[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Rzecz jasna całą pożyczkę zwrócę jak najrychlej, co do tego możesz nie żywić obaw, Etsuko.- Naturalnie - odrzekłam cicho.- Nie wątpię w to ani przez chwilę. Sachiko nadal przyglądała mi się z przyjaznym uśmiechem.Przeprosiłam ją i wyszłamz pokoju.Do sypialni wdzierały się promienie słońca, podświetlając unoszący się w powietrzukurz.Uklękłam przy szafce.Z najniższej szufladki wyciągnęłam różne przedmioty - albumyze zdjęciami, kartki z życzeniami, teczkę z akwarelami mojej matki - kładąc wszystkostarannie na podłodze obok.Na spodzie szufladki znajdowała się czarna, polakierowanaszkatułka.Uniósłszy wieczko, znalazłam kilka zachowanych listów - nie znanych mojemumężowi - wraz z dwoma lub trzema niewielkimi fotografiami.Pod nimi znajdowała się kope-rta z moimi pieniędzmi.Starannie ułożyłam wszystko na miejsce i wsunęłam szufladkę.Przedwyjściem z pokoju otworzyłam szafę z ubraniami, wybrałam szalik o odpowiedniodelikatnym wzorze i owinęłam nim kopertę.Kiedy wróciłam do salonu, Sachiko napełniała swoją filiżankę.Nie patrzyła na mnie igdy położyłam na podłodze obok niej zwinięty szalik, dalej w skupieniu nalewała herbatę.Gdy usiadłam, skinęła mi głową, po czym zaczęła sączyć herbatę.Tylko raz, opuszczającfiliżankę, rzuciła ukradkowe spojrzenie na leżące przy niej zawiniątko.- Chciałabym, żebyś coś zrozumiała, Etsuko - odezwała się.- Widzisz, nie zrobiłamnic takiego, abym musiała się teraz wstydzić czy rumienić.Dlatego możesz mnie pytać, o cotylko zechcesz.- Tak, oczywiście.- Na przykład, Etsuko, dlaczego nigdy nie zadajesz serii pytań na temat, jak to ciągleokreślasz,  mojego przyjaciela ? Naprawdę nie ma powodów do zakłopotania.Cóż to,Etsuko, już zaczynasz się rumienić.- Zapewniam cię, że nie jestem zakłopotana.Prawdę mówiąc.- Jesteś, Etsuko, przecież widzę, że jesteś.- Sachiko zaśmiała się i klasnęła w dłonie.-Pojmij że wreszcie, iż nie mam nic do ukrycia, niczego się nie wstydzę.Dlaczego tak sięczerwienisz? Tylko dlatego, że wspomniałam Franka?- Ależ mówię ci, że nie jestem zakłopotana.I zapewniam cię, iż nigdy nie myślałam.- Dlaczego nigdy się o niego nie pytasz, Etsuko? Z pewnością jest wiele pytań, którechciałabyś zadać.Więc czemu ich nie zadajesz? Skoro wszyscy w sąsiedztwie sązainteresowani, to nie sądzę, byś ty była wyjątkiem.Proszę więc, pytaj o wszystko bezskrępowania.- Ale ja naprawdę.- Daj spokój, Etsuko, proszę.Pytaj mnie o niego.Chcę.Pytaj mnie o niego, Etsuko. - No więc dobrze.- Tak? Proszę, Etsuko, pytaj.- No dobrze.Jak on wygląda, ten twój przyjaciel?- Jak on wygląda? - Sachiko znów się zaśmiała.- Czy tylko tego chciałabyś siędowiedzieć? Cóż, jest wysoki jak większość cudzoziemców, a jego włosy zaczynają powolirzednąć.Nie, nie jest stary.Czy wiedziałaś, Etsuko, że cudzoziemcy znacznie szybciejłysieją? Pytaj mnie dalej.Na pewno są różne rzeczy, które chciałabyś wiedzieć.- No cóż, szczerze mówiąc.- Proszę, Etsuko, pytaj.Chcę, żebyś pytała.- Ależ naprawdę nie ma niczego, co chciałabym.- Nie wierzę, musisz mnie spytać.Pytaj mnie o niego, Etsuko, pytaj.- Prawdę mówiąc - powiedziałam - zastanawiałam się nad jedną rzeczą.Sachiko nagle zesztywniała.Do tej pory trzymała złożone ręce przed sobą, lecz terazopuściła je powoli na kolana.- Zastanawiałam się, czy on w ogóle mówi po japońsku.Przez chwilę Sachikomilczała.Potem uśmiechnęła się i powoli zaczęła się rozluzniać.Znów uniosła filiżankę iwypiła kilka łyków.Gdy zaczęła mówić, w jej głosie pobrzmiewało rozmarzenie.- Cudzoziemcy mają tyle problemów z naszym językiem - zaczęła.Przerwała iuśmiechnęła się do siebie.- Japoński Franka jest straszny, więc rozmawiamy po angielsku.Czy ty znasz choć trochę angielski, Etsuko? Wcale? Widzisz, mój ojciec mówił dobrze poangielsku.Miał powiązania z Europą i zawsze zachęcał mnie, bym uczyła się tego języka.Jednak gdy wyszłam za mąż, nauka się skończyła.Mój mąż mi zakazał.Zabrał mi wszystkieangielskie książki, ale ja nie zapomniałam.Gdy spotykam w Tokio cudzoziemców, wszystkomi się przypomina.Siedziałyśmy chwilę w milczeniu.Potem Sachiko westchnęła ciężko.- Chyba będę musiała wkrótce iść - powiedziała.Sięgnęła po zwinięty szalik i niepatrząc nań, wrzuciła go do torebki.- Nie napijesz się jeszcze herbaty? - spytałam.Wzruszyła ramionami.- Może trochę.Napełniłam filiżanki.Sachiko spojrzała na mnie, po czym powiedziała:- Jeżeli ci nie pasuje, to znaczy dziś wieczór, to nic się nie stanie.Mariko powinna daćsobie radę sama.- %7ładen kłopot.Jestem pewna, że mój mąż nie będzie miał nic przeciwko temu. - To miło z twojej strony, Etsuko - rzekła Sachiko apatycznie.Potem dodała: - Możejednak powinnam cię ostrzec.Od kilku dni moja córka jest w dość dziwnym nastroju.- To dobrze - odrzekłam z uśmiechem.- Będę musiała przyzwyczaić się do różnychnastrojów u dzieci.Sachiko wolno piła swoją herbatę.Najwyrazniej nie spieszyło się jej dopowrotu.Po chwili odłożyła filiżankę i zaczęła oglądać grzbiety swych dłoni.- Wiem, że to, co wydarzyło się w Nagasaki, było straszne - powiedziała wreszcie.-Lecz i w Tokio nie było lepiej [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • lo2chrzanow.htw.pl