[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Przejrzał swoje kontakty, znalazł prywatny numer Hubbarda, nacisnął „Połącz”.Telefon zadzwonił, potem włączyła się poczta.Jake rozłączył się, nakazując sobie zachować spokój.Obejrzał w życiu dość seriali, aby wiedzieć, że nie powinien dobrowolnie ujawniać żadnych informacji.Powrócił do nerwowego przemierzania pokoju wte i wewte.Przypomniał sobie, że wczoraj wieczorem dzwonił do Voloshina z domu.Musi koniecznie wspomnieć o tym policji, zanim przejrzy billingi Voloshina.Nagle stanął jak wryty.Jeśli policjanci znaleźli zdjęcia i film, a potem odkryli przelew, mogą się domyślić, że Voloshin go szantażował.A nawet podejrzewać, że to on go zamordował.Zaschło mu w ustach.Myśli pędziły, jakby miały ochotę uciec, porywając go z sobą.Szantaż był idealnym motywem, by pragnąć śmierci Voloshina, a jedyne alibi stanowił fakt, że Jake był w domu z Ryanem, zamieszanym w to samo przestępstwo.Dotarło do niego, że musi zablokować przelew.Oczy powędrowały ku zegarowi na biurku: 9.59.Policja będzie tu za chwilę.Trzeba się skontaktować z Haroldem i odwołać zlecenie.Wybrał numer komórki.Telefon zadzwonił raz, drugi, trzeci, potem włączyła się poczta.Usłyszał piknięcie i zostawił wiadomość: „Harold! Zmiana planów! Nie przelewaj pieniędzy! Rozumiesz?! Oddzwoń, jak tylko odsłuchasz, i natychmiast wstrzymaj przelew!”.Chciał mieć pewność, że Harold dostanie wiadomość, otworzył więc esemesa i wystukał: „Harold, zmiana planów.NIE WYSYŁAJ przelewu.Oddzwoń jak najszybciej”.Nacisnął „Wyślij”, ale wciąż mu to nie wystarczało.Wybrał numer biura Harolda w banku.Odebrała kobieta.– Halo, Pennsylvania National’s Wealth Management Group.Marie DiTizio, czym mogę służyć?– Cześć, Marie, z tej strony Jake.Mam problem.– Zastanawiał się, czy Marie wie o przelewie.– Muszę koniecznie porozmawiać z Haroldem.Dzwonił rano, więc wiem, że pojechał na spotkanie.A dokąd konkretnie?– Obowiązuje nas tajemnica bankowa, jak dobrze pan wie…– Mnie nie interesuje, kto jest klientem.Zadzwoń tam w moim imieniu.Nie na komórkę, ale do klienta.Niech ktoś natychmiast podsunie Haroldowi karteczkę, żeby do mnie zadzwonił.To bardzo ważne.– Mam przerywać mu spotkanie?– Tak.Marie, nie prosiłbym o nic takiego, gdyby nie chodziło o sytuację awaryjną.– A może ja mogłabym panu pomóc?Jake się zawahał.– Czy Harold rozmawiał z tobą rano albo wczoraj o sprawie dotyczącej moich rachunków?– Nie, ale jeśli mnie pan poinformuje, to na pewno będę mogła…– Proszę, zawiadom Harolda, że ma nie robić tego, co ustaliliśmy.Rozumiesz?– Chyba tak – odpowiedziała niepewnie Marie.– Że ma nie robić tego, co ustaliliście.– Otóż to, dokładnie.– Jake zerknął na zegarek, czując, że ucieka mu czas.Policja będzie tu lada chwila.– Oddzwoń, jak tylko uda ci się z nim skontaktować.– Oczywiście.Już się tym zajmuję.– Dziękuję.Do widzenia.– Jake rozłączył się i zerknął na zegar.10.06.Policja już jedzie.Z telefonem w dłoni wyskoczył na korytarz i pobiegł do biurka Amy.– Cześć, mam złe wieści.– Co się stało? – Amy patrzyła z przejęciem na szefa.Miała jaskrawy, wielobarwny szal i zwisające, srebrne kolczyki z jaskrawoczerwonymi kamieniami.– Amy, pamiętasz klienta, który wpadł do nas wczoraj rano? Lewisa Deanera? – Jake nachylił się i mówił niemal szeptem, mimo że najbliższe biurko znajdowało się poza zasięgiem jego głosu.– Dzwonili z policji, znaleźli go zamordowanego w domu.– O Boże.– Amy przytknęła dłoń do ust.– To okropne.– Wiem.Policja będzie u nas za dwadzieścia minut.