[ Pobierz całość w formacie PDF ]
. Kurwa , dziwka i prostytutka to nie były wyrazy, których Bond używałby w stosun-ku do kobiet, chyba że uprawiających swój zawód na ulicy albo wburdelu, i kiedy komisarz policji Harling oraz szef od imigracji isłużby celnej Pitman określali ją mianem włoskiej dziwki , Bondpotraktował to z rezerwą.Teraz już wiedział, że słusznie.To poprostu niezależna dziewczyna, stanowcza i z charakterem.Możeodpowiada jej bogate, wesołe życie, ale jeśli chodzi o Bonda, todziewczyna właściwego rodzaju.Może sypia z mężczyznami, robi toniewątpliwie, lecz na warunkach podyktowanych przez siebie, a nieprzez nich.Kobiety w roli kierowców często bywają uważne i bezpieczne,ale rzadko najwyższej klasy.Bond na ogół uważał je za coś umiar-kowanie ryzykownego, na jezdni omijając z daleka i zawsze gotówna coś niedającego się przewidzieć.Cztery kobiety w jednym samo-chodzie traktował jako szczyt możliwych zagrożeń, a dwie za nie-omal równie zabójcze.Kobiety w samochodzie nie potrafią milczeć,a rozmawiające kobiety nie mogą nie patrzeć sobie w twarz.Wy-miana słów im nie wystarcza.Muszą widzieć wyraz twarzy tej dru-giej, być może po to, aby czytać, co się kryje za jej słowami, lubdociekać reakcji na ich własne.Toteż dwie kobiety na przednimsiedzeniu samochodu ciągle odwracają wzajemnie swą uwagę odleżącej przed nimi drogi, a cztery stanowią zagrożenie więcej nizlipodwójne, bo prowadząca musi słyszeć i widzieć nie tylko to, comówi jej towarzyszka, lecz także to - ponieważ takie już są kobiety -o czym rozmawiają te dwie siedzące z tyłu.Ale ta dziewczyna prowadzi jak mężczyzna.Całkowicie skupio-na na drodze przed sobą i na tym, co widać w lusterku wstecznym,rzadko używanym przez kobiety do czegokolwiek prócz kosmetyki.A poza tym, co u kobiet równie rzadkie, czerpie męską przyjemnośćz wyczuwania swojej maszyny, z odpowiednio wyważonej w czasiezmiany biegów i ze stosowania hamulców.Nie odzywała się do Bonda i jakby go nie zauważała, co pozwa-lało mu na dalsze swobodne przyglądanie się.Jej wesoła twarz zwyrazem jakiegoś a-co-mi tam, pomyślał Bond, w namiętności była-by aż zwierzęca.W łóżku zapewne by walczyła, gryzła, a potemnagle stopniała w gorącym oddaniu się.Widział nieomal, jak tedumne, zmysłowe usta ukazują równe, białe zęby w pożądliwymchrapnięciu, a potem, już po fakcie, rozluzniają się w lekkim odęciumiłosnego poddania się.Z profilu oczy miała niby miękkie węglisteszparki, jak u niektórych ptaków, ale w sklepie Bond widział je nawprost.Były zawzięte i rozwarte, ze złocistym migotem w ciemnymbrązie, o niemalże tym samym przesłaniu co usta.Jej profil, prosty,odrobinę zadarty nosek, stanowczy układ podbródka i wyrazistyzarys szczęk były tak dobitne niczym królewski rozkaz, i tak samowładcze jak osadzenie głowy na szyi, postawa kojarząca się z wy-obrażeniem księżniczek.Dwa rysy naruszały tę wyrazistą czystośćlinii: miękka, nieco zburzona fryzura w stylu Brigitte Bardot wymy-kająca się spod słomkowego kapelusza w uroczym nieporządku idwa głębokie, lecz miękkie dołki, jakie musiał wyżłobić słodki, choćlekko ironiczny uśmieszek, którego