[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.- Mam dużo pracy w szkole.- Za trzy tygodnie mam występ.Jeżeli chciałabyś przyjść, szczegóły znajdziesz na bilecie.- Na czym?- Na bilecie.- Nie mam biletu.- Ależ masz - odparła Kara.- W torbie.A ten kwiatek - niech to będzie twój szczęśliwytalizman.Wyszła i usłyszeli trzask zamykanych drzwi.- O czym ona mówiła? - spytała Geneva, patrząc na swoją zamkniętą torbę.Sachs zaśmiała się.- Otwórz.Dziewczyna rozsunęła zamek i w zdumieniu wytrzeszczyła oczy.Wewnątrz spoczywał bilet naprzedstawienie Kary.Obok leżał sprasowany fiołek.- Jak ona to zrobiła? - szepnęła Geneva.- Nigdy nie udało się nam jej przyłapać - rzekł Rhyme.- Wiemy tylko, że jest niesamowita.- Fakt, niesamowita.- Dziewczyna wzięła zasuszony kwiatek.Wzrok kryminalistyka zatrzymał się na karcie tarota, którą Cooper przyklejał na tablicy obokwydruku z interpretacją jej znaczenia.- A więc karta tylko wygląda jak przedmiot, który zabójca zostawiłby w miejscu jakiejśokultystycznej zbrodni.Nie miał jednak pojęcia, co oznacza.Wybrał ją tylko dla efektu.Czylioznacza to.- Urwał, patrząc na zapiski na tablicy.- Jezu.Pozostali spojrzeli na niego.- Co? - zapytał Cooper.- Wszystko zrozumieliśmy na opak.Przestając trzeć twarz, Sellitto zapytał:- Co masz na myśli?- Popatrzcie na odciski z przedmiotów, które były w torebce.Swoje wytarł, zgadza się?- Owszem - przytaknął Cooper.- Ale znalezliśmy odciski - zauważył kryminalistyk.- Prawdopodobnie zostawiła jesprzedawczyni, bo takie same są na paragonie.- No.- Sellitto wzruszył ramionami.- Co z tego?- To, że starł swoje odciski, zanim podszedł do kasy.Kiedy jeszcze był w sklepie.- W pokojuzapadło milczenie.Zirytowany, że nikt za nim nie nadąża, Rhyme ciągnął: - Bo chciał, żeby nawszystkim były odciski sprzedawczyni.Sachs zrozumiała.- Wcale nie zapomniał zestawu gwałciciela.Chciał, żebyśmy go znalezli.Pulaski kiwał głową.- Inaczej wytarłby wszystko po powrocie do domu.- Otóż to - rzekł Rhyme z nutką triumfu w głosie.- Sądzę, że to podrzucony dowód.Który miałnas przekonać, że to gwałt z jakimś okultystycznym podtekstem.Zaraz, zaraz.Cofnijmy się o krok.-Gdy użył tego wyrażenia, z rozbawieniem pochwycił spojrzenie Pułaskiego, który niepewnie zerknąłna jego nogi.- Napastnik znajduje Geneve w muzeum.Nietypowe miejsce na gwałt.Potem wymierzajej cios - właściwie manekinowi - tak potężny, jakby chciał ją zabić, a przynajmniej ogłuszyć nawiele godzin.Jeżeli tak faktycznie było, do czego potrzebował składanego noża i taśmy izolacyjnej? Izostawia kartę tarota, która jego zdaniem groznie wygląda, a naprawdę oznacza duchoweposzukiwania.Nie, to w ogóle nie była próba gwałtu.- W takim razie o co mu chodzi? - spytał Sellitto.- Tego właśnie trzeba się dowiedzieć.- Rhyme zamyślił się na chwilę, po czym zapytał: - Imówiłeś, że doktor Barry niczego nie widział?- Tak mi powiedział - odparł Sellitto.- Mimo to podejrzany wraca i go zabija.- Rhyme zmarszczył brwi.- Na dodatek pan StoDziewięć rozwalił czytnik mikrofiszek.Jest profesjonalistą, ale ataki szału są bardzonieprofesjonalne.Ofiara ucieka - przecież nie marnowałby czasu na rozbijanie się po bibliotece tylkodlatego, że ma zły dzień.- Rhyme zwrócił się do dziewczyny: - Mówiłaś, że czytałaś jakąś starągazetę?- Czasopismo - uściśliła.- W czytniku mikrofiszek?- Zgadza się.- Te? - Rhyme wskazał głową dużą plastikową torebkę z pudełkiem ramek, które Sachsprzyniosła z muzeum.Przegródki numer jeden i trzy były puste.Geneva spojrzała na pudełko.Skinęła głową.- Tak.Na tych brakujących był artykuł, który czytałam.- Wzięłaś fiszkę, która była w czytniku?- Nie było żadnej - odrzekła Sachs.- Musiał ją zabrać.