miał pustkę.- Kristino.- zaczął ponownie.- Już to mówiłeś.- Wspięła się na palce, przysuwającwargi do jego ust.- A ja powiedziałam: słucham.- Musnęła je leciutko, rozpalając go do czerwoności, po czymcofnęła się.- Słucham, Max - szepnęła.Nie powinna drżeć na całym ciele, nie o to przecieżchodziło.To jego powinna doprowadzić na kraniec pożądania, wzniecić w nim ogień, a potem roześmiać musię w twarz, powiedzieć, że tylko się nim zabawiła, a teraz wraca do domu.Objął ją z całej siły.W porządku.Jeżeli sama coś z tego będzie miała, tym lepiej.Odrobina przyjemności niezaszkodzi.Ona, Kristina Fortune, nad wszystkim panuje.Zresztą jej nienawiść wzbudza zachowanie Maxa, a niejego ciało.- Kristino, muszę ci coś powiedzieć.Zakręciło się jej w głowie.Tak dobrze się czuła w jego ramionach.Wyciągnąwszy w bok rękę, nacisnęłaklamkę i pchnęła drzwi sypialni.- Słucham.Czy to był jej głos? Taki gruby i ochrypły? Niemożliwe.Jeszcze chwila, myślał Max.Zaraz wyzna prawdę, tylko najpierw pocałuje Kris.W końcu parę sekund go niezbawi.Przywarł ustami do jej ust i zapomniał o bożym świecie.Z Kris w ramionach przekroczył próg i wszedł do raju.Zamknął nogą drzwi, ignorując wewnętrzny głos, który ostrzegał go przed komplikacjami.Jakie komplikacje?Gdyby dziś miał umrzeć, umarłby szczęśliwy.- Drżysz? - szepnął, stawiając ją na podłodze.A może to on drży? Ponownie zacisnął wokół niej ramiona.- Zimno ci?Kusa sukienka na pewno jej nie grzała, choć jemurozpalała wyobraznię.- Ogrzej mnie, Max.Kristina powtarzała sobie, że wie, co robi.Ze tylkogra.A że jest dobrą aktorką, to tym lepiej.Sama wybierzenajbardziej odpowiedni moment, aby.Nogi miała jak z waty.- Ogrzej mnie, Max - szepnęła głosem przepojonymuczuciem.Jej ciało żyło własnym życiem, głowa własnym.I dobrze, to część planu, pocieszała się.Przecież wolno jej trochęimprowizować.W ten sposób nie wzbudza podejrzeń.Błądził rękami po jej plecach, szukając suwaka.- Jak to się zdejmuje?Pomogła mu.Pod spodem była naga.Pieścił ją ustami, dłońmi, językiem.Chciała, żebyprzestał, a jednocześnie, aby nigdy nie przestawał.Dyszała coraz głośniej.Już nic nie kontrolowała.Nie myślała o zemście, (myślała tylko o nim.|- A tobie nie jest za ciepło? - spytała, czubkiem języka oblizując wargę.- Pomogę ci się rozebrać, dobrze?Rozpięła guziki, ściągnęła mu koszulę, potem zajęłasię suwakiem u dżinsów.- Boże, doprowadzasz mnie do szaleństwa - szepnął.- I o to chodzi.Nadzy, opadli na łóżko.Razem odkrywali świat zmysłów, jakiego dotąd nie znali.Od czasu do czasu Maxanachodziły myśli, które szybko od siebie odpychał, zanimzdążyły się wyklarować.- Kris, do żadnej kobiety nie czułem tego, co do ciebie.Chcę, żebyś to wiedziała.A ona chciała mu wierzyć, ale nie mogła.Jest oszustem i łajdakiem.Przywarla wargami do jego ust, żebynic więcej nie mówił, żeby więcej nie kłamał.Wystarczyłjej jego dotyk, pocałunki, pieszczoty - ciało przynajmniejnie kłamało.Wyruszyli razem w długą, piękną podróż.Z początkunie spieszyli się, podziwiali widoki, napawali się sobą,lecz im bliżej byli celu, tym bardziej przyśpieszali, ażwreszcie opadli na łóżko pozbawieni sił.ROZDZIAA CZTERNASTYPowoli odzyskiwała kontakt z rzeczywistością.Wróciła do pokoju, do szerokiego łóżka i pomiętej pościeli.Do mężczyzny, z którym przeżyła tak wspaniałe chwilei którego ciało okrywało ją teraz niby kołdra.Euforia minęła.Kristina zdała sobie sprawę, że sytuacja wymknęła sięjej spod kontroli.Zaczęła się nerwowo zastanawiać naddalszą strategią.Czy jeszcze ma szansę się zemścić?Max poczuł, jak Kristina się rusza.Każdy jej ruch,nawet najdrobniejszy, sprawiał, że ulatywało z niegozmęczenie.Po chwili znów był świeży, wypoczęty, gotowy do działania.Znał w życiu wiele kobiet, ale z żadną nie doświadczył tego co z Kris.Pragnął jej od nowa.Chciał, by razemznów wznieśli się na szczyty rozkoszy, mozolnie wspinając się pod górę, a potem przeżyli zapierający dechw piersi zjazd w dół.Zsunąwszy się na materac, podparł się na łokciui uśmiechnął.- O rany!Starała się nie okazywać radości.Przecież wiedziała,że Max tylko bawi się jej kosztem.Powinna być zła,a czuła narastające podniecenie.Miała ochotę śmiać siępłakać.Dlaczego jest taka głupia? Dlaczego znów chcesię z nim kochać?Pogładził ją delikatnie po twarzy.- Jesteś niesamowita, wiesz?Zaczął obsypywać jej ciało pocałunkami.Powiekimiała coraz cięższe, zupełnie jakby hipnotyzował ją oddechem.- I jaka jeszcze? - spytała ochrypłym głosem.- Doskonała.Cudowna.Idealna.Leciutko całował jej szyję, piersi, brzuch, a ona wiłasię, pragnąc znów wejść do raju.Jęczała cicho, prężyłasię, to przysuwała się bliżej, to odsuwała.- Jesteś moja, Kris.Bez względu na to, co się stanie,jesteś moja.Och, jak strasznie chciała uwierzyć w to kłamstwo.Ale na razie o tym nie myślała.Ponownie wspięli sięna szczyt, odbywając wędrówkę jeszcze wspanialszą niżza pierwszym razem.A potem znów zatracili się w rozkoszy.I tak przez całą noc - na moment zasypiali przytuleni,po czym budzili się i kochali.Raz po raz przekraczalibramy raju
[ Pobierz całość w formacie PDF ]