[ Pobierz całość w formacie PDF ]
. Jestem tak zalany, że najchętniej uwaliłbym sięw samochodzie i grał na akordeonie aż wytrzezwieję.Wydałam z siebie niepohamowany i niepokojąco głośny rechot. To ty masz akordeon? No, kurwa, mam.Chcesz posłuchać jak gram? Pewnie, że chcę.Cade zaoferował, że wezmie mój portfel i za mnie zapłaci.Podziękowałam mu mokrymcałusem w policzek. Ja też chcę posłuchać, ja też chcę  zawyła Kelsey, zrywając się z miejsca.Cade otrzymałkolejny portfel, ale nie kolejnego całusa.Kelsey po przyjacielsku dzgnęła go w bok.Rusty objął nas ramionami i wyszczerzył zęby. Panowie, uczcie się! Damy kochają mężczyzn, którzy potrafią grać na jakimśinstrumencie.  Twój instrument nawet nie lubi kobiet, Rusty  parsknęła Lindsay.Rusty zrobił urażoną minę. Ale to nie znaczy, że one nie lubią jego!Jestem pewna, że natężenie decybeli w barze spadło o połowę, gdy wyszliśmy na zewnątrz,ale i tak nie zauważyłabym różnicy.W mojej głowie nadal panował straszny hałas.Po paruminutach reszta dołączyła do nas na parkingu.Rusty grał na akordeonie i śpiewał jakąśpiosenkę po francusku.A przynajmniej tak mówił, równie dobrze mógł po prostu bełkotać.Francuski czy nie francuski, mieliśmy to w nosie.Wystarczyło kilka chwil, byśmy podłapalibełkot i mogli zawodzić razem z Rustym.O godzinie drugiej nad ranem pożegnaliśmy wyciemopuszczających bar klientów.Zpiewaliśmy po angielsku i po nijakiemu (albo po francusku, lichowie).Zpiewaliśmy Britney Spears i Madonnę i nawet kawałki z  Upiora w operze.W pewnymmomencie Cade zrymował coś bez sensu i zaczęliśmy rapować.Ale lepiej nam szły normalnepiosenki, wróciliśmy więc do klasyki i wyliśmy dalej.Aż wreszcie wszyscy goście zniknęli,a właściciel zamknął bar i kazał nam zjeżdżać.Wszyscy, może poza Jeremym, byliśmy zbyt pijani, by prowadzić, a żadne z nas nie miałowozu zdolnego pomieścić całą grupę.Kompletnie beztrosko zaproponowałam, żeby w takim razie kontynuować imprezę u mnie. To kawał drogi  ostrzegłam  ale jestem pewna, że mam w lodówce wódkę.Z okrzykiem bitewnym  wóóóóóóóódaaaaaa! ruszyliśmy przed siebie.Pózniej przyszło mi serdecznie żałować tej nocy, ale wtedy, na parkingu, chciałam, bytrwała ona jak najdłużej.LG Rozdział 12Gdzieś pomiędzy barem a mieszkaniem zrzuciłam buty.Nie miały obcasów, ale i takobcierały mi stopy, więc po prostu je zdjęłam i rzuciłam pod nogi. Aał, Bliss, co ty wyprawiasz?  zdziwił się Cade.Potknęłam się, wpadłam na niegoi zaczęłam chichotać.Wiedziałam, że wypiłam za dużo, ale dopiero teraz dotarło do mnie, jak bardzo jestemzalana.Po raz pierwszy puściły mi hamulce. Buty są głupie  oznajmiłam. Nie wiem, po co ludzie je noszą. Po to, żeby nie wejść na gwózdz i nie dostać tężca. Tę& tę.Boże, to słowo też jest głupie!Cade roześmiał się, więc ja też się roześmiałam, choć tak naprawdę nie miałam pojęcia, czyktoś z nas powiedział coś zabawnego. Chodz do mnie, Bliss.Jesteś taka słodka, że wezmę cię na barana!  zaproponował nagleCade. Tak!  Pomysł wydał mi się absolutnie genialny.Cade przyklęknął i wdrapałam mu się na plecy.Chwycił moje buty, wyprostował sięi ruszyliśmy.Kiedy dotarliśmy do osiedlowego parkingu zaczęłam śpiewać kompletniepozbawioną sensu, pijacką piosenkę.Zwłaszcza refren wyszedł mi całkiem niezle. Cade jest moim bohaterem.Był zerem, jest bohaterem! Ej, czekaj! Nigdy nie byłem zerem!  