[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Gdy pewnego dnia matka przywołała ją - dzieckojeszcze - do siebie i Ailien zobaczyła długie, białe, bawełniane bandaże, zaczęła płakać.Widziała, jak to robiono jej starszej siostrze, pamiętała, że siostra, która kiedyś biegała ibawiła się radośnie, teraz siedziała całymi dniami nad wyszywanką i nie chciało się jej nawetstanąć na obolałych, owiniętych stopach.Matka spojrzała surowo na swą małą.- Co powiedziałby twój ojciec, gdyby przyjechałdo domu i zobaczył, że stopy jego córki mają platfusa, tak jak stopy wieśniaczek? - zapytała z grozbą w głosie.Szloch małej dziewczynki ucichł, zmienił się w ciche łkanie, i pozwoliła na owinięcieswych stóp.Do dziś pani Wu pamiętała miesiąc tej tortury.Potem nadszedł list, w którym napisano, że przyjeżdża ojciec.Gdy przybył, zmusiłasię, aby podejść do niego na małych, obolałych stopach.Jakaż radość mogła się równać zradością z tego, co nastąpiło zaraz potem! Zanim zdążyła dostrzec jego twarz czy oczy, czyzawołać jego imię, ojciec zakrzyknął gwałtownie na jej widok i uniósł ją na ręce.- Zdjąć mi te więzi ze stóp dziecka! Natychmiast! - rozkazał.Wybuchło zamieszanie iprotesty.Nigdy nie mogła sobie przypomnieć ani słowa ze sporu, jaki rozegrał się wtedypomiędzy starszymi, ale samego sporu nie zapomniała.Jej matka płakała, babka wrzeszczałaz gniewu, a nawet i dziadek krzyczał.Ale jej ojciec usiadł i trzymając ją na kolanach zdjąłwłasnoręcznie bandaże i uwolnił jej stopy.Jeszcze pamiętała ból i radość z uwolnionych stóp.Ojciec brał je do ręki po kolei i masował delikatnie, aby krew znów do nich wróciła.Krewpowracająca do zaciśniętych naczyń krwionośnych wyzwoliła najpierw w niej ból, a potemulgę.- Nigdy! Nigdy więcej! - mruczał pod nosem rozwścieczony ojciec.Przylgnęła do niego z płaczem.- A co by było, gdybyś nie przyjechał! - szlochała muw pierś.Przybył na czas, aby ją wybawić.Za kilka miesięcy znowu będzie mogła biegać.Alew przypadku siostry było już za pózno.Miała już połamane kości.Od tamtej chwili w domu bez przerwy panował niepokój.Jej ojciec poznał wielenowych rzeczy w obcych krajach i nakazał, aby uczyła się czytać.Gdy umarł nagle wskutekcholery pod koniec gorącej pory trzy lata pózniej, było już za pózno na owijanie jej stóp i zbytpózno na utrzymywanie jej w ignorancji, ponieważ umiała czytać.Nawet jej pozwolono naczytanie, bo była już zaręczona, a Stary Pan był zadowolony z tego, że umiała czytać, jakrównież i z tego, że jej stóp nie owijano.- Mamy wielkie szczęście, że znalezliśmy tak bogatą i tak wyrozumiałą rodzinę -mówiła jej matka.Wkładając stopy w ranne pantofle przypomniała sobie swego ojca.Odkryła w sobietakże coś z owej radości, której był wtedy przyczyną.Uśmiechnęła się.Ying zastała ją z tymuśmiechem na twarzy.- O pani - skarciła ją Ying.- Jesteś zbyt szczęśliwa jak na ten poranek.- Spojrzała nanią i wbrew własnemu postanowieniu, że zachowa się sztywno, nie mogła się powstrzymaćod uśmiechu.- Wyglądasz, pani, jak dziecko, które coś zbroiło - rzekła.- Nie próbuj odgadywać, co mnie rozbawiło, dobra duszo - rzekła wesoło pani Wu.-Nie kłopocz tym swej głowy.Niech będzie teraz między nami tak, jak było dotąd.Powiedz,czy ładna pogoda?- Jakby nigdy nie padało.- Ubierz mnie więc na wizytę - rzekła pani Wu.