[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Miał na sobie różowo fioletową kamizelkę oraz plamę z sosu na rękawie.Ramiona Charlotte przygarbiły się widocznie.Westchnęła. No cóż powiedziała podobno byli ze sobą bardzo szczęśliwi. Dopóki nie stracili dwójki z trzech swoich dzieci, a Edmund Herondale nie przegrał w kartywszystkiego co posiadali sprostował Fell. Ale domyślam się, że nigdy nie powiedziałaś o tymmłodemu Willowi.Tessa wymieniła porozumiewawcze spojrzenia z Jemem.Moja siostra nie żyje, powiedziałkiedyś Will. Mieli trójkę dzieci? spytała. Will miał dwie siostry? Tesso, proszę. Charlotte wyglądała na zaniepokojoną. Ragnorze.Nie zatrudniłam cię po tobyś naruszał prywatność rodziny Herondale'ów ani Willa.Zrobiłam to dlatego, że obiecałam mu, żedam mu znać jeśli jego rodzinie stanie się jakaś krzywda.Tessa pomyślała o Willu o dwunastoletnim Willu czepiającym się dłoni Charlotte ibłagającym ją o to, by powiedziała mu czy jego rodzina nie żyje.Dlaczego od nich uciekł?,zastanowiła się po raz setny.Dlaczego zerwał z nimi wszelkie kontakty? Na początku wydawało jejsię, że wcale mu na nich nie zależało, ale najwidoczniej było odwrotnie.Nie była w stanie poradzićnic na to, że serce ścisnęło się jej w piersi, gdy pomyślała jak wołał swoją siostrę.Jeśli kochałCecily tak bardzo jak ona Nate'a&Mortmain musiał zrobić coś jego rodzinie, uznała.Tak samo jak jej.To łączyło ją z Willem wpewien szczególny sposób.Bez względu czy o tym wiedział, czy nie. Cokolwiek planuje Mortmain usłyszała własny głos planował to od bardzo dawna.Jeszczezanim się urodziłam, kiedy to podstępem zmusił moich rodziców do tego, żeby mnie stworzyli".Teraz wiemy, że lata temu związał się z rodziną Willa i przeniósł do Ravenscar Manor.Obawiamsię, że jesteśmy jak pionki, którymi przesuwa po planszy, a wynik tej gry jest znany wyłącznie jemu. Chce żebyśmy tak myśleli, Tesso odparł Jem. Ale Mortmain jest tylko człowiekiem.Każdeodkrycie jakiego dokonujemy na jego temat sprawia, że staje się coraz bardziej bezbronny.Gdybyśmy rzeczywiście nie stanowili dla niego żadnego zagrożenia, nie wysłałby tego automatu żebynas ostrzec. Doskonale wiedział gdzie wtedy będziemy& Nie ma nic grozniejszego od człowieka ogarniętego żądzą zemsty dodał Ragnor. Aczłowiek, który przymierzał się do niej od niemal sześćdziesięciu lat, który został do tegoprzygotowany od maleńkiego trującego nasienia jakie rozrosło się w żyjący, zabójczy kwiat,doprowadzi to do końca.Pod warunkiem, że wy nie zlikwidujecie go pierwsi. W takim razie dopilnujemy żeby to się stało odparł krótko Jem.Po raz pierwszy Tessausłyszała z jego ust coś co przypominało niemal grozbę.Wbiła wzrok w swoje dłonie.Były w jaśniejszym odcieniu bieli niż wtedy, gdy opuszczałaNowy Jork, ale przynajmniej były to nadal jej dłonie.Palec wskazujący był odrobinę dłuższy odśrodkowego, półksiężyce jej paznokci doskonale widoczne.Mogłabym to zmienić, pomyślała.Mogłabym stać się kimś zupełnie innym.Nigdy wcześniej nie czuła się tak zdolna do zmianykształtu, bardziej elastyczna i bardziej zagubiona. W rzeczy samej dodała stanowczym tonem Charlotte. Ragnorze, chciałabym wiedziećdlaczego rodzina Herondale'ów przebywa w tym domu w domu należącym dawniej do Mortmaina i chcę mieć pewność, że są bezpieczni.Zależy mi na tym, by nie dowiedział się o tym ani BenedictLightwood, ani reszta członków Clave. Rozumiem.Chcesz żebym sprawdził jak się miewają możliwie najdyskretniej i popytał wokolicy o Mortmaina.Skoro ich tam przeniósł, to musiał istnieć po temu konkretny powód.Charlotte powoli wypuściła powietrze z płuc. Zgadza się.Ragnor zakręcił swoim widelcem. To będzie drogo kosztować. Wiem odparła Charlotte. Jestem na to przygotowana.Fell uśmiechnął się. W takim razie ja jestem gotowy do tolerowania owiec.