[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.- To był jakiś straszny skandal.I mimo, że twójojciec zabił przeciwnika w uczciwej walce, tamta rodzina wytoczyła mu proces o morderstwo.Barfordmiał olbrzymie "wpływy i twój ojciec, chłopcze, zdecydował, że musi uciekać.Był u mnie tuż przed wyjazdem.Prosił, żebym zlikwidował jego sprawyi przesłał pieniądze do paryskiego banku.Prawnik zatrzymał się na moment, ponieważ Richard miał problemy z nadążeniem.Zwłaszcza, że jego laska nie znajdowała właściwego oparcia w żwirze, którym był wysypany podjazd.- Musisz pamiętać, mój drogi, że w grę mogły teżwchodzić inne motywy - dodał po chwili.- Twójdziadek był niezwykle silną osobowością i Julius byćmoże bał się, że zechce mu narzucić swą wolę.Osobiście bardziej dziwi mnie to, że wychował cięw przekonaniu, iż jesteś Anglikiem.Przecież prawiecałe życie spędziłeś za granicą.Richard skinął głową.- To zasługa obojga rodziców.Zawsze chcieli, żebym był patriotą.Nigdy też nie mieszkaliśmy na tyle długo w jednym miejscu, żebym mógł utożsamićsię z jakąś miejscową kulturą.Chociaż w dalszym ciągu kocham Grecję.- kapitan urwał na chwilę.- Jednak, kiedy podrosłem, przenieśliśmy się do Belfastu,żebym mógł chodzić do brytyjskiej szkoły, a potemskończyłem Oksford.Ale ani mama, ani tata nigdynie stanęli na rodzinnej ziemi.Nawet, kiedy było towygodniejsze w czasie podróży.Sam nie wiem, dlaczego, ale sądzę, że kryje się tu jakaś tajemnica.Chelmsford rozłożył ręce.- Historia twojej rodziny kryje niejedną tajemnicę - zakonkludował.- Sam się o tym przekonasz.149Najważniejsze, że twoi rodzice byli szczęśliwi.Miody Davenport rozejrzał się po parku i spróbował wyobrazić sobie, że ojciec biegał tu jako dziecko.Na próżno.Jak wszystkie dzieci widział rodziców tylko w ich dorosłych rolach.Kiedy miał mniej więcej siedem, osiem lat, zrozumiał, że jego rodzina jest inna.Popierwsze, wszyscy byli sobie nad wyraz oddani.Po drugie, nigdy nie mówiło się o żadnych krewnych, tak jakby rodzice całkowicie odcięli się od korzeni.Przystanął i poprosił Chelmsforda, żeby wrócilido zamku.Przez moment przyglądał się kamiennemu budynkowi, zastanawiając się, jakby się czuł jako kolejny hrabia Wargrave.Czy nie ugiąłby się podciężarem obowiązków? Czy potrafiłby poradzić sobie z tyloma podwładnymi?W wojsku nie było z tym najmniejszych problemów, ale miał tam niewielki pododdział i jasno wyznaczone cele.Nie musiał się martwić o to, że byt jego żołnierzy zależy tylko od niego.Chociaż oczywiście byłomu przykro, kiedy dostawali żołd ze znacznym opóznieniem, albo kiedy dowództwo skąpiło grosza na odszkodowania dla rodzin poległych.W końcu dotarli do schodów.- Chodz, chłopcze, przedstawię ci służbę - powiedział stary prawnik.Następne pół godziny spędzili w towarzystwie pełnego godności lokaja Somersa i dawnego zarządcyhrabiego, Haina.Chelmsford przedstawił go oczywiście jako kapitana Daltona, który będzie się zajmował inwentaryzacją majątku na potrzeby kancelarii.Następnie poprosił obu staruszków, aby służyli muwszelką pomocą.Lokaj i zarządca zapewnili go, żechętnie jej użyczą.150- Dobrze, mój chłopcze - Chelmsford znowu zwrócił się do niego.- Muszę teraz omówić z panami paręważnych spraw, a ty możesz rozejrzeć się po zamku.Richard skinął głową.- Z przyjemnością.Gdy tylko wyszedł, stary prawnik wstał i podszedłdo drzwi.Następnie wsłuchał się w odgłosy oddalających się kroków i w końcu zwrócił się do obu starców:- Jeżeli kapitan Dalton wam kogoś przypomina, tobardzo proszę, żebyście zachowali to dla siebie.Somers skinął tylko lekko głową i milczał, jakwcielenie dyskrecji.Bardziej ciekawy Joseph Hainzerknął na Chelmsforda.- Jeśli mnie oczy nie mylą, to jest jeszcze jakaś nadzieja dla Wargrave - rzekł niepewnie.- Tak, ale trzeba uważać, żeby go nie spłoszyć.-Prawnik zrobił efektowną przerwę.- Teraz wszystkow waszych rękach.Musicie odpowiednio zadbać o kapitana Dałtona - położył nacisk na nazwisko.Obaj służący skinęli głowami i w pokoju zapadłaporozumiewawcza cisza.Dom robił znacznie lepsze wrażenie wewnątrz niżna zewnątrz.Pełno w nim było różnego rodzaju zakątków i kryjówek, a poza tym, kiedy się przechodziło przez kolejne sale, znikało wrażenie dysonansu,a pojawiało się uczucie podróży w czasie.W zamku rzeczywiście znajdowała się wielka średniowieczna sala, od której Richard rozpoczął swojeeksploracje.Szczególnie spodobał mu się w niej balkon dla orkiestry, chociaż niezwykle interesujące było też otwarte palenisko, na którym można było piec151całe świnie i barany.Jednak, przede wszystkim, ta sala nadawała się na wielkie bale i przyjęcia.Ruszył dalej.Większość mebli w następnych komnatach pochodziła z epoki elżbietańskiej, chociaż zdarzały się też starsze i nowsze.Jego uwagę przyciągnęłyrzezbione schody, a także wielkie szafy, które stanowiły jakby przejście do innego świata
[ Pobierz całość w formacie PDF ]