[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Już po chwili ze stołówki wybiegł pan Jaegerman.- Dobrze się czujesz? - wysapał i otarł czoło chusteczką.Wiedziałam, comyśli.Jego najlepszy koń wyścigowy właśnie złamał nogę na ostatniej prostej.Zainwestował we mnie cztery lata, a ja go zawiodłam.- Matematyka.jest dla mnie ostatnio za ciężka - spróbowałam wyjaśnić,desperacko wpatrując się w pana Jaegermana.- Nie wiem, co się ze mną dzieje.Nie mogę się skupić.- Czy.w domu wszystko w porządku? - zapytał nieśmiało matematyk.Wysiłek, jaki kosztowało go nawiązanie ze mną prawdziwego ludzkiego kontaktu -bez pośrednictwa liczb - spowodował, że nad jego górną wargą i w kącikach ustpojawiły się krople potu.Przetarł brodę krawatem.- A może problemy z.chłopcami? - wydukał odważnie, plując śliną.Wyglądał, jakby zaraz miał dostaćkonwulsji.Jakby zabrnął zbyt daleko w głąb ciemnej jaskini i nagle zorientował- 161 - się, że w powietrzu brakuje tlenu.Gdybym teraz faktycznie zaczęła mu sięzwierzać, pewnie od razu by zemdlał.Musiałam go uratować, pozwolić muoddychać.- Nie, nie chodzi o żadnego chłopca - skłamałam, oszczędzając pedagogowiataku serca.- Och, dzięki Bogu - jęknął, łapiąc się za pierś.Od razu jednak zorientowałsię, co właśnie powiedział.- To znaczy.oczywiście, gdyby chodziło o chłopca,mogłabyś mi powiedzieć.- Nie, nie - przekonywałam.- To nic z tych rzeczy.Ale chodziło właśnie o coś  z tych rzeczy.Właściwie o jedną konkretnąrzecz.O jedną konkretną osobę.Tyle że Lucjusz nie był chłopcem.Był mężczyzną.I chciałam go odzyskać.Chociaż przegapiłam już swoją szansę.Teraz to nie miało sensu.On pragnął Faith.- Następnym razem pójdzie mi lepiej, panie Jaegerman - obiecałam.- Od jutranaprawdę przysiądę do nauki.Skupię się.- Bardzo dobrze, Jess - odparł matematyk.Wyciągnął rękę, żeby poklepaćmnie po ramieniu, zawahał się i cofnął ją po chwili.- Wracajmy do środka - zaproponowałam odważnie.- Mogę przynajmniej zwidowni przysłuchiwać się kolejnym zadaniom i próbować je rozwiązywać dlazabawy.- Tak, tak - zgodził się pan Jaegerman.Najwyrazniej mu ulżyło, że nasz zbytintymny moment dobiegał końca.- Zwietny pomysł.Podążyłam za nauczycielem z powrotem na stołówkę.Jednak, szczerzemówiąc, rozwiązywanie zadań wcale nie wydawało mi się już ani zabawne, aniświetne.Nagle odniosłam wrażenie, że to najnudniejsze zajęcie pod słońcem.- 162 - ROZDZIAA 36ROZDZIAA 36Drogi Wasylu!Czy wiedziałeś, że w Stanach Zjednoczonych człowiek staje przed tylomanajróżniejszymi  wyborami , że niektórzy niezaradni osobnicy o słabych umysłachczują się przytłoczeni i potrzebują porad psychologicznych (wiem - my śmiejemy sięz tego!), ponieważ nie są w stanie poradzić sobie z pozornie nieskończoną liczbąopcji towarzyszących każdej najmniejszej czynności?Tutaj nawet zamówienie pizzy (wreszcie odkryłem w tym kraju coś jadalnego)wiąże się z podejmowaniem decyzji.Duża? Familijna? Podwójny ser? Bez sera?Ser ukryty w brzegach ciasta, niczym ciągnąca się niespodzianka? A skoro jużmowa o cieście.Grube? Cienkie? Kruche? A może zrezygnować z pizzy na rzecztortilli albo calzone?Doprawdy, Wasylu, zamawianie jedzenia na wynos (notabene okazało się, żemam do dyspozycji całą armię służących, zwanych tutaj dostawcami, którzy krążąpo ulicach w starych fordach escortach) wymaga tyle czasu na obmyśleniestrategii, ile niektórzy generałowie potrzebują na zaplanowanie bitwy, chociaż wbitwie leje się prawdziwa krew, a nie sos pomidorowy.A propos krwi, bardzo zasmuca mnie wieść, że ród Dragomirów zaczyna sięniepokoić o powrót swojej księżniczki i dotrzymanie postanowień paktu.Od zawszebyli impulsywni i niecierpliwi, prawda? Ale żeby od razu oskarżać mnie, że  niestaram się wypełnić swojego obowiązku, a potem usiłować w napadzie szałuugodzić drewnianym kołkiem przedstawiciela rodu Vladescu.Tego typu sytuacjemogą stać się pretekstem do potwornych bitew, Wasylu [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • lo2chrzanow.htw.pl