[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Spada jak grom z jasnego nieba, niekiedy raniąc przy tympostronne osoby.Brakuje mi go.- Rozpłakała się.Podała jej paczkęchusteczek.Mogłam do niej podejść i ją przytulić, ale nie byłam wstanie.- Wiem.- Skinęłam głową.Ręce jej drżały.Wzięłam od niej Mateuszka i zmieniłam mu pieluchę.- Wciąż nie mogę się pozbierać.Miałam tutaj koleżankę, ale kiedydowiedziała się, że spotykam się z żonatym mężczyzną, odwróciła sięode mnie.Pod koniec ciąży zaprosiła mnie na herbatę.Poszłam do niejz nadzieją, że wszystko między nami się ułoży.Kiedy powiedziałamjej o chorobie Mateuszka, uśmiechnęła się pod nosem i stwierdziła, żeto kara za moje grzechy.Nie wytrzymałam i uderzyłam ręką w stół.- To nieprawda! Nie możesz w to wierzyć.Rozumiesz? Musisz byćsilna dla swojego dziecka.- Nienawidzisz mnie? - spytała.Co chwila wycierała nos, który zrobiłsię czerwony.- To nie tak, nie nienawidzę cię.Po prostu jestem rozżalona.Mijajądni, a ja nie mogę się uporać z tym, co się stało.Na pewno niebędziemy przyjaciółkami - powiedziałam dobitnie.Nie chciałam jejzranić, ale musiała to wiedzieć.- Nie będziemy - powtórzyła jak echo.- Jestem na ciebie zła.Ola wyciągnęła do mnie dłoń.Spojrzałam na nią i przez momentwahałam się, co zrobić.Po chwili moje palce splotły się z jej palcami.Rozkleiłam się.Było mi ciężko.Bardzo ciężko.- Chciałam, żebyś wiedziała, że nie planowałam zakochać się wżonatym mężczyźnie.Samo jakoś wyszło - wyznała.Wiedziałam, co czuje.Miłości się nie planuje.Czasami zauroczenie,pożądanie, namiętność są tak silne, że człowiek nie jest w stanie nadtym zapanować.- Ciiii.Nie chcę o tym mówić.Uszanuj to - odpowiedziałamłamiącym się głosem.Kiedy Ola zasnęła, rozejrzałam się po mieszkaniu.Było tu skromnie,wręcz biednie.W jednym pokoiku rozwalająca się szafa, biurko, małystolik.Na półce stało kilka książek i jeden kwiatek.Drugi pokój,równie malutki, był sypialnią Mateuszka.Stało tu łóżeczko i małakomoda.Dwóm osobom trudno było się w nim poruszać.Weszłam dokuchni i otworzyłam lodówkę.Drzwiczki skrzypnęły.W środku byłoniewiele.Masło, chleb i karton mleka, a także miseczka jagód,zawinięta w folię.Otworzyłam szafkę.Nie wiem, dlaczego szperałamw mieszkaniu Oli.Czego szukałam? Niczego, po prostu byłamciekawa, jak żyje.W szafce stały butelki, mleko i herbatki Mateuszka,dwa talerze, dwa kubki i dwa kieliszki.Na narożnej półce jeden garneki patelnia.Poczułam silne ukłucie w klatce piersiowej.Żyła bardzoskromnie.Mogłam jej pomóc.lecz nie pomogłam.Ale teraz jestem ibędę.Usiadłam na fotelu, przykryłam się spranym kocem i zasnęłam.W piątym miesiącu ciąży postawiono diagnozę: zespół hipo-plazjilewej komory serca.Jest to wada wrodzona, polegająca naniewykształceniu się w prawidłowy sposób tej komory.„Dziecko wokresie płodowym rozwija się prawidłowo, gdyż krwiobiegfunkcjonuje z wyłączeniem płuc, a natleniana krew jest dostarczana zorganizmu matki - mówił wolno lekarz.Jego słowa rozmywały się wgęstym od emocji powietrzu.