[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Zanim Raine zdążyła się zorientować, Philippe przyparł ją do ściany.- To nie pochlebstwa, meu amor.- Przywarł ustami do jej szyi.- Agdybym chciał odciągnąć twoją uwagę, zrobiłbym to w dużoprzyjemniejszy sposób.Próbowała go odepchnąć, ale kiedy rozwiązał mu się szlafrok ipoczuła przy sobie na sobie jego ciepłe ciało, zapomniała o gniewie.- Philippe.- Tęskniłaś za mną ostatniej nocy? - zapytali- Czy tęskniłam? Musnął ustami jej ucho.- Nie masz pojęcia, jak trudno mi zostawić cię samą w łóżku -szepnął.- To dlaczego mnie zostawiłeś?- Byłaś wyczerpana podróżą.Odchyliła głowę, kiedy całował jej szyję.Jak mogła być na niegowściekła, skoro jej ciało pragnęło rozkoszy?- Powinieneś się przyzwyczaić do tego, że często mam zły nastrój.Porwanie i szantaż nie należą do najprzyjemniejszych przeżyć.Przesunął dłońmi wzdłuż jej ciała, rozchylając płaszcz.- Może mógłbym to naprawić?- Wątpię - odparła, ale nie była w stanie go powstrzymać.Jego ustaokazały się takie miękkie i gorące!Właśnie wyczuł pod palcami wstążki jej halki kiedy rozległo siępukanie do drzwi.Oboje zamarli, po czym Philippe zaklął poportugalsku,- Idz sobie! - rozkazał.83RS- Przywieziono suknie, proszę pana - zabrzmiała przytłumiona przezdrzwi odpowiedz - Mówił pan, żeby przynieść je prosto na górę.Raine była pewna, że Philippe odprawi intruza.- Musiałem postradać rozum - mruknął.Pocałował ją w czoło ipodszedł do drzwi, żeby je otworzyć.Ledwie zdążył się odsunąć, a dopokoju wkroczył gospodarz z trzema przysadzistymi pachołkami,niosącymi kilkanaście pudeł.- Połóżcie je na łóżku.- Dobrze, proszę pana.Rozłożyli paczki, a Philippe każdemu wręczył po monecie.Ukłonili sięnisko i wyszli z pokoju.Raine podbiegła do łóżka i dotknęła srebrnejwstążki, którą owinięte było jedno z eleganckich pudełek.- To.- Urwała.Philippe stanął obok niej.- O co chodzi?- To wszystko dla mnie? Pogłaskał ją po policzku.- Otwórz i zobacz.Wahała się przez dłuższą chwilę.Kokardy i wstążki były piękne.Ichmigoczące i połyskujące kolory skusiłyby nie tylko dziewczynę, która odszóstego roku życia nie dostała żadnego prezentu.Ojciec od czasu doczasu dawał jej kilka monet, żeby kupiła sobie to, co zechce.Na BożeNarodzenie pani Stone zwykle szyła jej rękawiczki.Ale to.To byłapokusa, której nie potrafiła się oprzeć.Nie zważając na głos rozsądku, Raine wzięła najbliższe pudełko izdjęła z niego pokrywkę.Kiedy wyciągnęła aksamitną, wieczorowąsuknię obszytą koronką, zaparło jej dech w piersi.W środku była teżpara brązowych rękawiczek, cienkie pończochy i kremowa chustaprzetykana złotą nitką.Suknia była olśniewająca.Z niedowierzaniem zaczęła otwieraćpozostałe paczki.Znajdowały się w nich wieczorowe kreacje z jedwabiu itureckiego atłasu, a także suknie dzienne i na podróż, aksamitnapelerynka obszyta futrem, trzy kapelusze, rękawiczki i paraprześlicznych bucików.Znalazła nawet kilka halek, gorsetów i pończoch.Musiała przyznać, że mężczyzna, który wybierał tę garderobę, ma84RSdoskonały gust.To były stroje dla prawdziwej damy, a nie zwykłejdziewczyny.Raine mimowolnie wypuściła z dłoni atłasową suknię wkolorze lawendy.Widząc jej zakłopotanie, Philippe zapytał:- Nie podobają ci się?- Są piękne, ale chyba niezbyt odpowiednie dla kochanki.- Jesteś nie tylko kochanką.Odgrywasz rolę niewinnej damy, któraniedawno skończyła klasztorną szkołę.Raine poczuła się zawiedziona.Ale dlaczego? Może jego słowauświadomiły jej, że to wcale nie był prezent? Czy te wspaniałe stroje nienależały do maskarady, w której siłą rzeczy brała udział?- Raine, co się z tobą dzieje? Myślałem, że się ucieszysz.- Dlaczego nie? Córka prostego żeglarza nie śni o takich luksusach.- Raine.- Oczywiście nie jestem już tylko córką żeglarza, prawda? Terazjestem kochanką bogatego i potężnego dżentelmena.Philippe zrobił grozną minę i bez ostrzeżenia złapał ją mocno zaramiona.Otworzyła usta, żeby zaprotestować, ale w tym samymmomencie pchnął ją na ścianę.- W takim razie wez się do swoich obowiązków, querida - rzekłostro.- Nauczę cię wszystkiego, czego pózniej będę od ciebie wymagał.- Philippe.nie.- Po pierwsze, meu amor, nigdy nie chcę słyszeć nie".Będzieszrobiła wszystko to, o co poproszę.Raine nie zamierzała się z nim szarpać.Kiedy zwierzę jest wściekłe,nie powinno się go drażnić.Szkoda, że nie była taka mądra, zanimzdążyła go sprowokować.Przyłożyła dłonie do jego torsu.- Traktujesz kochankę niewiele lepiej od niewolnicy.To ci sprawiaprzyjemność?- Wspaniały pomysł - szepnął jej prosto do ucha.Raine wzdrygnęła się mimo woli.- Nie będę twoją niewolnicą.Roześmiał się głośno, rozchylił jej płaszcz i objął ją w talii.85RS- Należysz do mnie, Raine Wimbourne.Nie ma takiego miejsca,gdzie bym cię nie znalazł
[ Pobierz całość w formacie PDF ]