***Reszta lunchu upłynęła pod znakiem niezręcznej konwersacji.Jessamine w markotnym nastrojuniszczyła jedzenie na swoim talerzu, Jem był nienaturalnie cichy, Henry mruczał pod nosem wzoryjakichś równań, a Charlotte i Fell finalizowali plany ochrony rodziny Willa.Choć Tessa popierałaten pomysł, coś w czarowniku sprawiało, że czuła się skrępowana i niespokojna.Magnus nigdy takna nią nie działał.Ucieszyła się gdy posiłek dobiegł końca, bo mogła wreszcie zaszyć się w swoimpokoju z tomem Tajemnic domu na wzgórzu".Nie była to jej ulubiona książka sióstr Bronte.Ten zaszczyt przypadał w udziale Jane Eyre",następnie Wichrowym wzgórzom", a Tajemnica" zajmowała dopiero odległe trzecie miejsce.Czytała jednak dwie poprzednie już tak wiele razy, że stronice książki nie kryły już przed nią żadnychniespodzianek tylko zdania tak znajome, że stały się niemal jej bliskimi przyjaciółmi.Tak naprawdęchciała przeczytać Opowieść o dwóch miastach", ale Will tyle razy cytował jej Sydneya Cartona, żebała się wybranie tej lektury sprawi, że znów zacznie o nim myśleć i przyprawi o jeszcze większezdenerwowanie.Nigdy nie przytaczał słów Darnay'a, tylko Sydneya.Rozpustnego, zniszczonegoprzez życie pijaka.Sydneya, który umarł z miłości.Na zewnątrz było już ciemno.Wiatr dął w okna, rozpryskując na szybach krople dreszczu.Rozległo się pukanie do drzwi.To była Sophie.Niosła list na srebrnej tacy. Przyszedł list do panienki oznajmiła.Tessa odłożyła książkę z zdumieniem. Poczta? Do mnie?Sophie skinęła twierdząco głową i podeszła bliżej, wyciągając przed siebie tacę. Zgadza się, ale na kopercie nie ma adresu nadawcy.Panna Lovelace niemal wyrwała mi go zręki, ale jakimś cudem udało mi się go przejąć.Tessa wzięła do ręki kopertę.Była zaadresowana na jej nazwisko.Pismo na grubym kremowympapierze było pochyłe i obce.Odwróciła ją i zaczęła otwierać.W szybie dostrzegła odbicie oczuSophie pałających ciekawością.Zwróciła się do niej i uśmiechnęła. To wszystko, Sophie.Dziękuję powiedziała.To był sposób, w jaki bohaterki w jejpowieściach odprawiały służbę i wyglądało na to, że jest poprawny.Z wyrazem rozczarowaniamalującym się na twarz, Sophie wzięła tacę i wycofała się z pokoju.Tessa rozpieczętowała list i rozłożyła go na kolanach.Moja droga rozważna panno Gray,Piszę do pani w imieniu naszego wspólnego przyjaciela, niejakiego Williama Herondale 'a.Wiem, że ma w zwyczaju pojawiać się i znikać z naciskiem na to drugie z Instytutu, jak mu siętylko żywnie podoba i z tego względu może upłynąć trochę czasu zanim ktoś podniesie alarm zpowodu jego przedłużającej się nieobecności.Proszę panią jednak, zważywszy na to, że ma swójzdrowy rozsądek w wysokim poważaniu, nie zakładać od razu, że jego nieobecność jest powodemjakiejś zwyczajnej sprawy.Widziałem się z nim zeszłej nocy.Był, oględnie mówiąc, strapiony gdyopuszczał moją rezydencję.Mam powody obawiać się, że mógł wyrządzić sobie jakąś krzywdę,zatem sugeruję by miejsce jego pobytu pozostało jak najszybciej ustalone, a bezpieczeństwowzmocnione.Trudno jest darzyć sympatią tego młodego człowieka, ale ufam, iż dostrzega w nimpani dobro tak samo jak ja, panno Gray.Właśnie dlatego pozwoliłem sobie napisać do pani tenlist.Uniżony sługa,Magnus Bane.Postscriptum: Gdybym był na pani miejscu, nie dzieliłbym się zawartością tego listu z paniąBranwell.Ot, taka mała sugestia.M.B
[ Pobierz całość w formacie PDF ]