[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.To w zasadzie rozkaz.Pełne łez szare oczy rozbłysły jak diamenty.Uśmiech rozjaśnił twarz.- Zgoda - powiedziała po prostu.Sabin zrobił to, o czym marzył.Wziął Rachel w ramiona, namiętnie pocałował, zaniósł do sypialni, położył nałóżku i ściągnął z niej ubranie.- Nie mogę czekać - szepnął.Resztę dnia spędzili w łóżku, kochając się i rozmawiając, tuląc i ciesząc swoją bliskością.- Co się stało, kiedy wróciłeś do Waszyngtonu? - spytała w którymś momencie.Leżał na plecach z ręką pod głową, nieco oszołomiony aktem miłosnym, lecz słysząc pytanie Rachel, otworzyłoczy.- Nie mogę ci zbyt wiele powiedzieć.- Wiem.- Tod Ellis zeznawał.To nam pomogło.Grant i ja zastawiliśmy pułapkę na jednego ze zwierzchników.Udałosię.To by było na tyle.- W twoim otoczeniu byli też inni zdrajcy?- Dwóch.- Omal cię nie dopadli - zadrżała na samą myśl.- Gdyby nie ty, na pewno by mnie dopadli.- Obrócił głowę i spojrzał w oczy Rachel.Tylko on umiał wywołaćich promienny blask.Pogłaskał ją po policzku.- Rozczarowałem się, że nie jesteś w ciąży - przyznał cicho.Roześmiała się.- Po dzisiejszym dniu mogę być.- Pomóżmy losowi - mruknął, ponownie biorąc ją w ramiona.- Dobrze.Na wszelki wypadek.EPILOGGrzejąc się w łagodnych promieniach słońca, siedzieli na ganku dużego wiejskiego domu, należącego doSullivanów.Sabin oparł stopy na balustradzie, Grant swobodnie rozparł się w bujanym fotelu.Obaj mężczyzni,choć ociężali po obfitym posiłku, czujnie obserwowali dzieci bawiące się na podwórzu.Rachel i Jane posprzątałypo obiedzie i dołączyły do mężów.Sabin poruszył się niespokojnie.Maleńka Jamie potknęła się i upadła, ale natychmiast otoczyło ją czterechchłopaczków i Dane (a może Daniel?) pomógł dziewczynce wstać i otrzepać ubrudzone pulchne nóżki.Trzech chło-pców Sullivanów miało jasne czupryny, zaś Brian i Jamie - ciemne włosy i oczy.Dołeczki w miłej buzi Jamie zdo-bywały dziewczynce powszechną sympatię.Zapowiadała się na niską i kruchą istotkę, podczas gdy Brian odziedzi-czył budowę po ojcu.Dzieciaki z krzykiem pobiegły do stodoły.Dane i Daniel chwycili Jamie za ręce.Brian i Craig ruszyli za nimi.Czwórka dorosłych odprowadziła ich wzrokiem.- Nie do wiary - zamyślił się Sabin.- Mamy czterdziestkę na karku i pięcioro przedszkolaków na wychowaniu.- Mów za siebie! - oburzyła się Rachel.- Ja i Jane jesteśmy wciąż młode.Sabin zerknął na żonę i uśmiechnął się szeroko.Ani on, ani Grant nie zaczęli jeszcze siwieć.Zachowalisprężyste, szczupłe sylwetki.Dopiero teraz cieszyli się życiem.Wszystko ułożyło się pomyślnie.Gdy Sabin wziął z Rachel ślub, dziecko było już w drodze.Sabin awansował.Na nowym stanowisku służył innym swoją ogromną wiedzą i doświadczeniem, a jednocześnie nie ryzykował ży-cia.Jeden rzut oka na Rachel upewnił go, że warto było dokonać takiej zmiany.- Nigdy cię o to nie pytałam - zagadnęła Jane, leniwie bujając się na fotelu - czy wybaczyłeś mi, że skłamałamna temat ciąży Rachel?Grant zachichotał.Sabin zamknął oczy.- Właściwie nie skłamałaś - oświadczył spokojnie Sabin.- Jeszcze tego samego dnia zaszła w ciążę.A skądmiałaś mój numer?- To ja dzwoniłem - wyznał Grant.- Pomyślałem, że zasługujesz na lepsze życie.Rachel napotkała wzrok Sabina i uśmiechnęli się oboje.Miło jest mieć oddanych przyjaciół
[ Pobierz całość w formacie PDF ]