[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Ciekawe, czy Bert naprawdę mógłby mniezwolnić.Spojrzałam na trupa i przestałam przejmować się czymkolwiek.Kobieta leżała skulona na boku, osłaniając ramionami obnażone piersi, jakby nawet pośmierci chciała zachować odrobinę przyzwoitości.Brutalna śmierć to ostateczne pogwałcenieczyjejś prywatności.Ofierze robi się całą masę zdjęć, nagrywa na wideo, mierzy, rozcina,waży i zszywa z powrotem.%7ładna część ciała, nawet organy wewnętrzne nie pozostająnietknięte.To nie w porządku.Powinniśmy raczej nakryć zwłoki kocem, ale to niezapobiegłoby popełnieniu następnego morderstwa.A ono nastąpi.Dowodem na to byłydrugie zwłoki.Zlustrowałam wzrokiem zespół policyjno-medyczny czekający na odwiezienie ciała.Nie licząc trupa, byłam tu jedyną kobietą.Zwykle tak było, ale do dziś jakoś się tym nieprzejmowałam.Jej długie do pasa włosy spływały jasną kaskadą pomiędzy zdzbła traw.Jeszcze jedna blondynka.Zbieg okoliczności? A może nie? Dwie ofiary to za mało dlaustalenia schematu.Ale jeśli trzecia też będzie mieć jasne włosy, trzeba to będzie brać poduwagę.Jeśli ofiary będą rasy białej, jasnowłose i na dodatek wszystkie należały kiedyś doLPW, będziemy mieć poszukiwany przez nas wzorzec.Wzorce pomagają w rozwiązywaniuspraw kryminalnych.Miałam nadzieję, że i w tej sytuacji będzie podobnie. 110Wzięłam w zęby ołówkową latarkę i zmierzyłam ślady ukąszeń.Tym razem nie byłoran na nadgarstkach.Dostrzegłam natomiast otarcia po sznurze.Związali ją, może nawetpodwiesili pod sufitem jak połeć mięsa.Nie istnieje coś takiego jak dobry wampir żywiący sięludzmi.Nie wierzcie w to, że wampir wysączy tylko troszkę.%7łe to nie boli.Równie dobrzemożesz wierzyć, że twój chłopak zdąży go wyjąć na czas.Tylko mu zaufaj.A zobaczysz.Po obu stronach szyi widniały zgrabne ślady nakłuć.Brakowało też fragmentu tkanekz lewej piersi, jakby coś łapczywie ugryzło ją tuż nad sercem.Miała rozszarpane zgięcieprawego łokcia.W świetle latarki ujrzałam odsłonięte kości stawu.Różowawe, napięteścięgna z trudem utrzymywały rozdarte ramię w jednym kawałku.Ostatni seryjny morderca, przy sprawie którego pracowałam, rozdzierał ofiary nastrzępy.Zdarzyło mi się stąpać po dywanie tak przesiąkniętym krwią, że aż chlupało podbutami.Obracałam w dłoniach fragment jelit, poszukując jakichś tropów.To była nowanajgorsza rzecz, jaką zdarzyło mi się widzieć.Spojrzałam na martwą kobietę i cieszyłam się, że tej nie rozerwano na kawałki.Bynajmniej nie dlatego, że moim zdaniem była to spokojniejsza śmierć, choć miałam takąnadzieję.To dlatego, że nie chciałam już więcej oglądać tak potwornie zmasakrowanychzwłok.Na ten rok limit już został wyczerpany.To prawdziwa sztuka, trzymać latarkę w ustach i dokonywać pomiaru ran tak, aby sięnie obślinić.Mnie się udało.Tajemnica polega na tym, że od czasu do czasu trzeba possaćkoniuszek latarki.Cienki promyk światła padł na jej uda.Chciałam zobaczyć, czy tak jak w przypadkumężczyzny także miała okaleczone krocze.Chciałam mieć pewność, że to było dzieło tychsamych zabójców.Byłby to niesamowity zbieg okoliczności, gdyby w tej okolicy działałyniezależne od siebie dwie grupy wampirzych odszczepieńców, ale cóż, istniała też takamożliwość.Musiałam mieć pewność, że chodzi tylko o jedną grupę.Jedna to już