– Tutaj? Po co?– Pewnie chcą zbadać, w jakiej sprawie wczoraj się z nim widziałem.– Starał się zachować spokój.Przez ramię Amy zobaczył, że Ramon idzie do siebie.– A skąd o tym wiedzą? To z nimi rozmawiałeś?– Tak.Zadzwoniłem do Deanera do domu, żeby ustalić z nim kilka szczegółów, i odebrał policjant.Już tu jadą.– I co zrobimy?– Załatwisz mi dużą salę konferencyjną? Oczywiście wszystko musi pozostać między nami.– Oczywiście.– Pospiesznie kiwnęła głową, loki podskoczyły, a kolczyki się zakołysały.– Do Ramona zaraz przychodzą Janovichowie, ale mogę ich przenieść do mniejszej sali.– Świetnie, dzięki.Zabierz policjantów z recepcji i skieruj do sali konferencyjnej.Nie chcę, żeby przedstawiali się w recepcji, na oczach klientów.– Załatwię to, nie ma sprawy.– Uśmiechnęła się.On nie był w stanie.– I jeszcze jedno: spodziewam się ważnego telefonu od Harolda z Pennsylvania National.– Jake zerknął na zegar na biurku, komiksowego, plastikowego kotka.10.08.– Mam nadzieję, że zdąży zadzwonić, zanim przyjdą, ale jeśli nie, to przełącz go do mnie od razu, nawet podczas rozmowy z policją.Dobrze?– Jasne.– Jake! – zawołał Ramon.– Musimy obgadać fundusz dla Brady’ego…– Wybacz – przerwał mu Jake.– Nie mam teraz czasu.– Ale bez twojej zgody nie założę funduszu, a bez tego nie mogę się spotkać z Bradym.W piątek wysłałem ci dokumenty, pamiętasz? I przypomniałem ci w niedzielę, bo nie odpowiedziałeś.– Ramon, jestem zajęty – warknął Jake.– Ale oni przychodzą dzisiaj po południu, żeby podpisać papiery.– No to przełóż.Amy zasznurowała usta, przeskakując wzrokiem z Jake’a na Ramona, jak dziecko podczas sądowej walki o opiekę.– Nie mogę.– Ramon pokręcił głową, skonsternowany.– Z Bradym niepodobna się umówić.Jest chirurgiem, wiesz, jaki oni mają napięty kalendarz.Jeśli dokumenty nie będą gotowe, strasznie się wkurzy.– No to się wkurzy! – wybuchnął Jake.– Jestem zajęty, ile razy mam mówić? Nie rozumiesz?Ciemne oczy Ramona zapłonęły gniewem.Jake natychmiast złagodniał, rejestrując nietęgą minę Amy i pozostałe asystentki, ze zdumienia marszczące czoła.Nigdy nie widziały, żeby tak się zachowywał.Uświadomił sobie, że to, co widzi w znajomych twarzach, to ledwie ułamek reakcji, która nastąpiłaby, gdyby ci ludzie się dowiedzieli, co naprawdę zrobił.Że policja może go aresztować za ucieczkę z miejsca wypadku, a nawet za zabójstwo.Już niedługo mogą go stąd wyprowadzić w kajdankach.Jake mimowolnie się cofnął.Trzeba będzie wtedy zamknąć Gardenię.Niektórzy byli z nim od samego początku.Mogą stracić pracę, już dziś rano.Ich życie odmieni się w okamgnieniu, podobnie jak życie ich małżonków, dzieci i wszystkich, których mają na utrzymaniu.Odwrócił się na pięcie i pobiegł przez hol do sali konferencyjnej, zerkając na zegarek.Modlił się, żeby Harold lub Marie zadzwonili, zanim przyjdą gliny.Nie może odbierać tych telefonów w obecności policji.To wymagałoby stalowych nerwów, a jemu właśnie się skończyły.Telefon czekał w kieszeni na piersi jak bomba, która zaraz ma wybuchnąć.Przemknął przez recepcję i wpadł do sali konferencyjnej, by ukryć się przed wszystkimi.Także przed sobą.===bVtpCzgJPgw+CWtbOFpjUWkIa1lvWG1ZPVlpC20IaVw=ROZDZIAŁ 34Zobaczył, jak drzwi sali otwierają się i Amy wprowadza dwóch mężczyzn, jednego w średnim wieku, drugiego niewiele po trzydziestce.Ubrani byli podobnie – w ciemne marynarki i sportowe spodnie.– Jake – powiedziała spokojnie Amy [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • lo2chrzanow.htw.pl