[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Na dworze byłoprzerazliwie zimno, a uczucie chłodu zwiększał jeszcze hulającywokół lodowaty wiatr, który bez trudu przenikał ich ubrania.Z zasłyszanej wcześniej rozmowy Naomi wiedziała ju\, \epogarszająca się pogoda jest pierwszą, jeszcze łagodną zapowie-dzią zimowej zawiei, która rozszalała się nad wybrze\em Florydytrzy dni temu i cały czas przesuwała się na północ.Podą\ając za dwójką starszych stopniem funkcjonariuszysterylnie czystymi korytarzami, nie mogła się powstrzymać odgorzkiej refleksji, \e wszyscy uniknęliby wielu kłopotów, gdybyburza przybrała na sile tyle, by spowodować odwołanie rejsuprezydenckiego jachtu.Z drugiej jednak strony miała świadomość,\e pewnie i tak nie oznaczałoby to dla nich końca problemów,bo prezydent Brenneman zdawał się być równie uparty w wypeł-nianiu wszystkich punktów swojego planu, jak Vanderveenzdecydowany w swoich staraniach, aby mu to uniemo\liwić.Emily Susskind cieszyła się ciepłem zaledwie przez tych kilkachwil, które zajęło im zjechanie windą na parter.Podró\helikopterem wykorzystała ju\ na przeprowadzenie kilku rozmówdrogą radiową, przekrzykując cały ten szum.Dlatego teraz przedbudynkiem czekał ju\ na nią samochód, który miał ją zawiezć dofederalnego sądu apelacyjnego dla stanu Wirginia, gdzie sędzina330 Lucy Klein nalewała sobie właśnie drugi kubek kawy, za-stanawiając się, za jakie grzechy spotyka ją podobne traktowanieze strony rządu, któremu słu\yła wiernie od ponad osiemnastu lat.Podczas gdy Susskind wyjaśniała sędzinie cała sprawę, Naomiudała się w towarzystwie komisarza Plesse'ego do punktuetapowego, na spotkanie z agentem specjalnym FBI z biuraw Richmond.Kharmai i Plesse opuścili centrum administracyjneniecałe dziesięć minut po odjezdzie Susskind, zaraz za drzwiamikierując się w stronę lincolna stojącego przy krawę\niku.PojechaliMidlothian Turapike na wschód, mijając pogrą\one w mrokuulice, ciągnące się wzdłu\ łagodnych meandrów rzeki Jamesniecałe półtora kilometra dalej na północ.O trzeciej czterdzieści nad ranem drogi były praktycznie puste,więc bez problemów dotarli do 1-95.Gdy tylko znalezli się naautostradzie, kierowca wcisnął pedał gazu i wkrótce mknęliw kierunku hrabstwa Hanover tak szybko, jak tylko pozwalały nato mo\liwości samochodu.Na miejscu akcji panowało całkowite zaciemnienie, co ozna-czało, \e wzdłu\ wyznaczonego obszaru widać było blaskzaledwie paru chemicznych latarek.Na punkt etapowy składałosię właściwie jedynie kilka pojazdów FBI, ustawionych w coś nakształt okręgu, niczym wozy pierwszych osadników broniącychsię przed atakiem Indian.Boczną drogę odgradzała zardzewiałabrama, którą ktoś przytomny otworzył i przymocował łańcuchemdo drzewa, ułatwiając tym samym szybkie wje\d\anie autami napolanę albo jej opuszczanie.Lodowaty podmuch wiatru uderzył w Naomi, gdy tylkowysiadła z samochodu i ruszyła na oślep za Plesse'em.Minęlikilka ledwie widocznych w ciemnościach grupek agentów, poczym komisarz podszedł do pracującego na jałowym bieguchevroleta suburban i zapukał w szybę.Kiedy okno uchyliło się,zapytał o dowodzącego akcją agenta FBI i został skierowanyniedbałym skinięciem ręki w stronę największego pojazdu napolanie, czarnej furgonetki chevrolet chevy, a kilka sekundpózniej ju\ stukał dłonią w rękawiczce do tylnych drzwi vana.W przegrzanym wnętrzu auta, oświetlonym blaskiem sprzętułącznościowego, siedziało ju\ dwóch mę\czyzn.Naomi od razu331 zauwa\yła dwa monitory przekazujące obraz z przeczesującychteren kamer na podczerwień.Brett Harrison, szef biura FBI w Richmond, był blondynemo wyglądzie typowego Amerykanina z szerokimi barami i jasno-niebieskimi oczyma.Natychmiast wzbudził nieufność Naomi,tym bardziej, \e po chwili zauwa\yła jeszcze u niego ułamanyząb z przodu.Uraz z boiska, pomyślała, marszcząc brwi [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • lo2chrzanow.htw.pl