[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Nie, panowie.Mnie chodzi o pełną integrację systemów militarnychwszystkich państw-członków Unii Europejskiej, o dwa miliony \ołnierzy, którzy stworzylibysamowystarczalną armię, flotę i siły powietrzne.- Ale po co, Rolandzie? - spytał sir Arnold.Zło\ył ręce na piersi i zmarszczył czoło.-W jakim celu? Czy\ nie jesteśmy ju\ sojusznikami, członkami NATO? Czy\ nie współpracu-jemy ze sobą dla dobra pokoju na świecie? Owszem, tak, często ze sobą rywalizujemy, aleczy\ nie mamy wspólnych wrogów?- Nasze interesy nie zawsze są zbie\ne z interesami Stanów Zjednoczonych.- La Portepodszedł bli\ej, górując nad nimi jak wzbudzający grozę wielkolud.- Mało tego - kontynu-ował.- Moim zdaniem nasze interesy są obecnie zupełnie ró\ne, o czym od kilku lat staramsię przekonać Unię.Europa była i jest zbyt wielka, \eby pełnić rolę podrzędnego satelity Sta-nów Zjednoczonych.Sir Arnold stłumił chichot.- Powiedz to Francji, Rolandzie.Parowe katapulty i liny przechwytujące tego wspania-łego lotniskowca, tego futurystycznego okrętu, na pokładzie którego gościmy, pochodzą zAmeryki, poniewa\ nikt inny nie jest w stanie ich wyprodukować.Samoloty systemu wcze-snego ostrzegania, które nad nami latają, te\ pochodzą ze Stanów.Nie sądzisz, \e todrobna przeszkoda?Włoski generał Ruggiero Inzaghi uwa\nie się przysłuchiwał.Miał du\e, czarne, twardejak krzemień oczy i szerokie zacięte usta.Dotychczas patrzył na La Porte'a, teraz przeniósłwzrok na Anglika.- Moim zdaniem generał La Porte ma rację - powiedział.- Amerykanie często zbywająnas i nasze najpilniejsze i mniej pilne potrzeby, zwłaszcza gdy nie pokrywają się z tym, czegochcą.Generał Valentin Gonzales pokiwał palcem.- Ruggie, czy\byś miał na myśli wasze albańskie kłopoty sprzed kilku lat? Jeśli dobrzepamiętam, nie tylko Stany Zjednoczone nie interesowały się tak mało istotnym problemem.Europa była równie obojętna jak one.- Dysponując w pełni zintegrowaną europejską armią, wspieralibyśmy się wzajemnie87we wszystkich sprawach.- Podobnie jak Stany Zjednoczone, które niegdyś rywalizowały ze sobą do tego stop-nia, \e rozpętały okrutną wojnę domową- wtrącił generał La Porte.- Wcią\ się w niektórychkwestiach nie zgadzają, ale w sprawach naprawdę wa\nych zawsze mówią jednym głosem.Zauwa\cie, panowie, \e europejska gospodarka jest o jedną trzecią bogatsza ni\gospodarka USA, \e większość naszych obywateli korzysta z lepszej opieki medycznej i so-cjalnej ni\ Amerykanie.Jest nas więcej, jesteśmy bogatsi.Mimo to nie potrafimy przeprowa-dzić praktycznie \adnej operacji militarnej bez ich pomocy, czego bolesnym przykładem byłanasza niemo\ność skutecznego działania podczas kryzysu bałkańskiego.Po razkolejny musieliśmy pojechać do Waszyngtonu z kapeluszem w ręku.To zbyt poni\ające.Czymamy po wsze czasy pozostać ubogim kuzynem kraju, który zawdzięcza nam swoje istnie-nie?Jedynym wojskowym, który dotąd nie zabrał głosu, woląc patrzeć i słuchać, był generałBundeswehry Otto Bittrich.Na jego pociągłej, wychudzonej twarzy jak zwykle gościł wyrazgłębokiego zamyślenia.Włosy miał ju\ prawie siwe, lecz cerę rumianą i młodzieńczą.Od-chrząknął i z iście pruską surowością w głosie powiedział:- Kosowo jest miejscem, w którym na przestrzeni ostatnich kilkuset lat \ycie straciłymiliony Europejczyków.- Powiódł wokoło wzrokiem.- To rejon bardzo niespokojny, rejonzagra\ający naszym interesom.Bałkany to beczka prochu, wszyscy o tym wiedzą.Mimo to,kiedy trzeba było zapanować nad sytuacją i doprowadzić Europę do stabilizacji, nie kto innyjak właśnie Amerykanie musieli dostarczyć do Kosowa osiemdziesiąt pięć procent broni,sprzętu i wyposa\enia.- Zirytowany Niemiec podniósł głos.- Tak, państwa członkowskieUnii dysponują dwoma milionami \ołnierzy, w pełni operacyjnymi siłami powietrznymi iznakomitą, gotową do walki flotą, ale có\ z tego? śołnierze ci stacjonują w domu, patrolującprzestrzeń między swoimi palcami u nóg! Są bezu\yteczni! Ja, moglibyśmy cofnąć się w cza-sie i ponownie wziąć udział w drugiej wojnie światowej.Moglibyśmy nawet zniszczyć kilkamiast bombami atomowymi.Ale w wojnie nowoczesnej? W wojnie nowoczesnej, jak słuszniezauwa\ył generał La Porte, bez Amerykanów nie jesteśmy w stanie przetransportować aniwojsk, ani sprzętu.Nie jesteśmy w stanie w takiej wojnie walczyć! Nie dysponujemy zaple-czem planistyczno-logistycznym.Nie dysponujemy odpowiednimi strukturami dowódczymi.Jeśli zaś chodzi o sprzęt elektroniczny, o samą strategię działania, w porównaniu z Ameryka-nami \yjemy w epoce plejstocenu! Mnie wprawia to wszystko w za\enowanie.A was, pano-wie? Sir Arnold nie ustępował.- A czy potrafilibyśmy w takiej armii się dogadać? - rzucił lekko i obojętnie.- Czy po-trafilibyśmy wspólnie planować? Czy potrafilibyśmy zunifikować nasze systemy łącznościo-we? Spójrzmy prawdzie w oczy, przyjaciele: nie tylko interesy Amerykanów ró\nią się od naszych.My te\ się ze sobą nie zgadzamy, zwłaszcza w polityce.A bez wspólnej, zwartej i kon-sekwentnej polityki \adne siły zbrojne nie powstaną.Wyraznie poirytowany generał Inzaghi usiadł prosto i sztywno.- Co do dogadywania się, sir Arnoldzie; mo\e nasi politycy mają z tym trudności, alezapewniam pana, \e \ołnierze radzą sobie znakomicie.Siły szybkiego reagowania stacjonująju\ pod Mostarem w Bośni.Dywizja Salamandra, siedem tysięcy Włochów, Francuzów,Niemców i Hiszpanów.Dowodzi nimi rodak generała La Porte'a, generał Robert Meille.- Nie zapominajmy te\ o Korpusie Europejskim - dodał generał Gonzales.- Pięćdzie-siąt tysięcy Hiszpanów, Niemców, Belgów i Francuzów.- Obecnie pod dowództwem Bundeswehry wtrącił z satysfakcją generał Bittrich.- Tak, to prawda.- Inzaghi kiwnął głową
[ Pobierz całość w formacie PDF ]