[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Ale po pewnym czasie ten przyjazny stosunek zaczął stawać się chłodniejszy, chociaż on w niczym swegopostępowania nie zmieniał.Aldona wracała do poprzedniej rezerwy, a nawet pewnego zażenowania.Zauważył,że hamuje bardziej swobodne ruchy, jak dawniej stała się oszczędna w słowach, a przy tym złapał parokroćukradkowe, badawcze spojrzenia, jakimi go obrzucała.Potem stawała się małomówna i jakby oddalonamyślami.Nie wiedząc, co by to miało znaczyć, trapił się mocno.Wkrótce po południowym posiłku do pani Nienuszko zgłosił się dostatnio odziany, brodaty mężczyzna.Był widaćobeznany z dobrymi obyczajami, gdyż skłonił się przed nią z szacunkiem, ale bez uniżenia.Upewniwszy się, z kimmówi, chociaż sami byli w komnacie, oznajmił cicho: Jestem dworzaninem kniazia Andrzeja.Kniaz sekretnie przybył do Wilna, toteż nikomu ani słowa.przyłożył ostrzegawczo palec do ust. Kniaz tutaj?! mimo woli wykrzyknęła ochmistrzyni. Ciszej, wielmożna pani. przybysz obejrzał się z niepokojem na drzwi. Jeszcze kto usłyszy! Po co przybył? z zaciekawieniem spytała kobieta zniżając głos. Z tego mi się nie zwierzał! I nie sądzę, by tylko wam zechciał to powiedzieć. ironicznie odpowiedziałbrodacz. Czego zatem chce ode mnie? Abyście przysłali mu bratanicę.Musi złożyć podpis na jakichś dokumentach.Niech się szykuje, ale nikomu,broń Boże, nie mówi, do kogo jedzie! Wnet przybędzie po nią kareta, którą niedługo wróci. Jakże to? zafrasowała się ochmistrzyni. Samą dziewkę mam posłać?! Co by na to powiedziała księżna,gdyby się, nie daj Boże, o tym zwiedziała?! Jak wy jej nie powiecie, skąd by się miała dowiedzieć? A o dziewkę bądzcie spokojna, bo do karocy kniazprzyda paru zbrojnych. Na Boga, co mam, nieszczęsna, uczynić?! Posłać strach, a nie posłać jeszcze gorzej, bo rozsierdzę jegowysokość!Przybysz zastanowił się przez chwilę, po czym rzucił z lekkim uśmiechem: Skoro tak się o nią boicie, tedy jedzcie z nią razem! Poczekacie nieco w karocy i wnet wrócicie. Znów mam tłuc stare kości! Dość nimi wytrzęsło po drodze z Aucka! Kiedyż ta karoca tu będzie? Za parę pacierzy.Stanie przy bocznej furcie, ale bądzcie gotowi, by za długo nie czekała!W pół godziny pózniej pani Nienuszko, mimo że nastał już kwiecień, okryta ciepłą opończą, a Olga w ciepłymfutrzanym kubraczku, wymknęły się służbowym wyjściem i szybko przeszły ku pobliskiej furcie.Stała już tamkareta w otoczeniu czterech zbrojnych, która ruszyła natychmiast, jak tylko doniej wsiadły.Zaprzęg, ponaglony batem i okrzykiem woznicy, poderwał pojazd i pognał pryskając spod wielkichkół wachlarzami czarnej, błotnistej wody.Olga siedziała spokojnie w rogu siedzenia, natomiast pani Nienuszko przysunęła się do otwartego okna,ciekawa, dokąd zmierzają.Ujrzała palisadę kupieckiego dworu, a wkrótce potem minęli Mińską Bramę.Woznica smagał i tak już szparkobiegnące konie, wołając na pieszych i chłopskie wozy, by usuwały się z drogi.Znalezli się wśród domówprzedmieścia.Tu nieco zwolnili, gdyż wyboje nie pozwalały na zbyt szybką jazdę.Po niedługim czasie skręcili wboczną drogę, nie tak rozjeżdżoną, więc karoca znów potoczyła się szybciej.Pani Nienuszko już zupełnie przestała rozeznawać się, dokąd zmierzają, ale zabrakło jej czasu na domysły, gdyżpojazd zatoczył szeroki łuk i wpadł przez rozwarte wrota ostrokołu na podjazd ukrytego wśród drzewobszernego domu, zatrzymując się przed jego gankiem.Ochmistrzyni zauważyła, że nigdzie nie było widać żywej