[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.- Jaki tam dom, Aleksieju Timofiejewiczu? Nawet do Moskwy jeszcze tysiącekilometrów, a do domu jeszcze dalej i Bóg jeden wie, czy to w ogóle jest mójdom.- No, po powrocie może i ty będziesz wiedział.Najwięcej czasu zabrało Toli zebranie odpowiedniej załogi.Na Północy naj-ważniejsi byli ludzie, to od nich zależało przeżycie.Zachodni dziennikarze bylijak dzieci, wierzyli ślepo w swoje najnowsze zabawki, telefony satelitarne ikomputery, nie zdając sobie sprawy, jak wrażliwy jest taki sprzęt tam, gdzie niema dróg, prądu i supermarketów.Wybierali się na tereny, które jeszcze niedawnobyły terenami zamkniętymi, objętymi tajemnicą wojskową i dostępnymi nawetdla Rosjan tylko za przepustką.Wszyscy zachodni korespondenci otrzymali ofi-cjalne zezwolenie Ministerstwa Obrony Narodowej, a Tola sporządził jeszczeTLR urzędowo wyglądającą pieczątkę z napisem Międzynarodowe Towarzystwo Na-ukowo-Badawcze Polarsib, tak na wszelki wypadek, bo z doświadczenia wie-dział, że pieczątka w Rosji wciąż jeszcze może zdziałać cuda i otworzyć niejednedrzwi.Już w Moskwie okazało się, że nikt nie miał pojęcia, jak po drodze organizo-wać statki, samochody czy samoloty, skąd brać paliwo i jak zdobywać pieniądze.Stolica kraju była tylko mętnie poinformowana, jak żyją jego obywatele na kolo-salnych, rozciągających się przez jedenaście stref czasowych obszarach i najwy-razniej nikomu nie spędzało to snu z oczu.Jakoś tam pewnie sobie radzili, niemieli przecież innego wyjścia.Tola spędził długie godziny na układaniu list z nazwiskami ludzi, na którychpomoc można było na każdym etapie podróży liczyć.Pomagali mu przy tym za-przyjaznieni dziennikarze, starannie rozważając przy każdym nazwisku, jakimikwalifikacjami wyróżnia się jego właściciel.Pozostali w końcu na niej tylko ci,których ktoś znał osobiście i którzy sprawdzili się w trudnych sytuacjach.- Szczęśliwej drogi, Toleczka - mówili współtwórcy listy, żegnając się z nimna lotnisku.- A pozdrów ich od nas, dowiedz się, jak żyją i wszystko nam opo-wiedz, to już tyle lat i tak mało o naszym własnym kraju wiemy.Właśnie dlatego takie ważne było zrobić ten film.Pierwszym etapem podróży była Aawrentia, najbardziej na wschód wysuniętyport, oddalony od granicy amerykańskiej zaledwie o sto kilometrów i mający je-dyne lotnisko po rosyjskiej stronie Cieśniny Beringa.W czasie drugiej wojnyświatowej lądowały tu amerykańskie samoloty zaopatrzeniowe, po wojnie Aa-wrentia stała się jedną z najważniejszych baz wojskowych.Za czasów ZwiązkuRadzieckiego miała być wzorcowym osiedlem socjalistycznym dla koczowni-czych plemion Czukotki; stosując mniej czy bardziej łagodną przemoc, zasiedlo-no bloki hodowcami renów, myśliwymi i łowcami wielorybów, wybudowano dlanich stację weterynaryjną, szpital i szkołę z internatem.Ludzie przybywali tuTLR skuszeni perspektywą trzykrotnie wyższych zarobków i zaopatrzeniem lepszymniż w Moskwie.Dziś siedzieli w pułapce.Garnizony okazały się niepotrzebne, kopalnie wolframu i złota nieopłacalne,podtrzymywanie miasta przy życiu - nierentowne.Do portu przestały zawijaćstatki z owocami, warzywami i mięsem, zabrakło materiałów budowlanych, farbi odzieży.Przez pięć lat nie było w żadnym