sporo, dwieto byłby istny koszmar.Piekło na ziemi.Bóg nie byłby aż tak surowy, chociaż.musiałamsprawdzić, czy krocze tej kobiety zostało okaleczone.Na rękach mężczyzny nie było śladówpo sznurze.Albo wampiry były coraz lepiej zorganizowane, albo miałam do czynienia z innągrupą.Jej ramiona były jakby przyspawane do piersi, unieruchomione przez stężeniepośmiertne.Dopóki nie ustąpi rigor mortis, nic prócz paru ciosów siekierą nie poruszyłobytych podkulonych nóg, czyli że miałam jeszcze dwie doby.Nie mogłam czekać tak długo, alenie zamierzałam też porąbać tych zwłok na kawałki.Przykucnęłam przed ciałem.Przeprosiłam za to, co musiałam zrobić, ale nic innego nie przyszło mi do głowy.Cienki 111promyk latarki przesunął się drżąco po jej udach, jak światło punktowca.Wsunęłam palce wwąską szczelinę pomiędzy jej udami, usiłując wyczuć potencjalne obrażenia.Mogło sięwydawać, jakbym pieściła trupa, ale nie potrafiłam zrobić tego w inny, godniejszy sposób.Uniosłam wzrok, starając się nie zwracać uwagi na trupią sztywność skóry i tkanek.Na zachodzie słońce rzucało ostatnie krwawe odblaski, przywodzące na myśl żardogasającego ogniska.Niebo zaczęło ciemnieć, jakby rozlewał się po nim atrament.I wtedy nogi kobiety poruszyły się pod moimi palcami.Drgnęłam nerwowo.Omal niepołknęłam latarki.Czyżby nerwy? Ależ skąd! Ciało kobiety było miękkie, delikatne.%7ładnegoporuszenia.Usta miała rozchylone.Czy jeszcze przed chwilą nie były zamknięte? Toszaleństwo.Nawet gdyby stała się wampirem, powstałaby dopiero trzeciej nocy po śmierci.Aona umarła na skutek wielokrotnego ukąszenia podczas jednej wampirzej uczty.Ta kobietabyła martwa, nie żyła i już.Jej skóra bieliła się w ciemnościach.Niebo zasnuła czerń, jeżeli gdzieś tam, nade mnąwidniała tarcza księżyca, ja jej nie widziałam.A jednak skóra tej kobiety skrzyła się, jakbyskąpana w księżycowym blasku.Może nie całkiem lśniła, ale skojarzenie wydawało się dośćtrafne.Jej włosy błyszczały jak pajęczyna rozpięta pośród traw.Minutę temu była martwa,teraz wydawała się.piękna.Dolph stanął nade mną.Jako że mierzył ponad dwa metry, górował nade mną, nawetgdy stałam przed nim wyprostowana.Kiedy klęczałam, wydawał się wręcz gigantyczny.Podniosłam się, zdjęłam jedną chirurgiczną rękawiczkę i wyjęłam z ust latarkę.Nigdy niedotykaj niczego, co wkładasz potem do ust, rękoma, którymi dotykałaś otwartych rannieznajomej osoby.Rozumiecie, AIDS.Włożyłam latarkę do kieszonki kombinezonu napiersi.Zdjęłam drugą rękawiczkę i włożyłam obie do kieszeni na biodrze.- No i? - zapytał Dolph.- Czy twoim zdaniem wygląda inaczej? - spytałam.Zmarszczył brwi.- Co?- Trup.Czy wygląda inaczej?Wlepił wzrok w blade ciało.- Teraz, gdy zwróciłaś mi na to uwagę.wydaje się, jakby spała.- Pokręcił głową.-Będziemy musieli wezwać karetkę, aby lekarz stwierdził zgon.- Ona nie oddycha.- Czy chciałabyś, aby brak oddechu był jedynym kryterium stwierdzenia czyjegośzgonu? 112Zamyśliłam się przez chwilę.- Nie, chyba nie.Dolph przewertował swój notes.- Mówiłaś, że osoba zmarła wskutek licznych ukąszeń przez wampira nie możepowstać z martwych jako wampir.- Rzucał mi prosto w twarz moje własne słowa.Samaukręciłam na siebie bicz.- To prawda.Przynajmniej w większości przypadków [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • lo2chrzanow.htw.pl