Bond jeszcze nie widział.Opa-lenizna nie przesadna i cera bez tego wymęczonego, suchego poły-sku, który potrafi powierzchnię choćby najmłodszej skóry upodobnićtrochę do pergaminu.Pod tą pozłotą wyczuwało się przyziemneciepło policzków, sugerujące zdrową, dobrą wiejską krew z Alpwłoskich, i z tejże rasy wiodły się jej piersi, wysokie i z głębokimwcięciem.Ogólnie biorąc, uznał Bond, jest to niepokorna dziewczy-na o dużym i zmysłowym temperamencie, piękna klacz arabska,która pozwoli się dosiąść tylko jezdzcowi o stalowych udach i aksa-mitnych dłoniach - a i wtedy jedynie z ostrym wędzidłem - i dopierogdy ujezdzi ją pod uzdę i siodło.Pomyślał, że chętnie sprawdziłbyswoją siłę przeciw jej sile.Ale to już na pewno kiedy indziej.Narazie inny mężczyzna jej dosiada.Najpierw trzeba by go wysadzić zsiodła.A w ogóle dlaczego on, u diabła, zaprząta się takimi sprawa-mi? Ma do wykonania robotę.Piekielnie ciężką robotę.MG wypadł z Shirley Street na Eastern Road i popędził wzdłużwybrzeża.Rozległe wejście do przystani przecinały szmaragdowe iturkusowe ławice wyspy Athol.Właśnie przepływała nad nimi peł-nomorska łódz rybacka o dwóch wysokich czułkach swych ponadtrzymetrowych masztów z linami ciągnącymi się od nich ku rufie.Niedaleko brzegu przemknęła, dudniąc, szybka motorówka, za którąnarciarz wodny wykonywał na linie wąski slalom na sfalowanymkilwaterze.Był roziskrzony, piękny dzień i Bondowi serce na mo-ment wzbiło się ponad zwątpienia i niepewności, w jakie wtrącała gota misja, zwłaszcza odkąd przybył tu o poranku tego dnia, corazbardziej wyglądająca na jałowe tracenie czasu.Bahamy to łańcuch tysiąca wysp ciągnący się przez osiemset ki-lometrów na południowy wschód niemalże od wschodnich brzegówFlorydy do północnego wybrzeża Kuby, od szerokości dwudziestegosiódmego do dwudziestego pierwszego stopnia.Przez większą częśćtrzech stuleci było to ulubione miejsce wszystkich sławnych piratówzachodniego Atlantyku i dzisiejsza turystyka w pełni wykorzystuje tęromantyczną mitologię.Jeden drogowskaz brzmiał: Wieża Czarno-brodego.1 mila.A drugi: Przystań Prochowa.Morskie jadło.Tubyl-cze Trunki.Cienisty Ogród.Pierwsza na lewo.Po lewej ukazała się piaszczysta droga.Dziewczyna skręciła wnią i zatrzymała się przed ruiną kamiennego magazynu, o którąwsparty był różowy dom oszalowany deskami z oknami o białychramach i białym wejściem w stylu Adama, ponad którym wisiałkolorowo pomalowany szyld gospody w formie baryłki prochuzdobnej w czaszkę i skrzyżowane piszczele.Wprowadziła samochódw cień pod kępą drzew kazuaryny, wysiedli z niego i weszli do nie-dużej jadalni z obrusami w czerwoną i białą kratę, a stamtąd na taraszbudowany na resztkach kamiennego nabrzeża.Ocieniały go mor-skie migdałowce przystrzyżone w parasol.Prowadzeni przez człapiącego czarnego kelnera w poplamionymzupą białym fartuchu wybrali sobie chłodny stolik na skraju tarasu, zwidokiem na wodę.Bond spojrzał na zegarek.Zagadnął dziewczynę:- Jest punkt południe.Wypijesz mocne czy słabe?- Słabe.Podwójną Krwawą Mary z dużym dodatkiem sosuWorcester - odpowiedziała
[ Pobierz całość w formacie PDF ]