[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.- Wiem to aż nazbyt dobrze - mruknęła Catherine.Zauważyła, że Mikestaje się coraz bardziej niespokojny.156RS Nie cieszyły go już jak dawniej wspólne godziny spędzane w jejmieszkaniu.Pewnie dlatego chciał się wyrwać wówczas do kręgielni, mimodeszczu.Musiała jednak przyznać, że świetnie się bawił przy grze.Lubił sport,a także takie hałaśliwe miejsca, gdzie przewijało się mnóstwo ludzi, zktórymi mógł się łatwo zaprzyjaznić.Wtedy też szybko zajął się grą zdwoma innymi mężczyznami i był wyraznie rozczarowany, kiedypowiedziała mu, że czas wracać.Miała nadzieję, że uczył się tego wieczoru, tak jak obiecał, ale niezamierzała go o to pytać.- To tylko luzny związek, Julio - dodała po chwili.- Nie sądzę, żebydługo potrwał, ale chcę się nim na razie cieszyć.- To dobrze.Nie powinnaś jednak zapominać z tego powodu o starychprzyjaciołach - dodała zaraz.- Przecież to my cię przygarniemy, kiedy Mikesię tobą znudzi.Te słowa zabrzmiały ponuro i ostatecznie.Jakby Mike miał ją ladadzień rzucić.Catherine aż się wzdrygnęła, a potem umówiła się szybko zJulią i odłożyła słuchawkę.Poprosiła jeszcze, żeby przyjaciółkazorientowała się, czy Karen jest wolna.Lepiej będzie, jak się spotkam od razu z nimi dwiema, pomyślała.Może przynajmniej nie będą mi przez cały wieczór mówiły o tym, jak tobędzie, kiedy Mike mnie rzuci i zostanę sama ze złamanym sercem.157RS Rozdział 13Mike siedział z Bobem i Brandonem przy stoliku w klubie w centrummiasta.Zjedli już skrzydełka z kurczaka, frytki i pieczarki, a teraz pilikolejne piwa.W lokalu grała głośna muzyka, dlatego trzeba było rozmawiaćpodniesionym głosem.Wszędzie pachniało papierosowym dymem ispalonym tłuszczem i Mike czuł się tu jak w domu.Dawno nie był w takimmiejscu.Cieszył się też ze spotkania z przyjaciółmi.Znał również wielu innychklientów klubu i co jakiś czas wymieniał z tym lub owym pozdrowienia.Jednocześnie myślał, że ten lokal nie spodobałby się Catherine.Sam niewiedział, dlaczego się nad tym zastanawiał.Przecież przyszedł tutaj bezniej.- Mike, popatrz.- Brandon pociągnął go za rękaw.- To Jessica Terry.Stary, do licha, jak ona na ciebie patrzy!Mike spojrzał w jej stronę.Jessica była ładną, bardzo kształtnąblondynką i przyszła tu z równie pociągającą przyjaciółką o ciemnychwłosach.Obie patrzyły w ich stronę, a Jessica uśmiechnęła się, kiedyzobaczyła, że Mike na nią patrzy.Jessica Terry.Poznał ją na jakimś przyjęciu we wrześniu i miał zamiardo niej zadzwonić, lecz potem poznał Catherine i zupełnie o niej zapomniał.Jednak sposób, w jaki na niego patrzyła, wskazywał, że ona go niezapomniała.- A tak, pamiętam ją - rzucił Bob.- Była na urodzinach Joeya, prawda?Niezła laska.Sporo gadaliście wtedy na tym przyjęciu - zwrócił się doMike'a.- Pewnie nawet odwiózłbyś ją do domu, ale była wtedy chyba zjakimś facetem.158RS Mike wszystko sobie przypomniał.Wyszedł wtedy z przyjęcia z jejnumerem w kieszeni i mocnym postanowieniem, że skontaktuje się z nią wnajbliższym czasie.A teraz przestał się nią interesować, w ogóle go nieobchodziła.Skinął więc głową i popatrzył na kumpli.- Jeszcze frytek?- Może je tu zaprosisz - zaproponował Bob.- Jessica będzie dla ciebie,a dla mnie ta brunetka.- Hej, a co ze mną? - zaprotestował Brandon.