duszy.Wydało się jej również dziwne, że mimo pełnegodnia, okiennice były zawarte.Konni pachołcy, dotąd towarzyszący karocy, odjechali w głąb dworu, ku gospodarczym budynkom, na wpółzasłoniętym otaczającymi je krzewami.Jedynie woznica pozostał na kozle stojącego nieruchomo pojazdu.Przez jakiś czas nikt nie zjawiał się i pani Nienuszko zaczęła zastanawiać się, czy nie muszą same wysiąść iszukać kogoś, kto by ich doprowadził do księcia.Wreszcie jednak drzwi ganku otworzyły się i ujrzała w nichbrodacza, którego już poznała.Zbliżył się do karocy, otworzył drzwiczki i uchyliwszy czapki zwrócił się do Olgi: Pan starosta prosi panienkę do siebie. A co ze mną? zaniepokoiła się ochmistrzyni.Brodacz obrzucił ją kpiącym spojrzeniem, co pani Nienuszko przyjęła z oburzeniem, ale nie ośmieliła się gookazać.Oburzeniae to wzrosło, kiedy usłyszała odpowiedz: Macie czekać, dopóki nie wróci! polecił rozkazującym tonem.Krągłe policzki ochmistrzyni pokrył rumieniec gniewu. Waść tak do mnie nie mów, bom tego niezwyczajna! Powiedz to księciu, nie mnie! Już z wyrazną drwiną rzucił brodacz, pomagając wysiąść Oldze.Oburzenie pani Nienuszko doszło szczytu, ale że nie miała komu go okazać, przeto z gniewną twarzą otuliła sięszczelniej opończą i wcisnęła w róg siedzenia.Czas wlókł się wolno, toteż zaczęła podrzemywać, aż wreszcie przysnęła.Obudził ją stuk otwieranych drzwiczek ina tle szarzejącego już dnia ujrzała inną, tym razem lisią twarz szczerzącą w uśmiechu zęby. Kniaz przykazuje wam wracać! Panienka przenocuje u niego i przyjedzie rankiem! Jego wysokość srogo teżzakazuje komukolwiek wyjawić, że znajduje się w Wilnie, a także, że bratanica przebywa u niego! Jeśli niebędziecie posłuszni, zapowiedział swoją pomstę!Olga minęła wraz z przewodnikiem nieomal zupełnie ciemną sień, gdyż światło sączyło się tylko przez wycięte wzamkniętych okiennicach otwory.Jeszcze mroczniejszy był korytarz, więc mimo woli zwolniła kroku, aleprzewodnik wziął ją za rękę i pewnie prowadził dalej, dopóki nie dotarli do drzwi, spod których padała napodłogę smuga żółtego światła.Brodacz ujął za klamkę i otworzył drzwi.Olga ujrzała izbę o prymitywnym urządzeniu.Był tam tylko stół, kilkakrzeseł, ława stojąca pod ceglanym piecem, odrapana skrzynia i jakieś legowisko przyrzucone derkami.Na stolestała latarnia wypełniając wnętrze nikłym światłem, niezdolnym pokonać czającego się po kątach mroku.Za stołem siedziało dwóch mężczyzn.Jeden miał zapadnięte policzki, wąską brodę i długi nos, co razem z rudymiwłosami nadawało jego twarzy lisiego wyrazu.W drugim zaś, ku swemu przerażeniu, Olga poznała Henryka.Na widok wchodzących wstał z krzesła i zwrócił się do niej z ironicznym uśmiechem: Nie powitasz, miła bratanico, swego stryja? A więc to wy.To była wasza karoca, a ten człowiek także? głos odmawiał jej posłuszeństwa, mówiła więcurywkami zdań. Waćpanna okazujesz niezwykłą pojętność. zakpił zwracając się z kolei do brodacza: Stara siedzi w karecie? Przykazałem jej czekać. Bardzo dobrze, że ją zabrałeś, to było niegłupie, bo tak prędko nie narobi szumu! Toteż niech sobie posiedzido zmroku: im dłużej, tym lepiej, gdyż w ten sposób opózni pościg! Jak przyjdzie pora ją odesłać, przykażę babie milczeć pod grozbą zemsty kniazia! zachichotał rudy. Toteżchyba od razu gwałtu nie narobi!Być może, ale na to liczyć nie można.Jednak i te kilka godzin opóznienia pościgu dużo warte, tym bardziej żenocą trudno dojść uchodzących zauważył Henryk
[ Pobierz całość w formacie PDF ]