[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Przy niej jestem lepszą osobą i chciałbymmyśleć, że ona przy mnie też.Zamierzam spędzić z nią resztę życia.Kurna.Zaatakował Gabe a w zasadzie bez powodu.Roxanne miała rację, tylko idiotamógł wątpić w miłość tego faceta do Elle.Co oznaczało, że Ian naprawdę zaczynał świrować.Szum rozmów dookoła działał mu na nerwy i utrudniał koncentrację.Pot wystąpił mu naczoło, a obręcz opasująca pierś zacisnęła się jeszcze mocniej.- Ianie, jesteś niegrzeczny.Pokręcił głową.Jak, do diabła, matka mogła siedzieć spokojnie i besztać go ponumerze, jaki przed chwilą wykręciła?- Ja jestem niegrzeczny? Nigdy nie słyszałem z twoich ust równie okrutnych słów jakte, które padły na początku tego spotkania, a potem było coraz gorzej.Rozumiem, że jesteś namnie zła, ale wyżywanie się na Roxanne jest niewybaczalne.Uniosła podbródek.- Nie waż się mówić do mnie w ten sposób.Ta kobieta wczepiła się w ciebiepazurami.- Kocham ją.- Matka i Elle aż jęknęły, ale Ian mówił dalej: - Jest piękna, inteligentna inaprawdę rozumie, przez co przechodzę.I ona też go kocha.Tata odkaszlnął.- My również moglibyśmy zrozumieć, gdybyś tylko dał nam szansę.Bliscy naprawdę go kochali i chcieli mu pomóc.Wiedział o tym, nawet jeśli matkazabrała się do udowodnienia mu tego od dupy strony.- Wiem.Ale nie potrafię rozmawiać z wami o tym, co się ze mną dzieje.Ani wam, animnie nie wyszłoby to na zdrowie.Zaczerpnął powietrza, zły na siebie, że ledwo nad sobą panuje.- Pracy też nie mogę przyjąć.W każdym razie nie teraz, a może nigdy.Ale chcę być zRoxanne, więc sprawa jest prosta.Albo pogodzicie się z tym, że jest częścią mojego życia,albo odejdę.Matka wytrzeszczyła oczy.- Odwróciłbyś się od rodziny dla tej kobiety?Boże, dlaczego zawsze zarzucała mu, że odwraca się od rodziny? Wrócił do domu iwreszcie odnalazł w swoim popapranym życiu odrobinę spokoju, a matka od razu próbowałato spieprzyć.- Właśnie to staram się wam przekazać.Matka znów chciała coś powiedzieć, ale ojciec położył jej dłoń na ramieniu.- Elisabeth, dość tego.- Nie waż się tak do mnie mówić.To twoja wina.Myślisz, że twój syn zachowywałbysię w ten sposób, gdybyś go do tego nie zachęcał?Potem potoczyło się już samo, do kłótni włączyła się jeszcze Elle.Ian zamknął oczy,ich głosy działały mu na już i tak zszargane nerwy.Sala zdawała się napierać na niego zewszystkich stron, a on czuł się całkowicie bezradny.Bez Roxanne.Ta świadomość sprawiła, że po ataku paniki ogarnęła go fala mdłości.Czy naprawdęsądził, że jest z nim lepiej? %7łe kiedykolwiek będzie w stanie wytrzymać w restauracji bezwsparcia kogoś, kto trzymałby go za rękę? Wolne żarty.Wykorzystywał ukochaną kobietęjak protezę, jak plasterek na ranę.Co to za życie? Nie tylko dla niego, ale i dla niej.Zasługiwała na kogoś lepszego i czas, żeby Ian spojrzał prawdzie w oczy.To nie on był tymkimś.Matka walnęła dłonią w stół, aż podskoczył.Na myśl o konieczności ciągłegobalansowania między rodziną a Roxanne, ciągłego trzymania ich na dystans, załamał się.Potrzebował powietrza.- Zaraz wracam. Rozdział 20Roxanne musiała kilka razy policzyć do dziesięciu, zanim uznała, że jest gotowawyjść z łazienki i stawić czoło tej harpii.Nie mogła uwierzyć, że Elisabeth Walserwychowała Iana i Elle.To była dwójka najlepszych ludzi pod słońcem, ale zachowanie ichmatki naprawdę pozostawiało wiele do życzenia.Najgorsze było to, że ta kobieta miała rację.Niemile zaskoczyła ją rewelacja oczęstych podróżach - oszalałaby jak nic, gdyby Ian przyjął tę pracę.Może dawaliby radę jakiśczas, ale za każdym razem, gdy wsiadałby do samolotu i zostawiał ją, jej lęk przedodrzuceniem odzywałby się ze zdwojoną siłą.W końcu nie wytrzymałaby tego i skończyłabyz nim raz na zawsze.Wpatrywała się w swoje odbicie w lustrze.