X


[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Ostatnio kiedy Antal zamykał za sobą bramę, ogarniało go nie dające sięokreślić uczucie błogości i nadziei.Cieszył się, że kupił ten dom.Czuł sięswobodny wśród starych ścian.Już nie bolało go odejście Wincentego,którego postać pozostała dziwnie żywa wśród krzewów róż.Osobowość iłagodny humor zmarłego wycisnęły jakieś piętno na tych ceglanych murachspowitych bluszczem.Gdy Antal się tutaj sprowadził, świeży tynk i zdrowyzapach malowanych ścian niepokoiły go wspomnieniami, chociaż dombardzo się zmienił od czasów, kiedy tu mieszkał z Izą.Stare mebleprzerobiono na nowe lekkie stoliki i wygodne fotele.Mieszkanie odmłodniało iw miejsce miłej staroświeckości, która cechowała dom Sz�csów, powstałonowoczesne wnętrze. Uparcie powracająca zjawa Izy prześladowała go bardziej niż wspomnienieo zmarłym i Staruszce, która odeszła stąd pełna nadziei, kurczowo trzymającsię spódnicy córki.Początkowo żałował, że za pieniądze zaoszczędzone ztakim trudem nie kupił własnościowego mieszkania w nowej dzielnicyBalzsam�rok, z którym nie łączyłyby go żadne wspomnienia i które byłobydużo bliżej kliniki niż ten dom.Wałęsał się po nowo urządzonym mieszkaniu,nie mogąc sobie znalezć miejsca.Opanowywało go dziwne uczucie, kiedyprzyglądał się meblom, które zatraciły już swój dawny charakter.Izasprzedała mu je za bezcen.Przerobione, stopiły się z nowym wnętrzem, apółki z książkami pokryły ściany.Wiele tygodni minęło, zanim przyzwyczaiłsię do swego domu i przestał się wahać, kiedy miał otworzyć jedną ześciennych szaf.Oto szuflada, gdzie Iza niegdyś trzymała ich wspólną bieliznę.Iza w pewnym okresie była mu zbyt bliska, aby mógł ją tak szybko wykreślićz pamięci.Przebudowa, roboty stolarskie i tapicerskie przeciągnęły się aż do połowylata, chociaż wszyscy robotnicy byli kiedyś jego pacjentami i pracowalisolidnie.Mógł się wprowadzić dopiero pod koniec czerwca, a kiedy nastałsierpień, również Iza powoli stopiła się z przeszłością.W końcu nie pozostałojuż nic poza zacierającym się wspomnieniem miłego, ciekawego wejrzeniaStaruszki, jej zgrabnych, wiecznie zajętych rąk, małych, mądrych oczuWincentego i jego zniszczonych skórzanych czapek.Iza nie pozostawiła wjego pamięci pogodnego obrazu.Była ponurym wspomnieniem, kiedyzdarzało mu się o niej pomyśleć.Od czasu do czasu niektóre z jej powiedzeńpowracały jak echo przeszłości.Potem Iza przestała istnieć, tak jak wiele innych rzeczy i spraw.Kapitan sapiąc podreptał za nim po schodach prowadzących domieszkania.Pocztę nadal otrzymywał Antal w klinice.Tutaj przychodziłytylko kartki od drobnych rzemieślników, oferujących swoje usługi.Dziś niebyło nic.Antal był zmęczony.Miał za sobą trudny dzień.Bawiła go myśl,jakie żarty stroi sobie z niego jego własny system nerwowy.Gdyby Lidia niemiała dziś nocnego dyżuru w klinice, wcale nie czułby się zmęczony.Wałęsałby się z nią po ulicach albo siedzieliby jak zwykle w leśnympawilonie.Kiedy oboje byli wolni, spędzali razem wieczory i noce niemal doświtu.Ale dziś Lidia była zajęta.Kiedy nocą w klinice nie było ciężkich przypadków, wymagającychobecności lekarzy, ani nie trzeba było pisać artykułu do miejscowej gazety,no i przede wszystkim kiedy Lidii nie było przy nim  Antal kładł się spać.Wykąpał się i przebrał.Na najwyższej półce ściennej szafy stały różnepudełka.Zawartość ich bawiła go, ile razy otwierał szafę.Stare rupiecieStaruszki, jakieś rzeczy Wincentego, jego zbiór znaczków pocztowych,okulary.Powinien był to wszystko wyrzucić, ale jakoś przykro mu się było ztym rozstawać.Rzeczy w dziwny sposób zbliżają nieobecnych, a w szafie byłotyle miejsca, że nie przeszkadzały mu.Wszystko tam można było pomieścić.Na strych wyniósł jedynie bezwartościowe obrazy.Iza zostawiła mu także komplet naczyń kuchennych.Porządnie utrzymane staromodne naczynia,które razem z Gicą poustawiali w kuchennym kredensie.Przez wiele lat Antal nic nie posiadał, więc teraz bawiła go myśl, że jestwłaścicielem nie tylko domu, ale i różnych narzędzi gospodarczych.Było tammnóstwo gratów takich jak polewaczka, pieniek do rąbania drzewa,siekierka.Woreczek na tytoń  własność Wincentego  cudownie pachniałpursiczanem.Antal powiesił go na ścianie w przedpokoju obokskrzyżowanych na gwozdziu fajek.Była tam również wiśniowa laskasędziego.Kiedy się postarzeje, może i on będzie palił cybuch.Ta całagroteskowa mieszanina starego z nowym robiła bardzo miłe wrażenie, tale żekoledzy Antala wchodząc do jego nowego domu cmokali z zachwytu.SanyiV�ri załamywał ręce z żalu, że tak nieopatrznie kupił garsonierę na piątympiętrze w domu czynszowym.Za tą samą cenę Antal nabył cały dom razem ztymi wszystkimi rzeczami.Naprawdę było tu uroczo, przytulnie.Kapitan zaczął się upominać o jedzenie, więc nakarmił go w kuchni, wtym samym miejscu,, gdzie niegdyś karmiła go Staruszka.Antal równieżzjadł kolację.Z przyjemnością chrupał chleb zostawiony mu przez Kolmana ipopijał kefirem.Teraz uważał za zupełnie naturalne, że ma na palcupierścionek [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • lo2chrzanow.htw.pl