[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Niechże go kule biją! albo lepiej: niech mu Bóg szczęści! Musiał Bohuna nie poznać, bo byłby go dokończył.Fu! jak tu prochem pachnie, aż w nozdrzach wierci! Alem się też z takich terminów wykręcił, w jakowych jeszcze nie bywałem! Chwała bądź Bogu!.No, no, ale żeby tak na Bohunie jechać! Muszę się temu Wołodyjowskiemu jeszcze przypatrzyć, bo chyba diabeł w nim siedzi.Tak rozmawiając siadł pan Zagłoba na progu chlewa i czekał.Tymczasem z dala na równinie ukazali się żołnierze wracający z pogromu, a na czele jechał pan Wołodyjowski.Ujrzawszy Zagłobę przyśpieszył biegu i zeskoczywszy z konia szedł ku niemu.- Waćpana to jeszcze oglądam? - pytał z dala.- Mnie we własnej osobie - rzekł pan Zagłoba.- Bóg waści zapłać, iżeś z pomocą przybył.- Chwalić Boga, że w porę - odpowiedział mały rycerz ściskając z radością dłoń pana Zagłoby.- Ale skądżeś się waszmość o opresji, w jakiej tu zostawałem, dowiedział?- Chłopi dali znać z tego chutoru.- O! a ja myślałem, że mnie zdradzili.- Gdzie tam, to dobrzy ludzie.Ledwie z życiem uszli chłopak i dziewczyna, a co się z resztą weselników stało, nie wiedzą.- Jeśli nie zdrajcy, to od Kozaków pobici.Chutornik leży wedle chaty.Ale mniejsza z tym.Mówże waść: czy Bohun żyw? uciekł?- Alboż to był Bohun?- Ten bez czapki, w koszuli i hajdawerach, któregoś waść z koniem obalił.- Ciąłem go w dłoń; bogdaj to licho, żem go nie poznał!.Ale waść, ale waść, mości Zagłobo, cóżeś to waść najlepszego uczynił?- Com uczynił? - powtórzył pan Zagłoba.- Chodź, panie Michale - i patrz!To rzekłszy ujął go za rękę i wprowadził do chlewa.- Patrz - powtórzył.Pan Wołodyjowski nie widział przez chwilę nic, bo wszedł ze światła, ale gdy już oczy jego oswoiły się nieco z ciemnością, dojrzał ciała leżące nieruchomie na gnoju.- A tych ludzi kto narżnął? - pytał zdziwiony.- Ja! - rzekł Zagłoba.- Pytałeś waść, com uczynił? - więc masz!- No! - rzekł młody oficer kręcąc głową.- A jakimże to sposobem?- Tam się broniłem, na górze, a oni szturmowali mnie z dołu i przez dach.Nie wiem, jak długo to było, bo w bitwie człowiek czasu nie liczy.Bohun to był, Bohun ze srogą potęgą i z wyborem ludzi.Popamięta on waćpana, popamięta i mnie! Innym czasem ci opowiem, jako w niewolę popadłem, com wytrzymał i jakom Bohuna splantował, bom i na języki się z nim próbował.Alem dziś tak fatigatus, że ledwie na nogach się trzymam.- No - powtórzył pan Wołodyjowski - nie ma co mówić, mężnie waść stawałeś; jeno to powiem, żeś lepszy rębacz niż wódz.- Panie Michale - rzecze szlachcic - nie pora rozprawiać.Lepiej Bogu dziękujmy, że nam obydwom tak wielką dziś spuścił wiktorię, o której pamięć nieprędko między ludźmi zaginie.Pan Wojodyjowski spojrzał zdumiony na Zagłobę.Jakoś dotąd wydawało mu się, że to on sam odniósł ową wiktorię, którą pan Zagłoba widocznie chciał się z nim podzielić.Ale popatrzył tylko na szlachcica, pokręcił głową i rzekł:- Niechże i tak będzie.W godzinę później obaj przyjaciele na czele połączonych oddziałów wyruszyli ku Jarmolińcom.Z ludzi Zagłoby nie brakło prawie nikogo, gdyż w śnie zaskoczeni, nie stawiali oporu, Bohun zaś, wysłany głównie po języka, kazał żywcem brać, nie mordować
[ Pobierz całość w formacie PDF ]