- Dasz radę.Dasz radę tam wyjść i zachować spokój do końca kolacji.To jakprzeprawa z problemowym klientem.Ta kobieta jest może okropną osobą, ale jest też matkąmężczyzny, którego kochasz.Mężczyzny, który ją kochał.Starała się jak mogła nie myśleć o tym, że wszystkozaczęło się psuć, gdy tylko wyznali sobie miłość.To nic nie znaczyło.To, co myślała o jegomatce, nie miało żadnego wpływu na trwałość ich związku.Odetchnęła głęboko i wyprostowała się.Tak czy siak, nie mogła ukrywać się włazience przez resztę wieczoru.Czas wrócić i stawić czoło plutonowi egzekucyjnemu.Wymijając kelnerów w drodze powrotnej do stołu, dostrzegła postać Iana kierującą sięku wyjściu.Roxanne stanęła jak wryta i niewiele brakowało, a skończyłaby z zupą na twarzy.Zignorowała przeprosiny kelnera, owładnięta strachem.Ian ją zostawił.Nie.Musiało być jakieś wytłumaczenie.Trzeba tylko je znalezć.Roxanne ruszyła zaIanem, a jej niepokój rósł z każdym krokiem.Choć wiedziała, że to odruch bezwarunkowy nawidok jego oddalających się pleców, wieloletnie nawyki nie tak łatwo było wykorzenić.Nocne powietrze smagnęło jej twarz, niespodziewanie chłodne po cieple panującym wrestauracji.Roxanne zatrzymała się zaraz za drzwiami i rozejrzała.Musiał gdzieś tu być.Zkażdą sekundą ogarniał ją coraz większy strach.Nim dotarła do jego samochodu, bała się, żejuż odjechał.Ale nie, był tam, siedział na krawężniku przy przedniej oponie, z głową ukrytą wdłoniach.Pragnęła go dotknąć, ale poczucie odrzucenia było zbyt świeże.Nie była w staniezdobyć się na taki wysiłek, nawet jeśli był to tylko drobny gest.- Ian?Uniósł głowę.Miał tak udręczone spojrzenie, że żołądek podszedł jej do gardła.- Nie mogę.Nie panikuj.Nie panikuj.Musiało być jakieś inne wytłumaczenie niż to, które jakopierwsze przyszło jej do głowy.Odchrząknęła.- Czego nie możesz?- Niczego.Wszystkiego.Tego.- Wskazał ich oboje gestem.- Kurwa, nawet nie jestemw stanie zjeść kolacji z moją rodziną.Zasługujesz na coś lepszego, Roxanne.Z każdym słowem wydobywającym się z jego ust dziura w jej brzuchu robiła się corazwiększa.Mimo to uczepiła się kurczowo myśli, że wcale tego nie usłyszała.- Przetrwamy to.Pokręcił głową.- Nic z tego.Jestem zbyt popieprzony.To nie twoja wina, tylko moja.Tak po prostu cały jej świat legł w gruzach.Przyszłość, w którą dopiero co zaczynaławierzyć, znikła.Dzieci, o których ośmieliła się pomyśleć? Już na zawsze pozostaną tylko nawpół wyobrażonym marzeniem.A co z tymi wszystkimi drobiazgami, na które odważyła sięmieć nadzieję? Co z wieczorami spędzonymi na grze w monopol i rozmowach o niczym?Cichymi knajpkami, których jeszcze nie odkryli? Jedzeniem lodów nad rzeką w każdyweekend i trzymaniem Iana za rękę, gdy obserwowali księżyc odbijający się w wodzie?Znikło.To wszystko po prostu znikło.Zrobiła krok w tył, jakby zwiększenie dystansu między nimi mogło złagodzić ból,który przenikał jej ciało.- Boże, byłam skończoną idiotką.Oszukałeś mnie, wiesz o tym? Naprawdęuwierzyłam, że moja matka pomyliła się co do ciebie.Wyszłam przez ciebie na cholernąkretynkę.- O czym ty, do diabła, opowiadasz? Przecież powiedziałem przed chwilą, że to mojawina.Każde jego słowo przeszywało ją takim bólem, że z trudem łapała oddech.- Jasne.Tak jakbym nigdy wcześniej nie słyszała tego tekstu.- Roxanne.Gdy wypowiedział jej imię, serce drgnęło jej w piersi, jakby chciało do niegowyskoczyć.Przycisnęła rękę do klatki piersiowej, miejsce urazy zajął gniew. Trzymaj się,Roxanne.Trzymaj się.Wystarczyłoby, żeby teraz wyciągnął do niej rękę, a wybaczyłaby muwszystko, co powiedział.Ale nie zrobił tego
[ Pobierz całość w formacie PDF ]