[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Ale ona mieszka w Enebakk i ma osiemdziesiąt siedem lat.Zresztą nawet gdyby ktoś go ukradł, to i tak na niewieleby mu się przydał.Mamy w domu alarm.Kod znamy tyl-ko my dwoje, Veronica i ja.Klucz do domu.Henning na chwilę się zamyśla.Przy-pomina sobie, o co pytał go policyjny specjalista od sprawpożarów, Erling Ophus.Czy zamknął drzwi na klucz tegowieczoru, kiedy wybuchł pożar, i czy były jakieś ślady wła-mania.Jeśli Pulli ma rację i ktoś bez kłopotu przedostał się 122na tylne podwórze, to możliwe, że miał klucz.Ale Henning ma tylko jeden zestaw zapasowych kluczy, przechowujeje u matki, a ona w ogóle nie wychodzi z domu.Przewle-kła choroba płuc trzyma ją w kuchni przez całe dnie, przykieliszku likieru świętego Hallvarda.Coś piszczy.Henning się rozgląda.– Znów pora na to – mówi Pulli i wyjmuje coś, co przy-pomina długopis.– Mam cukrzycę.Muszę sobie robić kil-ka zastrzyków w ciągu dnia.Przykłada długopis do nogawki i wciska przycisk.– Zawsze się zastanawiałem, czy to nie boli.– Henninguśmiecha się.– Można się przyzwyczaić.– Pulli chowa długopis dokieszonki na piersi.– Ja już prawie nic nie czuję.– Tak samo jest z piercingiem? Miałeś chyba kilka kol-czyków, zanim wszedłeś do branży nieruchomości.– Rzeczywiście, to dość podobne ukłucie.Uśmiechają się do siebie.Ktoś puka do drzwi i za chwi-lę do środka zagląda Nordbø.– Musicie kończyć – mówi przepraszającym tonem.– Okej – odpowiada Henning, patrząc na Pulliego.Wor-ki pod jego oczami zrobiły się jeszcze cięższe.– Powinni-śmy o tym dłużej porozmawiać.Mam trochę innych pytań.– W najbliższych dniach będzie sporo zamieszania z me-diami – odpowiada Pulli – ale jeszcze się spotkamy.Wstają, podają sobie ręce i Henning zostaje wyprowa-dzony tą samą drogą, którą przyszedł.Niczym Egon Olsenwychodzi na wolność i czuje, jak przyjemnie jest, kiedy nie otaczają go betonowe ściany.30Thorleif odrywa wzrok od dachów domów za kuchennymoknem i spogląda na Elisabeth po drugiej stronie nakry-tego do obiadu stołu.Partnerka patrzy na niego pytająco.123– Możesz mi podać sól?Thorleif odnajduje stojącą przy nożu miseczkę z soląz Maldon i spełnia życzenie Elisabeth, ale zaraz znówwygląda przez okno.Nic nie widzi.Najwyżej jakąś sza-rość.Wokół niego sztućce podzwaniają o talerze.Dziecimlaszczą.– Halo, na jakiej jesteś planecie?Thorleif odwraca się do Elisabeth.– Przez cały obiad nie odezwałeś się ani słowem.– No tak, ja… nie jestem głodny.– Aha.I dlatego, że nie jesteś głodny, to nie możeszz nami rozmawiać?Jej spojrzenie dosłownie kłuje.– Chyba nie najlepiej się czuję – odpowiada słabymgłosem i patrzy na Elisabeth.Żadna nagła zmiana na jejtwarzy nie wskazuje na współczucie.Może Elisabeth wy-czuwa kłamstwo? Chociaż Thorleif właściwie mówi prawdę.Czuje się paskudnie.Żołądek stale się buntuje.Wszystko,co włoży do ust, działa jak benzyna dolewana do ogniska.Od powrotu do domu już trzy razy musiał iść do toalety.Cztery razy w pracy.Nie pomogło zebranie się na odwagę tuż przed wyjściemz telewizji i wybranie numeru Anthona Ravndala.Nie wie,na co liczył, czy miał nadzieję, że połączy się z mówiącympo szwedzku mężczyzną z Europy Południowo -Wschodniej,czy też że wyjaśni się, że to Ravndal siedział za kierownicą samochodu, który jakby go wtedy śledził, i najprawdopodobniej rozmawiał również z Elisabeth.