[ Pobierz całość w formacie PDF ]
. Już za pózno, Klaro - rzekłem.- Jeśli napiszę recenzję, powiedzą, że zjechałemtę pracę przez zemstę, i będą jeszcze bardziej wściekli. A dlaczego miałbyś ją zjeżdżać? Napisz recenzję pozytywną. Nie mogę, Klaro.Ta praca jest do niczego. No i? Od kiedy zrobiłeś się nagle taki prawdomówny? A to nie było kłamstwo,jak napisałeś temu człowiekowi, że w Myśli Plastycznej nie liczą się z twoim zdaniem? Ato nie było kłamstwo, kiedy powiedziałeś mu, że mnie chciał uwieść? A to nie było kłamstwo,jak wymyśliłeś sobie tę Helenę? No więc, skoro już tyle nałgałeś, to co ci szkodzi zełgaćjeszcze raz i napisać pozytywną recenzję? Tylko w ten sposób możesz wszystko załagodzić. Widzisz, Klaro - powiedziałem - ty uważasz, że kłamstwo to kłamstwo, iwydawałoby się, że masz rację.Ale tak nie jest.Mogę sobie wymyślić, co mi się podoba,robić ludzi w konia, urządzać mistyfikacje i płatać psikusy - nie czuję się przy tym jak oszustani nie mam wyrzutów sumienia: te kłamstwa - jak to nazywasz - to jestem ja sam, taki jakijestem, kłamiąc w ten sposób nic nie udaję, kłamiąc w ten sposób mówię właściwie prawdę.Ale są sprawy, w których kłamać nie mogę.Są sprawy, na których się znam, których senszgłębiłem, które kocham i traktuję poważnie.I tu się żartować nie da.Tu, gdybym kłamał,poniżyłbymjakoś samego siebie, a tego ode mnie nie wymagaj, tego nie zrobię.Nie rozumieliśmy się.Ale ja Klarę naprawdę kochałem i zdecydowany byłem zrobićwszystko, żeby nie musiała czynić mi wyrzutów.Następnego dnia napisałem list do paniZatureckiej, że pojutrze o godzinie trzeciej czekam na nią w swoim gabinecie.n Wiernaswojej przerażającej systematyczności, pani Zaturecka zapukała punktualnie o oznaczonejporze.Otworzyłem drzwi i poprosiłem, żeby weszła.A więc w końcu ją zobaczyłem.Była towysoka kobieta, bardzo wysoka, odużej, chudej twarzy wieśniaczki, z której spoglądałyjasnoniebieskie oczy. Niech pani się rozbierze - powiedziałem, a ona niezgrabnymi ruchami zdjęłajakiś długi, ciemny płaszcz, wcięty w talii i dziwacznie skrojony, płaszcz, który - niewiadomo czemu - przypomniał mi staromodne szynele wojskowe.Nie chciałem pierwszy ruszyć do ataku, chciałem, żeby najpierw odkrył kartyprzeciwnik.Kiedy pani Zaturecka usiadła, po wymianie paru zdań skłoniłem ją do mówienia. Panie Klima - rzekła z powagą, bez jakiejkolwiek agresywności - wie pandobrze, dlaczego pana szukałam.Mój mąż zawsze bardzo pana cenił jako wybitnegospecjalistę i człowieka z charakterem.Wszystko zależało od pana recenzji.Ale pan nie chciałmu jej dać.Mój mąż pisał tę pracę przez całe trzy lata.On miał cięższe życie niż pan.Byłnauczycielem, dojeżdżał codziennie trzydzieści kilometrów do Pragi.W zeszłym roku samago namówiłam, żeby to rzucił i poświęcił się tylko nauce. To pan Zaturecki nigdzie nie pracuje? - spytałem. Nie. Az czego państwo żyjecie?3 - Zmieszne miłości Tymczasem muszę wszystko ciągnąć sama.Ta nauka, panie Klima, to jestpasja mojego męża.%7łeby pan wiedział, co on już przestudiował.%7łeby pan wiedział, ile onzapisał papieru.Mówi zawsze, że prawdziwy naukowiec musi napisać trzysta stron, żeby muz tego zostało trzydzieści.A potem przyszła historia z tą kobietą.Niech mi pan wierzy, panieKlima, ja go przecież znam, on na pewno nie zrobił tego, oco ona go oskarżyła, ja w to niewierzę, ale niech ona to powtórzy przede mną i przed nim! Ja znam kobiety, możliwe, że onapana kocha, a pan jej nie.Może chciała wzbudzić pańską zazdrość.Ale może mi pan wierzyć,panie Klima, mój mąż nigdy by sobie na to nie pozwolił!Słuchałem pani Zatureckiej i naraz stało się ze mną coś dziwnego: przestałem myślećo tym, że to jest ta kobieta, przez którą będę musiał opuścić wydział, że to jest kobieta, zpowodu której padł cień na mój stosunek z Klarą, kobieta, przez którą straciłem tyle dni,zszarpałem sobie tyle nerwów, tyle miałem nieprzyjemności.Związek między nią awydarzeniem, w którym oboje odgrywaliśmy teraz jakąś smutną rolę, wydał mi się nagleniejasny, przypadkowy, niezawiniony
[ Pobierz całość w formacie PDF ]