[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Przyleciał o siódmej rano i powitał go - taki drobny błąd w spra-wach bezpieczeństwa! - adiutant gubernatora, który zawiózł go doRoyal Bahamian, wielkiego i staroświeckiego hotelu z odrobinąwspółczesnego lukru i tandetnych drobnostek na cześć turystów:stojąca w pokoju woda z lodem, owinięty w celofan koszyk niemy-tych owoców z ukłonami od dyrektora i pasek odkażonego pa-pieru na desce klozetowej.Wziąwszy prysznic i zjadłszy ciepławe,jak to dla turysty, śniadanko na balkonie wychodzącym na pięknąplażę, udał się na godzinę dziewiątą na spotkanie z komisarzempolicji, szefem od ceł oraz imigracji i zastępcą gubernatora.Wszyst-ko dokładnie tak, jak się spodziewał.Formułki NADZWYCZAJPILNE i ZCIZLE TAJNE pozornie zrobiły swoje i obiecano najdalejidącą współpracę w każdym aspekcie powierzonej mu misji, całasprawa została jednak najwyrazniej zaliczona do panicznych wygłu-pów, które nie mogą zakłócać zwykłej rutyny w zarządzaniu małą,senną kolonią ani też wygody i szczęśliwości turystów.Zastępcagubernatora Roddick, powściągliwy mężczyzna z rudym wąsem i wpołyskliwych binoklach, sprowadził całą sprawę do rozsądnychwymiarów.- Bo widzi pan, komandorze Bond, naszym zdaniem - a rozwa-żyliśmy jak najstaranniej wszelkie możliwości, pod każdym.ee.kątem, jak powiedzieliby nasi przyjaciele z Ameryki - nie do pomy-ślenia jest, aby wielki czterosilnikowy samolot można było ukryćgdzieś na obszarze tej kolonii.Jedyne lotnisko, gdzie taka maszynamogłaby wylądować - czy dobrze mówię, Harling? - to u nas w Nas-sau.Co się tyczy lądowania na morzu - to się chyba nazywa.ee.wodowania - nawiązaliśmy kontakt radiowy z władzami wszystkichwiększych wysp i wszystkie odpowiedzi są negatywne.Obsługaradaru na stacji meteorologicznej.Tu Bond przerwał.- Chciałbym zapytać, czy radar jest obsługiwany przez całą do-bę na okrągło? Odnoszę wrażenie, że na tutejszym lotnisku panujeduży ruch w ciągu dnia, ale w nocy bardzo niewielki.Czy nie jestmożliwe, że w nocy radaru nie obserwuje się tak uważnie?Komisarz policji, miły mężczyzna po czterdziestce o wyglądziewojskowego, na którego granatowym mundurze guziki tak błyszcza-ły, jakby zajmowali się nimi liczni ordynarni oficera, odpowiedział zrozwagą:- Myślę, że spostrzeżenie komandora jest trafne, sir.Komen-dant lotniska przyznaje, że pojawia się trochę luzu, kiedy nie ma nicw rozkładzie.Nie ma za dużo personelu, a jego większość to natu-ralnie miejscowi, sir.Całkiem niezli, ale raczej nie na poziomie tychz lotniska w Londynie.A radar na stacji meteorologicznej to tylkoGCA o niskim horyzoncie i zasięgu, głównie dla statków.- Owszem, owszem.- Zastępca gubernatora nie miał ochoty,aby go wciągnięto w dyskusję o systemach radaru lub jakości pra-cowników z Nassau.- Coś w tym jest.Niewątpliwie komandor Bondprzeprowadzi tu własne badania.A poza tym sekretarz stanu prosi oszczegóły i uwagi dotyczące osób świeżo przybyłych na wyspę,podejrzanych i tym podobne.Panie Pitman?Szefem od ceł oraz imigracji był ugładzony i uprzedzającogrzeczny mężczyzna rodem z Nassau o bystrych brązowych oczach.Uśmiechnął się sympatycznie.- Nic szczególnego, sir.Zwykła mieszanka turystów, biznes-menów i tutejszych powracających z podróży.Poproszono nas ozestawienie szczegółów z dwóch ubiegłych tygodni, sir.- Dotknąłteczki, którą miał na kolanach.- Mam tu wszystkie formularze imi-gracyjne, sir.Może komandor Bond zechciałby je przejrzeć wrazze mną.- Brązowe oczy przeskoczyły na Bonda i z powrotem.-Większe hotele zatrudniają własnych detektywów.Chyba mógłbymdostarczyć dalszych szczegółów o każdym nazwisku z osobna.Wszystkie paszporty zostały normalnie sprawdzone.Nie wywołałyżadnych zastrzeżeń i żadna z tych osób nie figuruje na liście poszu-kiwanych.- Czy mogę o coś zapytać? - wtrącił się Bond.Zastępca gubernatora wylewnie przytaknął.- Naturalnie.Naturalnie.Cokolwiek pan sobie życzy.Wszyscytu jesteśmy po to, ażeby udzielać panu pomocy.- Poszukuję całej grupy osób.Zapewne dziesięciu lub więcej.Raczej dużo ze sobą przebywających.Może nawet dwudziestu lubtrzydziestu.Chyba Europejczyków.Prawdopodobnie mają statekalbo samolot.Mogli tutaj przebywać od miesięcy albo od kilku dni.Domyślam się, że mają najrozmaitsze uzasadnienia swego przyjazdudo Nassau: handlowcy, organizacje turystyczne, ugrupowania reli-gijne i Bóg raczy wiedzieć co jeszcze.Wynajmują zapewne szeregpokoi w którymś hotelu, spotykając się mniej więcej od tygodnia.Czy jest jakaś grupa odpowiadająca temu opisowi?- Panie Pitman?- Oczywiście mamy sporo tego rodzaju grup.Komisja do sprawturystyki bardzo je sobie ceni.- Szef imigracji uśmiechnął się kon-spiracyjnie do Bonda, jak gdyby wyjawił ściśle strzeżony sekret.-Ale w ciągu ostatnich dwóch tygodni gościliśmy tylko Grupę Uzbro-jenia Moralnego w Szmaragdowej Fali oraz tych od NajlepszegoBiszkopta w Royal Bahamian.Teraz już wyjechali.Jak to w podob-nych zjazdach.Wszyscy bardzo szacowni.- Otóż to, panie Pitman.Ci, których szukam i którzy mogli zorga-nizować kradzież samolotu, niewątpliwie dołożyliby starań, aby wyglą-dać jak najszacowniej i zachowywać się w sposób jak najbardziejstosowny.Nie szukamy bandy rzucających się w oczy rzezimiesz-ków.Wedle naszego przekonania muszą to być ludzie doprawdynadzwyczaj poważni.A zatem czy jest na wyspie coś takiego? Grupazłożona z takich właśnie osób?- No cóż - szef od imigracji szeroko się uśmiechnął.- Oczywi-ście, właśnie teraz odbywa się nasze doroczne poszukiwanie skar-bów.Zastępca gubernatora wyrzucił z siebie krótko urwany, lekcewa-żący śmiech.- Bez nerwów, panie Pitman.Przecież nie będziemy ich mie-szać w takie historie, bo jeden Bóg raczy wiedzieć, do czego byśmydoszli.Nie sądzę, żeby komandor Bond chciał sobie zawracać głowęjakąś tam gromadką bogatych amatorów zbieraczy morskich osobli-wości.Komisarz policji odezwał się z powątpiewaniem:- Chodzi jedynie o to, sir, że oni faktycznie mają jacht i małysamolot
[ Pobierz całość w formacie PDF ]