obruszył się. Cade jest moim przyjacielem! Znaczy dla mnie bardzo wiele! Choć potrafi mnie zamulić,bardzo lubię go przytulić& Poczekaj z tym przytulaniem, aż będziecie sami  parsknął Rusty. A Rusty jest kompletnym dupkiem i zostanie kiedyś trupkiem&Cade wybuchnął śmiechem. Chcesz go zabić? Ja? Kogo zabić?  zdziwiłam się. Nieważne.Zobaczyłam, że jesteśmy prawie pod drzwiami mojego mieszkania i coś mi sięprzypomniało. Cholera, nie wzięłam portfela!  jęknęłam. Ja wziąłem. Ty go wziąłeś?  Popatrzyłam na Cade a, jakby musiał wyciągnąć ten portfel z ognia.Naprawdę jesteś superbohaterem!Nagrodziłam go głośnym, mokrym całusem.Celowałam w policzek, ale trafiłam raczejw szyję.W tym właśnie momencie Jeremy wydarł się na cały regulator: Doooobry wieczór, Mr.T!4 Jak leci?Zamrugałam i rozejrzałam się nieprzytomnie.  On tu jest? Ten wrestler? Nie, to tylko pan Taylor.Chryste& Pisnęłam, puściłam ramię Cade i obejrzałam się za siebie.Przy okazji udało misię wytrącić Cade a z równowagi.Zrobił dwa kroki w lewo, dwa kroki w prawo, a potemobydwoje runęliśmy na ziemię.Ja na dole, on na górze.Auć. Szlag! Cade dużo waży.Mam go na twarzy&  zanuciłam jękliwie.Zwiat wokół mnie dryfował, czułam się, jakbym była na pełnym morzu. Dobry wieczór, panie Taylor  powiedział Cade uprzejmie, jakby wcale nie leżał nachodniku.I na mnie. Cześć, Cade.Wszystko w porządku? Pewnie.Dzwignął się na kolana, wstał i podał mi rękę.Z żabiej perspektywy miałam fantastycznywidok na Garricka.Włosy miał potargane i gapił się na mnie z tym zabójczo seksownymuśmieszkiem.To wszystko było nie fair.Cholernie nie fair.Jęknęłam głośno i ukryłam twarz w dłoniach? Dlaczego świat tak strasznie mnie nienawidzi?  zapytałam płaczliwie.Obydwaj zanieśli się śmiechem, ale mnie wcale nie było wesoło.Wcale.Zwiat naprawdęmnie nienawidził! Wstawaj, mała. Cade próbował postawić mnie na nogi, ale równie dobrze mógłbyreanimować zimnego trupa. Chyba nie dam rady iść  wyznałam. Czuję się bardzo chujowo.Bardzo. Serio?  Wyraz twarzy Cade a wystarczył za cały komentarz.Popatrzył pytająco naGarricka. Pomoże mi pan?Najpierw płynęłam, a potem fruwałam.A przynajmniej tak mi się wydawało.Kołysałam sięłagodnie, a potem przesunęłam się w lewo i odkryłam twarz Garricka.A raczej jego profil.Bardzo atrakcyjny profil.Nawet zalana umiałam go docenić.Obydwaj panowie zarzucili sobiemoje ramiona na szyje i na pół nieśli, na pół wlekli mnie do mieszkania.A potem Cade zacząłgrzebać w mojej torebce w poszukiwaniu kluczy i wisiałam już tylko na Garricku.Położyłam głowę na jego piersi. Jak ty ładnie pachniesz  wymruczałam prosto w podkoszulek. Dlaczego ty zawsze takładnie pachniesz?Cade otworzył wreszcie drzwi. Okej, a teraz puścimy pana Taylora i pozwolimy mu iść  powiedział do mnie jak domałego dziecka, obejmując mnie w pasie.Nie oponowałam. Przepraszam za to wszystko zwrócił się do Garricka. Nie ma sprawy. Proszę mi wierzyć, Bliss będzie przerażona, gdy się dowie, że widział ją pan w takimstanie.Przysięgam, zazwyczaj zachowuje się zupełnie inaczej i prawie w ogóle nie pije.Tylkoostatnio była mocno zestresowana i& Cade, nie ma sprawy, naprawdę.Dobrej nocy, Bliss.O nie! Chwyciłam Garricka za rękaw.  Zoooooostań  wyjęczałam.Ni w pięć ni w dziewięć zmaterializował się przy nas nadal tulący do piersi akordeon Rusty. Właśnie, Garrick, zostań! Mała Bliss ma w lodówce wódkę.Garrick uśmiechnął się krzywo. Mała Bliss chyba ma na dzisiaj dosyć [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • lo2chrzanow.htw.pl