[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Po kilkudziesięciu metrach dostał zadyszki i zwolnił, żebynie wpaść na stację zasapany.Dyliżans Rock Creek, lepiej znany jako Jurkey, pojawił się przedhotelem w tej samej chwili co Edwin.Zatrzymał się w obłoku pyłu,towarzyszył mu stukot szesnastu końskich kopyt i wrzaski Jake'aMcGivera, byłego poganiacza bydła, który jakimś cudem wyszedł bezszwanku z ostatniej wojny z Indianami i przetrwał zeszłorocznezamieci śnieżne bez odmrożeń.— Prr, sukinkoty — ryknął ściągając lejce — bo zrobię zwaszych tłustych zadów saki podróżne! Prr, powiedziałem!Pył jeszcze nie opadł, a roześmiana Fannie już wychyliła się zokna, przytrzymując jedną ręką imponującej wielkości kapelusz.— Co za język, panie McGiver! I co za jazda! Jest pan pewny,RSże nie zgubiliśmy po drodze bicykla?— Bez obaw, proszę pani.Jest cały i zdrowy.McGiver wgramolił się na dach i zabrał się do odwiązywaniapojazdu oraz bagażu, pasażerka zaś otwarła drzwi.Edwin postąpił krok naprzód i czekał, aż Fannie schylonapokona niewygodne drzwi.— Witaj, Fannie.Podniosła głowę i radosna twarz spoważniała.Wydawało musię, że jej oddech zamarł na chwilę, ale zaraz uśmiechnęła się szerokoi zatrzymała na stopniu dyliżansu.— Edwinie, mój drogi, to naprawdę ty?86Ujął dłoń w rękawiczce i pomógł Fannie zejść, po czym zostałserdecznie uściskany na samym środku Main Street.— Jak dobrze móc cię znowu zobaczyć — szepnęła mu do ucha,po czym odsunęła się szybko i zlustrowała go, nie wypuszczając jegodłoni ze swoich.— Wyglądasz świetnie.Obawiałam się, że jesteśtłusty albo łysy, ale wyglądasz doskonale.Ona też.Była uśmiechnięta, jak zawsze w jego wspomnieniach,włosy straciły co prawda swój młodzieńczy ognisty blask i nabrałydelikatniejszej, brzoskwiniowej barwy, lecz kręciły się wciąż taksamo: naturalnie, choć wyglądały jak układane.Wszystko to składałosię na jej własny, niepowtarzalny styl.W kącikach orzechowych oczuwidać było kurze stopki, ale w ich spojrzeniu było więcej radości iżycia niż w cygańskim tańcu.Zachowała szczupłą kibić nastolatki,tylko jej piersi były teraz pełniejsze.Krój podróżnegoRSmiedzianobrązowego stroju wyraźnie to podkreślał i Edwin poczułprzypływ dumy, że się nie roztyła, że nie straciła zębów anitemperamentu.— Też się zastanawiałem, jak wyglądasz, ale dokładnie taką ciępamiętam! Fannie, ile to już lat? Dwadzieścia?— Dwadzieścia dwa.Pamiętał równie dobrze jak ona, pomylił się tylko ze względu naewentualnych ciekawskich.Już dawno uwolniłby dłonie, ale onatrzymała je mocno, jakby nie miała pojęcia, że jest to tak samoniestosowne jak powitalny uścisk.— Pomyśl tylko: jesteśmy w średnim wieku.87Roześmiał się i pod pretekstem zamknięcia drzwi dyliżansuoswobodził ręce.— I jeździmy na bicyklu, co?— Ach, prawda.Mój bicykl! — okręciła się i spojrzała w górę,jedną ręką osłaniając oczy od słońca.— Proszę się z nim obchodzićostrożnie, panie McGiver.To prawdopodobnie jedyny egzemplarz wpromieniu trzystu mil.W górze pojawiła się głowa McGivera.