[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Podrzynali wieśniakom gardła, a potem ożywiali ichciała.Szedłem za nimi, jednego po drugim zabijając żołnierzy Iuza.Trwało to trzy miesiące.Potem wpadłem w tarapaty i nagle zjawił się Recca.Justicar ostrożnie przełamał podpłomyk na dwie części i większą podał Escalli.- Zebrał wokół siebie jakiś tuzin ludzi - tropicieli, Trawiastych Biegaczy.Plemionaelfów znikły, a wioski opustoszały, więc podjęliśmy walkę z Iuzem.Zabijaliśmy jego kurierów,robiliśmy zasadzki na oddziały wysyłane na poszukiwanie prowiantu.Zabrnęliśmy głęboko naziemie Iuza.Stworzyliśmy nawet niewielką armię, około stu ludzi, którzy współpracowali zesobą, gdy zaszła taka potrzeba.Zaczęliśmy przeszkadzać Iuzowi.%7łeby się z nami rozprawić, ściągnął oddziały zfrontu.Jego żołnierze zaczęli organizować zasadzki, zabijali nas bez litości.Ale i mydopadliśmy wielu.Nocą wpadaliśmy do ich obozu, zarzynaliśmy ich we śnie i znikaliśmy.Zaczęli się nas bać.Poruszali się tylko w wielkich kolumnach marszowych z latającymiw górze varrangoinami, tanar'ri, czy wyvernami.Nie mogliśmy nic zrobić, tylko patrzeć i iść zanimi.Wtedy Recca wyśledził generała Iuza podróżującego z kilkoma nieumarłymistrażnikami.Chciał go dopaść.W całej wojnie nikt jeszcze nie zdołał zabić żadnego zdowódców Iuza.Poprawił miecz i wzruszył ramionami.- Nie udało się.To była pułapka.Czekały na nas upiory o zmienionych postaciach, którewyglądały jak piechota.Złapali nas.Recca i ja osłanialiśmy ucieczkę, ale kiedy ja walczyłem,Recca zginął z rąk tanar'ri.Pochowałem go i dołączyłem do ocalałych.Zostało nas tylko pięciu.Pozostali odeszli do innej grupy.Ja postanowiłem walczyć samotnie.- To o co mu chodzi? - zapytała Escalla.Siedziała ze skrzyżowanymi nogami nakolanach Jusa, wpatrzona w jego twarz.- Dlaczego ten Recca cię ściga?- To nie on! - Gniewny głos Jusa rozniósł się echem po wyspie.- To tylko ożywionakukła, puste ciało, które się porusza.Ma umysł i umiejętności Recci, ale nie jest nim! - Złamałgałąz, by wrzucić ją go ognia.- Potwory Iuza zrobili to samo ludziom z wioski, w którejwyrosłem, i ich też musiałem zabić.Nieumarli to nie są ludzie, których się znało!Escalla rzuciła okiem na Henry'ego i Enid, którzy starali się stworzyć wrażenie, że sączymś niesłychanie zajęci, a potem położyła dłoń na ramieniu Jusa.Mężczyzna uspokoił się ipodjął opowieść.- Byłem prawą ręką Recci.Zawsze trzymaliśmy się razem, mistrz i jego uczeń.Jazajmowałem się zwiadem.On prowadził nasze akcje.- Tak.- Escalla bawiła się włosami.- I pewnie odradzałeś mu ten ostatni atak, co?- Bo nie miał sensu! Miał być tylko pokazem siły.Chciałem, żebyśmy zamiast tegoudali się na północ ziem Iuza, tam, gdzie nikt by się nas nie spodziewał.Recca sam mnie tegonauczył.- Justicar nawet nie ukrywał wściekłości.- A potem z próżności porzucił własnezasady.Budził strach i to sprawiało mu przyjemność.Dawało mu władzę.- Wrzucił gałąz doognia.- Jedynym powodem, dla którego walczył, była próżność.Eind spojrzała na Escallę i cicho odchrząknęła.- Więc.zginął pokonany w walce?Jus sięgnął po miecz i wskazał na jego rękojeść, którą zabrał ze starego miecza Recci.- My.on wyzwał demona.Chciał zabić generała, ale nie przewidział, że będzie musiałwalczyć, a generał zrobił mu to, co on zawsze robił innym: dostał się za jego plecy, ciął, apotem uciekł.Recca padł i nie zdołałem go już uratować.Zabiłem tylko tego tanar'ri.- Jak umarł? - spytała cicho Escalla.- Jak wojownik.Zginął w walce.Zaatakowaliśmy, żeby umożliwić ucieczkę tym, którzyocaleli.- Justicar wcisnął miecz na powrót do pochwy.- Odciąłem mu dłoń i stopę, żebynekromanci nie mogli go ożywić, a potem go pogrzebałem.Zamieniłem się z nim na miecze,żeby jego broń mogła kontynuować walkę.Escalla zachmurzyła się, Enid spojrzała w bok.Zcisnąwszy ramię Jusa, faerie delikatniedotknęła jego policzka.- Dobrze się czujesz?- Oczywiście, że tak.- Był spokojny, lecz blady, i nie chciał spojrzeć jej w oczy.-Wszystko w porządku.- Recca teraz cię ściga.- Lolth go do tego skłoniła.Pomogła Tielle, żeby zajęła się tobą, a Reccę wysłałaprzeciwko mnie.- Ostrożnie postawił Escallę na ziemi, wstał i odwrócił się.- Po prostumusimy po kolei stawić im czoła.- Czy można go pokonać? To znaczy.- Zakłopotany Henry zawahał się.- Wygląda nato, że on po prostu.może się regenerować! I.i nigdy nie widziałem, żeby ktoś dorównałpanu w walce na miecze.- To nie jest Recca - powtórzył Jus i wrzucił patyk do ognia.- Recca był mi ojcem,bratem i nauczycielem, a to.To tylko trup, kukła z gnijącego mięsa.- A jeżeli to naprawdę Recca? - Escalla popatrzyła na niego smutno.Nie doczekała się odpowiedzi.Pozostawiwszy Popioła i pozostałych przy ogniu,Justicar odszedł samotnie w mrok.Escalla odprowadziła go wzrokiem, a potem wstała i zaczęłaszperać w skrzynkach z zaopatrzeniem.Znalazła buteleczkę zawieszoną na sznurku, przezchwilę wahała się, a potem ruszyła za nim.- Hej! Miejcie oko na wszystko - zawołała w stronę ogniska.- Gdzie idziesz? - dopytywał się Henry, który właśnie podsycał płomienie.- I po co ci tabutelka?- Na wypadek, gdyby zachciało mi się pić.- Escalla podleciała do góry, niecierpliwierozglądając się za Jusem.- Za chwilę wracam.Odleciała.Zaniepokojony Henry wstał i zamierzał pójść za nią, mrucząc coś oniebezpieczeństwie.Enid chrząknęła i ułożyła Popioła na kamieniu, skąd mógł obserwowaćrzekę.- A może sprawdzimy, czy w tej rzece są ryby? - zaproponowała.- I poszukamy gałęziwierzby na bełty do twojej kuszy.- Ale czy nic im się nie stanie? - Henry dał się poprowadzić, ale spoglądał jeszczenerwowo w tył.- Dadzą sobie radę.Enid zaprowadziła go nad brzeg strumienia, weszła do wody i łapami zaczęła wyławiaćryby.Henry ruszył jej z pomocą, a Popiół przyglądał się wszystkiemu z wyszczerzonymizębami.- Wszystko w porządku.Słońce odbiło się w wodzie i Popiół pomachał ogonem
[ Pobierz całość w formacie PDF ]