[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Wszystko wydaje się inne, niżjest w rzeczywistości, w wyobrazni widzisz jadowitego węża tam, gdzie jest tęcza.A comyślisz o moim bracie?- Rorik wygląda jak prawdziwy wiking.Jest piękny, dobrze zbudowany, spokojny.- I co jeszcze? - zapytał Merrik, unosząc brwi.- Jego pies z pewnością zechce spać z nami, w naszym łóżku.Już się zorientował, że jestemsłabsza niż Mirana, więc będzie leżał na mnie i lizał mnie po twarzy, dopóki nie zaschnie muw pysku.Merrik nachylił się, objął ją za szyję i mocno pocałował.Ustalili, że odpłyną do Normandii mniej więcej za dwa tygodnie, kiedy księżyc wejdzie wpierwszą kwadrę.Merrik mianował jednego ze starszych mieszkańców Malverne swoimzastępcą, a Sarla miała pełnić obowiązki gospodyni.Taby był zasmucony i rozżalony.W dniuodjazdu pozwolił Laren ucałować się i uściskać, ale kiedy podszedł do niego Merrik,odwrócił się tyłem.Laren dostrzegła ból malujący się na twarzy Merrika.Ogarnęła ją złość.SchwyciłaTaby'ego za rękę i odwróciła do siebie.- Jak możesz zachowywać się tak w stosunku do człowieka, który uratował ci życie?Człowieka, który i mnie uratował? Mężczyzny, który stara się pomóc ci odzyskać należnąpozycję?Taby stał z opuszczoną głową, bosą stopą grzebał w wyschniętej cierni.- Odpowiedz mi, Taby.Pochodzisz z królewskiej rodziny, a zachowujesz się jak niewolnik.Co się z tobą dzieje?- Laren, on mnie nie kocha.Laren cofnęła się o krok.- Co ty powiedziałeś?- Nie kocha mnie.Gdyby mnie kochał, nie zostawiłby mnie, nie wybrałby się do stryjaRollona, żeby mu powiedzieć, gdzie jestem.- Cóż ty opowiadasz? Posłuchaj mnie.Merrik kocha cię bardziej niż kogokolwiek naświecie.Taby potrząsnął głową.- Nie, nie kocha mnie.Nawet ciebie zabiera ze sobą.- Och, to inna sprawa.On wreszcie zrozumiał, że beze mnie nie uda mu się porozumieć zestryjem Rollonem.Ja znam wszystkich na jego dworze.Mogę mu pomóc, jestem mupotrzebna.Ciebie zostawia tutaj, bo chce mieć pewność, że będziesz bezpieczny.Tylkodlatego tak postępuje.Gdyby musiał troszczyć się o twoje bezpieczeństwo, sam mógłbyznalezć się w trudnej sytuacji.- A o ciebie się nie troszczy?- Na pewno nie w tym stopniu.Wie, że sama potrafię sobie radzić.Dowiodłam tego.- Ja też dowiodłem.- Ależ ty jesteś uparty.- Laren wplotła palce w jego gęste włosy, - Posłuchaj mnie, Taby.Merrik zabiera mnie wyłacznie dlatego, że jestem mu potrzebna.Ciebie zostawia, bo ciękocha i nie chce ryzykować, że może stać ci się coś złego.- A nie boi się, że tobie może stać się coś złego?Potrząsnęła przecząco głową.Wiedziała, że Merrik boi się o nią, ale znacznie bardziej oTaby'ego.Znała jego uczucia do tego chłopca, uczucia, których sam nie rozumiał, ale byłyone tak mocne, że czuł się wobec nich bezsilny.Godziła się z tym, chociaż w głębi sercaodczuwała piekący ból.- Mnie nie stanie się nic złego - powiedziała.- Chciałabym, żebyś podszedł teraz doMerrika i zachował się tak, jak powinien zachować się mężczyzna, którym będziesz wprzyszłości.Taby patrzył na nią przez dłuższą chwilę, a potem spojrzał w stronę Merrika, któryrozmawiał z Olegiem i Roranem.Ruszył ku niemu powoli.Kiedy Merrik odwrócił się w jegostronę, Laren zauważyła, że wyraz bólu w jego oczach zastąpił wyraz radości i ulgi.Objąłchłopca i szeptał mu coś cicho do ucha.Co on mu mówi? Nigdy, nawet kiedy się kochali,kiedy rozmawiali, żartowali, nigdy nie patrzył na nią z takim zachwytem i czułością.Po razpierwszy uświadomiła sobie, że jest zazdrosna o swego braciszka.Czuła, jak narasta w niejrozżalenie.Odszukała wzrokiem Sarlę, podeszła do niej jeszcze raz, właściwie bez powodu, i uściskałają na pożegnanie.Kiedy razem szły krętą ścieżką w stronę fiordu, instruowała ją, jakprzyrządzać z malin i orzechów przyprawę do gulaszu z dziczyzny, który wszystkimwyjątkowo smakował.Sarla słuchała z przejęciem.20- Laren! Opowiadaj! Opowiadaj! - zawołał ktoś.- Tak, tak - dorzucił Roran.- Ty, moja pani, siedzisz bezczynnie i tylko marzysz o Merriku,a my tu, przy wiosłach, łamiemy sobie grzbiety.Przed chwilą zerwał się lekki wiatr i mężczyzni mogli wreszcie odłożyć wiosła.Odwrócilisię i wyczekująco patrzyli na Laren
[ Pobierz całość w formacie PDF ]