[ Pobierz całość w formacie PDF ]
. Jego wielmożność musi dostawać szału, gdy ze mną rozmawia.Ta myśl przyniosła mu pewne pocieszenie.Pomruk wściekłości rozległ się z przeciwległej strony skały.Na chłopcu złowrogi dzwięk zdawał sięnie czynić wrażenia.- Nigdy tu wcześniej nie trafiłem.Czemu?Malec wzruszył ramionami.- Nigdy nie było takiej potrzeby.Hirsz ponownie rozejrzał się po skale.- Cały czas tu przebywasz?- Tak.Hirsz czekał, aż malec powie coś więcej, lecz ten najwyrazniej nie miał nic do dodania. Irytujący smarkacz.- Dość tu ciasno - stwierdził złośliwie.- Och, to tylko brama - chłopiec wskazał palcem gdzieś za siebie - dalej jest przejście i nasz dom.Serce Joachima zabiło w piersi jak oszalałe.- Nasz?Jego własna miniaturowa wersja Hirsza posłała mu ciepły uśmiech.- Tak, matki i mój.- Daleko stąd? Czy mogę z nią porozmawiać? - zapytał, przełamując dławienie w krtani.Malec zrobił mądrą minę.- Niedaleko, ale nie możesz się z nią zobaczyć.- Czemu? - wykrztusił.Chłopczyk spojrzał nań ze współczuciem. - Nie nadszedł jeszcze twój czas - odparł i wskazał w kierunku, gdzie miało być niewidoczne dlaHirsza przejście.- Tam jest przeszłość, a do niej nie ma powrotu, chyba że.- cienki głos zawisłpomiędzy nimi.- Zmierć - dopowiedział szeptem Joachim.- Ale do tego chyba nie chcemy dopuścić, nieprawdaż? - w głosiku znów rozbrzmiał sarkazm.Hirsz spojrzał groznie na malca.Ten jednak wpatrywał się weń z niewinną minką.- Musisz już wracać - zwrócił się do Joachima.Hirsz rozejrzał się bezradnie po otaczającej ichmrocznej pustce.- Niby jak mam to zrobić? - burknął pod nosem.Chłopczyk westchnął i wykrzywił usta w grymasiezupełnie niepasującym do miłej twarzyczki. Zwykle uśmiecham się tak, gdy przyjdzie mi rozmawiać z jakimś durniem , skonstatował Hirsz.- To proste - rzekł cierpko malec.- Przecież to sen, wystarczy się obudzić.Przebudził się z poczuciem zagrożenia.Spod przymkniętych powiek spojrzał na pochyloną nad nim Sonkę.Choć w mroku widział jedyniezarys jej twarzy, czuł, że patrzy na niego ktoś jeszcze.Z trudem powstrzymał odruchnatychmiastowego sięgnięcia po broń, zamiast tego otworzył oczy i uśmiechnął się.Naturalnym gestem objął szczupłą talię i przyciągnął kochankę do siebie.Dwie miękkie półkuleoparły się o jego pierś, sterczące sutki przyjemnie drażniły wilgotną skórę.Języki splotły się wsłodkim pocałunku.W pieszczotliwym geście przesunął lewą dłoń wzdłuż kręgosłupa, sięgając karku.Jednocześnie wolną rękę wyciągnął po sztylet.Jego palce oparły się o cholewę buta i.nie odnalazłyostrza.Sonka odkleiła się od jego ust i uniosła wargi w psim grymasie.Bardziej wyczuł, niż dojrzał nadlatujący cios.Odruchowo uchylił głowę i pięść wbiła się w poduszkę.Hirsz zacisnął palce na wątłym karku i szarpnął z całej siły, próbując zrzucić ją z siebie.Bezskutecznie, była niesamowicie silna, przydusiła go do łoża z impetem, który wybił mu powietrze zpłuc.- Czym ty jesteś? - zapytała chrapliwym głosem.- Chędoż się - wykrztusił Hirsz i chwycił za cholewę buta, z całej siły grzmotnął ją podkutymobcasem w skroń.Uderzenie ledwie nią zachwiało, w odpowiedzi wepchnęła dłoń między jego uda i zacisnęła palce na jądrach.Przeciągły, nieprawdopodobny ból szarpnął Joachimem, sparaliżował go, odebrał siłę do walki, asłodkie wargi Sonki rozchyliły się w drapieżnym uśmiechu.- To już było.Mam nadzieję, że dobrze się bawiłeś, bo teraz moja kolej.Wystawiła język, zostawiając szeroki ślad wilgoci na policzku, nim zatkała mu usta lodowatympocałunkiem.Czuł, jak jego ciało wiotczeje, dostaje drgawek.Wewnętrzne cierpienie przytłumiło inne doznania; nieusłyszał odgłosu otwieranych z trzaskiem drzwi.Dwa przepastne otwory rusznicy mierzyły w kochanków.Oszpeconą twarz rudego stangretawykrzywiał bolesny grymas, po bliznach ściekały wielkie jak grochy łzy.- Kocham cię, czemu mi to robisz, czemu? - zapytał łamiącym się głosem.Demon poluznił ucisk i wyprostował tułów.Mrużąc oczy, spojrzał w stronę intruza i syknął gniewnie.Sterczące piersi mierzyły w chłopaka w otwartym wyzwaniu.Lufy uniosły się o cal i plunęły ogniem.Pociski uderzyły w Szeptycką, przebijając żebra, masakrującpłuca i serce.Impet był tak silny, że wyrzucił kukłę na podłogę.Hirsz poczuł, że wraca z dalekiej podróży: zacisnął zęby, przetoczył się na krawędz łóżka i spojrzał nadrżące w konwulsjach ciało.Zaraz obok leżał jego kaftan, rzucony tam w pośpiechu.Ciszę rozdarł głuchy odgłos uderzającego o deski metalu.Joachim obrócił głowę.Młodzieniec klęczałw obłoku prochowego dymu z dłońmi przytkniętymi do twarzy, szczupłą sylwetką wstrząsałygwałtowne drgawki, a bezużyteczna broń leżała na deskach.Mawiają, że nic tak nie pomaga w koncentracji jak zbliżająca się śmierć.Porucznik stoczył się z łóżka, lądując w kałuży gorącej krwi.Wyciągnął rękę do kaftana i wyłuskał zkieszeni ciężki klucz [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • lo2chrzanow.htw.pl