– To pan jest właścicielem bmw kombi o numerze reje-stracyjnym BR 65607?– Słucham? Tak, a co, znaleźliście go? – Głos Ravndalaw ciągu sekundy od niedowierzania przechodzi w podnie-cenie.– Czy go znaleźliśmy? Jak to?– Samochód skradziono mi cztery dni temu.Pan dzwo-ni z policji?124– Skradziono?– Tak.Został… Z kim rozmawiam? Jak pan się nazywa?Thorleif miał ochotę od razu odłożyć słuchawkę, ale niepotrafił.Zamiast tego przedstawił się i wyjaśnił, gdzie widział samochód.Ale o swoich podejrzeniach nie wspomniał.– Samochód może być już daleko w Europie Środko-wej – stwierdził Ravndal.– Wiadomo, że przejeżdżał przezpunkt pobierania opłat w Vestfold.To była ostatnia infor-macja, jaką zdobyła o nim policja.Zakończyli rozmowę, obiecując sobie, że będą się na-wzajem informować, gdyby któryś się dowiedział, co siędzieje z samochodem.– Ten facet, który przeprowadzał z tobą wywiad… – od-zywa się nagle Thorleif, przerywając Julie w pół zdaniaopowieść o zabawie w cyferki w przedszkolu.– Czy on sięprzedstawił?Elisabeth spogląda na niego zdziwiona.– Znam parę osób w „Aftenposten” – tłumaczy się Thor-leif.– Może akurat wiem, kto to był.– Nawet jeżeli się przedstawił, to i tak nie zapamięta-łam – odpowiada Elisabeth.– Nie pamiętasz też, jak wyglądał?– W każdym razie był wysoki, miał ciemne włosy.Tro-chę podobny do Furia z Rodziny Soprano.– Do tego Włocha z kucykiem?– Tak.Do tego, który tak podobał się Carmeli.Ja nigdynie uważałam go za przystojnego, ale…Elisabeth nabija na widelec kawałek filetu z dorsza, do-pełnia go ziemniakiem polanym roztopionym masłemi kawałeczkiem gotowanej marchewki.– Mówił po norwesku?– O co ci chodzi?– Czy ten człowiek, który przeprowadzał z tobą wywiad,mówił po norwesku?– Oczywiście, że mówił po norwesku! Przecież pracujew norweskiej gazecie.Co to za pytanie?125A więc musi ich być więcej, myśli Thorleif, rozgrzebu-jąc jedzenie.Głos w telefonie wyraźnie nakazał, że Thor-leifowi nie wolno o tym z nikim rozmawiać, ale jak tu siępowstrzymać?– Pamiętałeś o alarmie?– Miałem dużo roboty w pracy – kłamie.Elisabeth posyła mu zrezygnowane spojrzenie.– Sama możesz się tym zająć, jeśli tak ci się z tym spieszy.– Dobrze wiesz, że nie mam pojęcia o takich rzeczach.Thorleif nie odpowiada.– A poza tym dziś wieczorem wychodzę, pamiętasz?– Słucham?– Musisz położyć dzieci, bo ja wychodzę.– Aha.– O tym też zapomniałeś?– Nieee – odpowiada z wahaniem.– O Boże, Thorleif, przecież mówiłam ci o tym już kilkadni temu!– Na pewno.Po prostu idź.Dokąd się wybierasz? Cobędziesz robić?– Mamy dzisiaj wieczór mam.Thorleif patrzy zdezorientowany.– Spotkanie mam z drużyny piłkarskiej Påla – tłumaczyElisabeth.– Wy, tatusiowie, też powinniście coś takiegozorganizować.To bardzo przyjemne.Thorleif nie odpowiada.Wbija wzrok w sęk w boazeriiza plecami Elisabeth.Dobrze, że ona wychodzi, myśli.Niebędzie musiał kłamać więcej niż to konieczne [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • lo2chrzanow.htw.pl