- Przecież miałeś tę czirliderkę na przyjęciu Laurie - zauważył Bob.-Teraz moja kolej.- To się nie liczy - upierał się Brandon.- Ta znajomość przetrwałazaledwie parę tańców.- A to już twój problem, stary.- Zaraz, zaraz, ja was pogodzę - odezwał się Mike.- Bierzcie je obie.Możecie losować, który zajmie się Jessicą, a który tą drugą.Bob popatrzył na niego wielkimi oczami.- Chyba żartujesz, stary.Przecież ona właśnie na ciebie patrzy.- Cóż, nie jestem zainteresowany.Ta deklaracja spowodowała, że wszyscy zamilkli.Mike popatrzyłnajpierw na Boba, a potem na Brandona.- Przecież mówiłem, że muszę się dziś uczyć.- Chcesz ślęczeć nad książkami, kiedy Jessica Terry patrzy na ciebietak zachęcająco? - upewnił się Brandon.- Tak, mam jutro testy.I to aż dwa.- No i co z tego? Najwyżej oblejesz! A tu siedzi napalona Jessica zjeszcze bardziej napaloną przyjaciółką!159RS - Nic z tego.Przynajmniej dziś wieczorem.Uprzedzałem, że będęmusiał wyjść wcześniej.- Mike spojrzał na zegarek i zmarszczył brwi.Nieprzypuszczał, że zrobiło się już tak pózno.Jeszcze parę minut i będziedziewiąta.- Zupełnie siebie nie przypominasz, Mike - powiedział Brandon.- Cosię z tobą dzieje?Zanim zdążył odpowiedzieć, zadzwoniła jego komórka.Wyjął ją,spojrzał na ekranik i lekko się skrzywił.- Cześć - rzucił, odwracając się trochę od kumpli.- Prawie cię nie słyszę, Mike - powiedziała Catherine.-Prosiłeś, żebymzadzwoniła, kiedy dotrę do domu.Właśnie przyjechałam.Mike zupełnie zapomniał o swojej prośbie.Zresztą spodziewał się, żebędzie wtedy u siebie w domu obłożony książkami i notatkami.Miałnadzieję, że krótka rozmowa pozwoli mu się odprężyć.- I jak twoje doświadczenia?- Nie za dobrze.Okazało się, że niektóre naczynia nie były sterylne.Mógłbyś trochę przyciszyć muzykę?Mike rozejrzał się bezradnie dookoła.- Cześć, Mike, jakoś nie zwracasz na mnie uwagi - usłyszał głosJessiki Terry.Kiedy na nią spojrzał, zauważył, że ma naburmuszoną minę.-Nie przywitasz się nawet ze mną?Komórka, którą trzymał w dłoni nagle zrobiła się bardzo ciężka.- Zdaje się, że zadzwoniłam nie w porę - powiedziała chłodnoCatherine.- Nie, nie - rzucił i machnął w stronę kumpli, żeby zajęli się Jessiką.-Wpadłem po prostu do klubu, żeby spotkać się z Bobem i Brandonem.160RS - Przykro mi, ale zupełnie cię nie słyszę.Pozdrów ode mnie przyjaciół.I powodzenia na jutrzejszych kolokwiach.Rozłączyła się, zanim zdążył zareagować.- Cholera! - warknął, a potem zamknął komórkę i schował ją dokieszeni.Następnie położył parę banknotów na stoliku.- Muszę lecieć,chłopaki.Miło cię było znowu widzieć, Jessico - rzucił na koniec dodziewczyny.- Do licha, biegniesz na każde jej skinienie - zaśmiał się Brandon.- Posłuchajcie, naprawdę jestem zajęty.Zadzwonię do was w sobotę.Przypuszczał, że mu nie uwierzyli.Jakoś nie mogło im się zmieścić wgłowie, że można marnować wieczór na naukę.Było mu trochę przykro ztego powodu, ale wiedział, że musi się przede wszystkim zająć studiami.I Catherine.Bardzo zaniepokoił go jej telefon.Wiedział, że nie ma powodów czućsię winny.Wcale jej nie obiecywał, że zostanie w domu i będzie czekał, ażzadzwoni.No tak, powiedział, że będzie się uczył, ale nie znaczyło to, że niemoże sobie zrobić przerwy.Jeśli zaś chodziło o Jessicę, to w ogóle go nie interesowała [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • lo2chrzanow.htw.pl