[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Wyglądało na to, że tymrazem nie będzie inaczej.Wciągnęła się ponad drewnianą poręczą na wysmołowany dachwozu, który miotał się pod nią jak wściekły byk próbujący zrzucićjezdzca.Szybko ptzeszła na tył, zdjęła łuk z ramienia, odgarnęłapowiewające włosy i zmrużyła oczy, obserwując płaskowyż.- Zaraza mruknęła.Siedmiu jezdzców, tak jak powiedział Tempie, szybkozmniejszających dystans.Wystarczy, że wyprzedzą wóz, powaląjednego albo dwa konie i będzie po wszystkim.Wciąż byli pozazasięgiem, zwłaszcza kogoś, kto równie dobrze mógłby strzelać ztratwy miotanej nurtem.Płoszka sprawnie posługiwała się łukiem, alenie potrafiła zdziałać cudów.Zauważyła właz w dachu i, odłożywszyłuk, zbliżyła się do niego na czworakach, po czym dobyła miecza iwcisnęła ostrze we wrzeciądz, na którym znajdowała się kłódka.Zamknięcie okazało się zdecydowanie zbyt mocne, jednak dach wokółzawiasów niestarannie nasmołowano i drewno było przegniłe.Płoszkawbiła w nie czubek miecza i zaczęła nim obracać, starając się osłabićmocowanie zawiasów.- Wciąż za nami jadą?! - wrzasnął Tempie.- Nie! - rzuciła przez zaciśnięre zęby, próbując podważyć włazmieczem.- Wszystkich pozabijałam!- Naprawdę?- Nie, kurwa, nie naprawdę!Upadła na tyłek, kiedy klapa oderwała się razem z zawiasami.Odrzuciła wygięty miecz i otworzyła właz opuszkami palców, po czymzaczęła schodzić w ciemność.Nagle wóz w coś uderzył i gwałtowniepodskoczył, a Płoszka wypuściła drabinę z rąk i runęła na twarz.Z góry sączyło się światło, przez szpary wokół okiennic na wąskichoknach.Po obu stronach znajdowały się ciężkie kraty zabezpieczonekłódkami, a za nimi sterty skrzyń, pudeł i toreb, które podskakiwały,łomotały i pobrzękiwały.Skarby się rozsypywały, złoto lśniło, klejnotymigotały, monery przesuwały się podrewnianej podłodze.Pięć królewskich okupów oraz drobne nadwa pałace.Pod nią także leżały dwa worki, w których chrzęściłypieniądze.Wstała, odbij ając się od krat, gdy wóz kołysał się w lewo iw prawo na pojękujących sprężynach, po czym zaczęła ciągnąć jeden zworków w stronę jasnej linii pomiędzy tylnymi drzwiami.Był ciężkijak zaraza, ale Płoszka przenosiła w swoim życiu wiele worków, więcnie miała zamiaru pozwolić, żeby ten stanął jej na drodze.Doznaławielu porażek, ale nigdy ich nie lubiła.Odryglowała drzwi, przeklinając, z czołem zalanym potem, anastępnie, mocno przytrzymując się kraty, otworzyła je kopniakiem.Do środka wdarły się wiatr i blask, jej oczom ukazała się biała pustkapłaskowyżu, a także rozmazane, grzechoczące koła i wylatujące spodnich fontanny śniegu oraz czarne sylwetki jezdzców.Byli już znaczniebliżej.Wyszarpnęła nóż i rozcięła worek, po czym sięgnęła do środka iwyrzuciła z wozu garść monet, potem kolejną i następne dwie,rozsypując złoto, zupełnie jakby siała ziarno.Dotarło do niej, jakciężko walczyła jako wyjęta spod prawa, jak harowała wgospodarstwie i jak ostro targowała się jako kupiec za ułamek tego, coteraz wyrzucała z każdym ruchem.Wepchnęła kolejną garść monet dokieszeni, bo niby czemu nie miałaby umrzeć bogata? Potem wybrałajeszcze trochę pieniędzy obiema rękami, wyrzuciła pusty worek isięgnęła po kolejny.Koło wpadło w koleinę i Płoszka wyleciała w powietrze, uderzyłagłową o niski sufit, po czym runęła na podłogę.Przez chwilę wszystkosię kołysało, potem zdołała wstać i dociągnąć drugi worek dobujających się drzwi uderzających o burty wozu, wywarkując obelgipod adresem pojazdu, sufitu i własnej krwawiącej głowy.Zaparła się okratę i wypchnęła worek nogą, a on otworzył się na śniegu, rozsypujączłoto po pustej równinie.Dwaj jezdzcy się zatrzymali, jeden zsiadł z konia i na kolanachzbierał monety.Jednakże pozostali nadal za nimi podążali,zdeterminowani bardziej niż Płoszka się spodziewała.Tak to już jestz oczekiwaniami.Niemal widziała twarz najbliższego najemnika,który pochylał się nad podskakującą głową swojego wierzchowca.Płoszka zostawiła otwarte drzwi i wgramoliła się po drabinie zpowrotem na dach.- Wciąż za nami jadą?! - wrzasnął Temple.-Tak.- Co robisz?- Odpoczywam sobie, kurwa, i czekam, aż nas dogonią!Wóz pędził po coraz bardziej nierównym płaskowyżupoprzecinanym strumykami i usianym głazami oraz poskręcanymiskalnymi kolumnami
[ Pobierz całość w formacie PDF ]