[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Nigdzie nie byłowidać unoszącego się krakena.Ten teren z pewnością był zwodniczy!Obecna ścieżka wiła się przyjemnie, podążając to w górę, to w dół, czego wcześniej niezauważył.Wkrótce pojawiło się zródło, a woda połyskiwała w nim tylko i była nieruchoma.Gdyby Esk nie wiedział, że jest to rejon złych snów, doświadczenia z dwóch poprzednich ścieżekostrzegłyby go.Nie ufał wodzie! Oczywiście, oczekiwano, że podróżnik napije się wody.Gdziebyła pułapka? Co w niej było złego, że składała się na część bazy sennych okropności?Usłyszał jakiś ruch.Coś szło ścieżką w jego kierunku.Ostrożnie zszedł ze ścieżki, uważając naduże kolce i starając się nie hałasować.Był to zdesperowany króliczek ścigany przez dużego, zmęczonego wilka.Króliczek kicał pościeżce; jego miękkie różowe uszy frunęły za nim na wietrze, a mały nosek drżał.Wilk był tuż-tużza nim, z obnażonymi kłami.Esk mógł powstrzymać pościg wilka mówiąc mu "nie", ale para zwierząt była już obok niego,nim zdołał zebrać myśli.Po prostu musiał patrzeć na to, jak króliczek dobiega do zródła, wskakujedo niego, ledwie umykając przed wilkiem, który zarył pazurami w brzegu.Widocznie wilk ze złychsnów nie lubił wody.Króliczek więc był bezpieczny.Króliczek wskoczywszy do wody uległ transformacji.Jego wygląd wprawdzie nie zmienił się wwidoczny sposób, ale wydał z siebie szczególnie przejmujący warkot i z determinacją popłynął wkierunku oczekującego wilka.Wilk niemal nie wierzył we własne szczęście.Szalony króliczekwracał do jego paszczy!Króliczek wdrapał się na brzeg i otrząsnął.Znowu zaryczał, a oczy jarzyły mu się czerwienią.Potem skoczył na wilka, który tak był zdumiony, że się nie ruszył.Króliczek obnażył zęby.Zębyzacisnęły się na jednym uchu wilka, a dwie łapy mocno walnęły wilka w nos.Króliczek z wściekłością zaatakował wilka!Zdumiony wilk dał susa do tyłu.Uwolnione od zębów królika ucho wilka zalało się krwią.Królikznowu skoczył na wilka, kłapiąc zębami.Wilk był w stanie zabić królika, ale był tak wytrącony zrównowagi, że podwinął ogon pod siebie i uciekł.Esk był tak samo zdumiony jak wilk.Co było w tej wodzie?Królik poruszył nosem i zwietrzył Eska.Ruszył w jego kierunku.Znowu warczał, a jego oczypłonęły.Skoczył.- Nie! - krzyknął Esk.Królik był w powietrzu, więc nie mógł zmienić kursu, ale zmienił zamiar.Zamiast ugryzć Eska,wylądował na jego piersi i natychmiast zeskoczył.Następnie wrócił na ścieżkę i pognał za wilkiem.Esk spojrzał na zródło.Tylko jeden wniosek nasuwał się po tym, co zobaczył.Znał zródłamiłości, które sprawiały, że stworzenia, które się z nich napiły, zakochiwały się gwałtownie wpierwszej napotkanej istocie płci przeciwnej.Zrozumiałe było, że większość znaczącychkrzyżówek powstała dzięki natrafieniu na zródło miłości: centaury, harpie, wodni ludzie i tak dalej.Ale tutaj, w królestwie złych snów, musiało być przeciwnie: było to zródło nienawiści.Dlategokrólik był tak zawzięty i przepełniony nienawiścią, że stracił cały swój strach przed wilkiem.Nienawidził również Eska.Nie był już delikatny i wystraszony.Teraz był złośliwy i zuchwały.Jego osobowość uległa radykalnej zmianie.Esk doszedł do wniosku, że nie napije się z tego zródła.Wracał powoli ścieżką, rozglądając się zainną trasą. Wypróbował trzy dobrze utrzymane ścieżki i każda prowadziła go donikąd.Czas to zmienić.Amoże wypróbować ukrytą, odległą ścieżkę?Niemal ją minął.Zcieżka była tak niepozorna, że dosłownie gubili się w gąszczu.Może to wcalenie była ścieżka.Postanowił jednak spróbować.Ostrożnie wszedł na nią.Perspektywa zmieniła się jeszcze raz i ścieżka stała się lepiej widoczna.Była jednak w kiepskimstanie i tak poskręcana, że miejscami wydawało się, iż zatacza koła.Krzaki wrastały w nią, akamienie wystawały.Musiał uważać na każdy swój krok.Czy była tego warta?Zdecydował, że tak.Poza tym, jeżeli nikt nie używał ostatnio tej ścieżki, to nie była onaprawdopodobnie wykorzystywana przez jakiegoś potwora do złego snu.Trudno o bezpieczniejszą.Posuwał się do przodu z rosnącą pewnością siebie.Wtedy nagle zobaczył ludzki szkielet.Leżał w poprzek drogi, czaszka z jednej strony, kości nógz drugiej strony.Nie pozostał na nim ani kawałek ciała.Esk westchnął.Ta ścieżka również nie jest bezpieczna.Ten biedny człowiek.Trącił kośćmiednicy czubkiem buta.Szkielet poruszył się.Esk odskoczył, chociaż wiedział, że to on spowodował, iż kości uniosły sięi opadły.Przecież kości nie mogą poruszać się samodzielnie.Szkielet obrócił się i usiadł.Esk w strachu zrejterował.On się porusza!Szkielet wstał, ale jakoś niepewnie.- W porządku! - krzyknął Esk.- Opuszczam twoją ścieżkę.Nie chcę walczyć z następnym złymsnem!Czaszka obróciła się na kościanej szyi i skierowała na niego puste oczodoły.- Szukałeś mnie? - zapytała kościana szczęka.- Znalazłem cię i teraz opuszczam - zgodził się Esk.- Naprawdę nie szukam kłopotów, rozglądamsię tylko za drogą wyjścia.Nie musisz mnie ścigać.- Chce pójść z tobą, bardzo proszę - mówiła czaszka, poruszając dolną szczęką.Esk nie rozumiał, jak można mówić bez ciała wprowadzającego powietrze, ale tak było.- Pójść ze mną? - powtórzył bezmyślnie Esk.- Po co?- %7łebym nie zgubił się więcej.- Zgubiłeś się? A ja myślałem, że jesteś martwy!- Nie.Zgubiłem się - powtórzył stanowczo szkielet
[ Pobierz całość w formacie PDF ]