— Oto on.W jednym kawałku.Zrobiła ruch, jakby sama zamierzała go odebrać.— Nie, ja to zrobię.— Radziłam sobie bez męskiej pomocy przez czterdzieści lat.Dam sobie radę i tym razem.— Nie mam co do tego wątpliwości — odparł odsuwając FannieRSna bok.— Ale pozwól, że ja to zrobię.Urządzenie znalazło się w jego rękach i z łomotem opadło naziemię.— Fannie, na Boga, nie chcesz chyba powiedzieć, że na tymjeździsz! Toż to waży więcej niż armata!— Oczywiście, że jeżdżę, a i ty zaczniesz, gdy tylko ci pokażę,co i jak.Pokochasz bicykl, zobaczysz.Wzmacnia nogi, poprawiakrążenie, a na płuca jest po prostu doskonały.Nie ma sobie równych.Zastanawiam się, czy damy radę wpakować na niego Josie.Odrobinawysiłku mogłaby zdziałać cuda.Pisałam wam o wyprawie doGloucester?88— Tak, w ostatnim liście.Edwin stwierdził, że już poweselał.Ani trochę się nie zmieniła.Była nieprzewidywalna, impulsywna i jak żadna inna kobieta, pełnatemperamentu.Przywykł do słabości Josie, więc żywość iniezależność Fannie tym więcej go zaskakiwały.Zapatrzył się nabicykl, tymczasem Fannie sięgała już po swój bagaż.— Ja się tym zajmę — powstrzymał ją Edwin.— Typrzytrzymaj to cudo.— Dobrze, skoro nalegasz.Tylko nie rozstawiaj mnie po kątach,bo się znielubimy.Nie przywykłam wykonywać polecenia mężczyzn.Sięgając po pierwszą zakurzoną torbę, zerknął przez ramię izobaczył, że uśmiecha się jak psotny elf.Za pierwszą torbą pojawiłasię druga, trzecia, piąta.Gdy bagaż stał półkolem na ziemi, Edwinodsunął w tył kapelusz, oparł ręce na biodrach i ogarnął wzrokiemRScałą kolekcję toreb i waliz.— Na Boga, Fannie, przywiozłaś to wszystko ze sobą? Uniosłarudawe brwi.— Oczywiście.Kobieta nie może zapuszczać się w sam środekziemi niczyjej z jedną koszulą na grzbiecie.Kto wie, kiedy znowutrafię do porządnego sklepu ze szmatkami.A nawet jeśli, to wątpię,czy znalazłabym tu pumpy.— Pumpy?— Takie spodnie za kolana.Do jazdy na bicyklu.Cóż bympoczęła z turniurą i spódnicami? Zaplątałyby się w szprychy i89połamałabym kości jak nic.A musisz wiedzieć, że jestem bardzo przywiązana do moich kości.Przyjrzała się z czułością własnej ręce.— Są wciąż bardzo przydatne — dodała.— A jak się mają twojekości, Edwinie?— Widzę, że Emily z miejsca się w tobie zakocha —odpowiedział Edwin ze śmiechem.— Zabierzmy to z ulicy.— Emily.Nie mogę się doczekać, żeby ją poznać!Edwin zajął się przestawianiem bagaży na chodnik, a Fannierozgadała się na dobre.— Jak ona wygląda? Jest brunetką jak ty? Czy wzięła powagę pomatce? Mam nadzieję, że nie.Josie źle wychodziła na tym, że braławszystko zbyt poważnie.Powtarzam jej to, odkąd skończyłyśmydziesięć lat.W życiu jest tyle spraw, w których trzeba zachowaćRSpowagę, że nie potrafię się na to zdobyć w sytuacji, gdy nie jest tokonieczne, czy nie mam racji? Opowiedz mi o Emily.— O Emily nie można opowiedzieć, trzeba ją poznać.Szkoda,że jej tu nie ma [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • lo2chrzanow.htw.pl