- I rozwalił maszynę, żebyśmy nie zauważyli, że nie ma ramki.Och, robi się ciekawie.O co muchodzi? Jaki, u diabła, może mieć motyw?Sellitto parsknął śmiechem.- Myślałem, że nie obchodzą cię motywy, tylko dowody.- Lon, należy rozróżnić między wykorzystaniem motywu do udowodnienia winy w sądzie - cojest w najlepszym razie domniemaniem - a wykorzystaniem motywu do odnalezienia dowodurzeczowego, który ostatecznie doprowadza do skazania podejrzanego: facet zabija swojegowspólnika z broni, którą znajdujemy w jego garażu, załadowaną pociskami, które sam kupił, a naparagonie są jego odciski palców.Kogo wtedy będzie obchodzić, czy zabił wspólnika, bo kazał muto zrobić gadający pies, czy dlatego, że facet sypiał z jego żoną? Kluczem do sprawy jest dowódrzeczowy.A jeżeli nie ma amunicji, broni, paragonu ani śladów opon? Wtedy pytanie: dlaczego ofiarazginęła, ma głębokie uzasadnienie.Odpowiedz może nam wskazać dowód, który doprowadzi doskazania.Wybacz ten przydługi wykład - dodał, choć wcale nie zabrzmiało to jak przeprosiny.- Dobry nastrój prysł, co? - spytał Thom.- Czegoś tu nie rozumiem i bardzo mi się to nie podoba - odburknął Rhyme.Geneva zasępiła się.Rhyme dostrzegł jej minę i spytał:- O co chodzi?- Właśnie się zastanawiam.doktor Barry mówił, że ktoś jeszcze był zainteresowany tym samymnumerem czasopisma co ja.Chciał go przeczytać, ale doktor Barry kazał mu czekać, aż skończę.- Kto to był?- Nie powiedział.Rhyme zamyślił się nad tym.- Dobrze, przyjmijmy więc hipotezę: bibliotekarz mówi temu komuś, że jesteś zainteresowanaczasopismem.Sprawca chce je ukraść i chce cię zabić, bo przeczytałaś je albo masz przeczytać.-Kryminalistyk nie był oczywiście przekonany, czy to słuszna teoria.Ale jedną z przyczyn jegosukcesów była gotowość do rozważania najbardziej nieprawdopodobnych możliwości.- I zabrałartykuł, który czytałaś, tak?Dziewczyna skinęła głową.- Jak gdyby dokładnie wiedział, czego szukać.Co to był za artykuł?- Nic ważnego.O moim przodku.Mój nauczyciel ma bzika na punkcie różnych historii w stylu Korzeni i mieliśmy napisać o kimś z naszej przeszłości.- Kim był ten przodek?- To mój prapra-ktoś tam, wyzwolony niewolnik.W zeszłym tygodniu poszłam do muzeum idowiedziałam się, że w Colored s Weekly Illustrated był o nim artykuł.Nie mieli tego numeru, alepan Barry powiedział, że znajdzie mikrofiszkę w magazynie.Właśnie ją dostali.- O czym dokładnie był artykuł? - drążył Rhyme.Zawahała się przez moment, po czym odrzekła zniecierpliwionym tonem:- Charles Singleton, mój przodek, był niewolnikiem w Wirginii.Jego pan nagle zmienił zdanie iuwolnił wszystkich niewolników.Charles i jego żona bardzo długo służyli jego rodzinie, uczylidzieci czytać i pisać, dlatego pan podarował im farmę w stanie Nowy Jork.Charles walczył nawojnie secesyjnej.Potem wrócił do domu i w tysiąc osiemset sześćdziesiątym ósmym oskarżono go okradzież pieniędzy z funduszu oświatowego dla czarnych.I tylko o tym był artykuł.Właśnie doszłamdo miejsca, gdy wskoczył do rzeki, żeby uciec przed policją, kiedy do biblioteki wszedł tenczłowiek.Rhyme zwrócił uwagę, że choć dziewczyna mówi całkiem poprawnie, bardzo pilnuje słów, jakgdyby to były rozbrykane szczeniaki, które próbują wydostać się na wolność.Mając wykształconychrodziców i koleżanki takie jak Lakeesha, nic dziwnego, że dziewczyna cierpiała na rodzajschizofrenii językowej.- Czyli nie wiesz, co się z nim stało? - zapytała Sachs.Geneva potrząsnęła głową.- Chyba musimy przyjąć założenie, że sprawcę interesował przedmiot twoich badań.Kto znałtemat twojej pracy? Przypuszczam, że nauczyciel.- Nie, nie mówiłam mu konkretnie, o czym piszę.Chyba powiedziałam tylko Lakeeshy.Mogłakomuś wspomnieć, ale wątpię.Widzi pan, Lakeesha nie bardzo przejmuje się zadaniami.Nawetwłasnymi
[ Pobierz całość w formacie PDF ]