sklepie masła.Latami nie wypłacanozarobków, wydawano tylko kartki na żywność, jak w czasie wojny.Cena butelkicoli osiągnęła niebotyczne dziesięć marek, wszystko stało się trzykrotnie droższeniż w Moskwie.Dwie trzecie ludności opuściło już miasto, większość budynków miała oknazabite deskami, także i Gostinica Sewier, jedyny hotel w Aawrentii, ale któż bymiał tu przyjeżdżać i po co? Niektóre domy zdążyły się już rozsypać.Ostatniagregat do dychawicznej elektrociepłowni przysłano osiem lat temu, chociaż wtym klimacie była to kwestia życia i śmierci, bo gdyby zabrakło prądu, przestały-by działać pompy i rury zamarzłyby w ciągu paru minut - i co wtedy?Czukcze pozostali, bo nie mieli gdzie pójść, ale system, który uzależnił ich odnieznanej im uprzednio infrastruktury, przestał istnieć i przestała istnieć równieżsama infrastruktura.Teraz lud, którym rządził gubernator Roman Abramowicz,jeden z najbogatszych ludzi w Rosji, starał się znów powrócić do poziomu swo-ich przodków, uczył się robić łodzie ze skóry wieloryba, szyć ością odzież i po-lować harpunem na wieloryby.- Co to ma znaczyć: ochrona gatunku? - powiedział z goryczą do Toli jeden zmłodych myśliwych, ale tu wszyscy byli młodzi, bo średnia wieku Czukczów nieprzekraczała czterdziestu lat.- Powiedz tym swoim zagranicznym mądralom, żetutaj to my jesteśmy zagrożonym gatunkiem i do naszego przeżycia potrzebuje-my wielorybów.Ostatniej zimy zjedliśmy psy zaprzęgowe.Z czego mamy, wa-szym zdaniem, żyć? Niby co mamy jeść?TLR Osiedle otaczały góry odpadków, puste beczki po benzynie, wybielone słoń-cem kości wielorybów, plastikowe butelki, odcięte głowy fok, cały ten arktycznyśmietnik, który Tola zobaczył w Aawrentii po raz pierwszy i który miał im towa-rzyszyć na każdym etapie podróży.Nikt go nie usuwał, bo za jakie pieniądze?Ludzie, niszczeni przez alkohol i choroby, mieli większe problemy od śmieci,ale nikt się nimi nie interesował.Być może państwo rzeczywiście nie było w sta-nie im pomóc, ale niewykluczone też było, że w tych nowych czasach stali siętylko ciężarem, archaicznym przeżytkiem i zupełnie nie opłacało się w nich in-westować. Nie opłaca się" - to magiczne zdanie słyszał Tola wszędzie po drodze i rze-czywiście, pośród tej bezkresnej lodowej pustyni człowiek był mały, nieistotny izupełnie się nie opłacał.Setki, tysiące kilometrów bezlitosnej bieli, a w ogromiemilczącego krajobrazu tu i ówdzie ludzka drobinka, z kobyłką i sankami, chałup-ką przycupniętą pod śniegiem, pokorna w swojej nieważności - w skali Syberiinie było jej widać, w skali świętej Rosji nie było jej widać, i z Moskwy też niktjej nie dostrzegał.A to właśnie tam, w Moskwie, decydował ktoś, że się  nieopłaca" i tym jednym zdaniem podpisywał wyrok na tych nieopłacalnych i niepo-trzebnych.Od tej chwili przestawały przybywać statki, nie dolatywał helikopter zlekarzem, nie przywożono opału i żywności.Wczorajsi pionierzy tajgi, argonauciPółnocy, bohaterowie pracy socjalistycznej dziś nie opłacali się, więc spisano ichna straty.Była dobra praca, darmowy urlop na Krymie, Dom Kultury, przychod-nia, szkoły, kino i sklepy, ale przyszła pierestrojka i wszystko się skończyło [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • lo2chrzanow.htw.pl