- Pójdę zaraz po śniadaniu zobaczyć się z panią Kang.Muszę z nią coś omówić.Co sądzisz o Linyi dla naszego Fengmo?- Dwa węzły na tej samej linie - odrzekła z zastanowieniem Ying.- Cóż, pani, lepiejpowtórzyć rzecz dobrą niż złą.Nasz najstarszy młody pan jest szczęśliwy z najstarszą córkąKang.Ale drugi młody pan wczorajszej nocy bił swoją żonę.- Tsemo bił Rulan?! - wykrzyknęła pani Wu.- Słyszałam, jak łkała - rzekła Ying.- Musiał ją pobić.Pani Wu westchnęła: - Czy nigdy nie będę miała spokoju pod tym dachem?Szybko zjadła śniadanie i poszła do pokojów Tsemo.Ale Tsemo wstał wcześnie i jużwyszedł, a Rulan jeszcze spała, jak wyjaśniła służąca.Pani Wu nie mogła pytać służby,dlaczego jej syn bije swoją żonę, powiedziała więc tylko: - Przekaż memu synowi, że chcę gowidzieć dziś wieczorem.Jak zwykle zajrzała też, aby sprawdzić, co dzieje się w kuchni i na dziedzińcachnależących do rodziny, a gdy obeszła już wszystkie części domostwa - tam pochwaliła, tupoprawiła - wróciła do swoich pokojów.Dwie godziny pózniej wyszła z bramy swego domu.Pan Wu kupił kilka lat temu obcypojazd, ale ulice były tak wąskie, że pani Wu nigdy nie korzystała z niego z ochotą.Nielubiła, gdy pospólstwo przeciskało się obok ścian domów i murów, bo wielki pojazd ciągnąłwzdłuż ulic.Nie lubiła też rikszy, którą otrzymała w prezencie od pana Wu, bo była odkryta.Najbardziej odpowiadała jej staromodna lektyka, która była częścią jej posagu.Powiedziaławięc Ying, aby wzięła rikszę i podążała za nią.Jeden z czterech tragarzy uniósł zasłonę uwejścia, pani Wu weszła do środka i materia znowu opadła.Przez małe szklane okienko wzasłonie mogła obserwować ulicę, sama pozostając niewidoczna.Niesiona w lektyce przez czterech tragarzy przez zatłoczone ulice, była przekonana, żenikomu nie czyni krzywdy tym sposobem poruszania się.Jej ciężar był niewielki dla czterechludzi, a lektyka tak wąska, że nikogo nie spychała z drogi.Ponadto lubiła starożytne,dworskie wołanie głównego tragarza, ostrzegające przechodniów na drodze: - Użyczam sobietwego światła! Użyczam sobie twego światła! - Tak właśnie, dworsko i uprzejmie, winnizwracać się bogaci do biednych, wysoko urodzeni do prostaczków.Pani Wu nie mogła znieśćżadnego wyzysku.Od czasu gdy została panią domu Wu, żaden sługa nie był tam bity, żadennie został poniżony.Nawet gdy czasami trzeba było konieczne pozbyć się niewiernego lubniezdarnego sługi, nigdy nie czyniono tego ostentacyjnie, lecz szukano pretekstów, które,choć zainteresowany wiedział, że są fałszywe, nie poniżały go wobec jego towarzyszy.Tymbardziej więc była poruszona, gdy przypomniała sobie słowa Ying, że Tsemo bił Rulan. Nie uwierzę w to - myślała -  dopóki nie odkryję prawdy.Z tym postanowieniem odłożyła sprawę na pózniej.Dom Wu i Kang dzieliła niemała odległość, prawie całe miasto leżało pomiędzy nimi.Ale pani Wu nie spieszyło się.Radowała się słońcem rozświetlającym ulice jeszcze mokre odnocnego deszczu.Deszcz umył kamienie, ludzie byli weseli i zadowoleni z jasności niebios. Place targowe zapewniły się wieśniakami, którzy przywozili do miasta ładunki świeżejkapusty, kosze jaj, wiązki trzciny na opał.Widok tego tryskającego wszędzie życia zawszeuspokajał panią Wu.Siedziba rodziny Wu była jedynym pałacem w centrum miasta [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • lo2chrzanow.htw.pl