- Dwadzieścia pięć procent wrodzonychwad serca u dzieci wymaga leczenia chirurgicznego zaraz pourodzeniu.Bez leczenia dziecko ma znikome szanse na przeżycie".Ola opadła na fotel.Była trupioblada.Brutalna wiadomość, któraoznaczała dla niej katastrofę.- Będzie musiało być operowane? - zapytała.- Tak.O ile tylko możliwe jest skorygowanie HLHS, u dziecka sąprzeprowadzane minimum trzy operacje w pierwszych latach życia.Pierwszym etapem jest operacja Norwooda, drugim- operacja Hemi-Fontana lub dwukierunkowe zespolenie sposobemGlenna, a ostatni etap to operacja Fontana.Olce nic nie mówiły te medyczne terminy.Mimo to słuchała lekarza zwielką uwagą.Chodziło o życie jej dziecka.- A ryzyko niepowodzenia podczas operacji? - spytała drżącymgłosem.- Z każdą operacją wiąże się inny rodzaj ryzyka.Zawsze powtarzamto rodzicom w rozmowach przedoperacyjnych.Ryzyko statystycznemówi, że około dziewięćdziesiąt pięć procent operowanych dzieci zwadami serca przeżywa operacje.- To dużo.- Twarz Oli rozjaśnił blady uśmiech.- Dzisiaj zarówno na świecie, jak i w Polsce kardiochirurgia dziecięcajest dobrze rozwinięta.Posiadamy dużą wiedzę.- zapewnił lekarz.Był cierpliwy i wyrozumiały.Odpowiadał nawszystkie pytania Oli ze stoickim spokojem, jakby jego czas byłnieograniczony, a przecież na korytarzu czekali inni pacjenci.- Dziękuję, doktorze.- Podziękuje pani, jak będzie już po operacji.- Ja wiem, że się uda.- Też mam taką nadzieję.Zostały jej trzy miesiące, aby uporać się z gonitwą myśli i pogodzić zchorobą synka.Aby nie zwariować, musiała w pełni ją zaakceptować.Nie miała nikogo, z kim mogłaby dzielić swój smutek, płakała dopoduszki albo chodziła nocami na grób Wiktora.Prosiła go o wsparciei o to, żeby przypadkiem nie zabierał ich synka do siebie.Jejoszczędności topniały w zastraszającym tempie.Sprzedała ostatniecenne rzeczy.Przed zajściem w ciążę pracowała na umowę o dzieło.Tłumaczyła teksty dla firmy prawniczej.Kiedy jednak pracodawcadowiedział się o jej ciąży, zlecenia się skończyły.Przestraszył się jejbrzu-cha? Kłopotów związanych z ciężarnymi? Kupiła używany wózek iłóżeczko.Sama przybiła dwa brakujące szczebelki.Czasami niestarczało jej na jedzenie i wtedy płakała najbardziej.Czuła się winna,że nieodpowiednio się odżywia, a tym samym nie dostarcza wartościodżywczych dziecku.To były jednak tylko chwile słabości, któreszybko mijały.Gładziła się po brzuchu, rozmawiała ze swoimnienarodzonym dzieciątkiem lub śpiewała mu kołysanki.Postanowiła,że będzie walczyć o niego.Póki starczy sil.Pierwsza operacja, zaraz po porodzie.Ola miała tylko chwilkę, byucałować swoje maleństwo.Tak bardzo chciała ochrzcić synka przedoperacją, ale nie było czasu.A miała już dla niego wybrane imię:Mateuszek.Ochrzci go zaraz po zabiegu, bo przecież operacja się uda.Musi się udać.Minuty zmieniały się w godziny.Czekała na jakiś znakod lekarzy, lecz wokół panowała cisza.Tak bardzo się bała.Nieustannie się modliła.W końcu usłyszała upragnione słowa:„Operacja przebiegła pomyślnie".Płakała przez całą noc, ze szczęścia.Przez ponad tydzień synek był na intensywnej terapii.Dopiero po tymczasie został przeniesiony na oddział dla noworodków
[ Pobierz całość w formacie PDF ]