[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Powiedzieć mu o zamordowanych chłopcach.Zresztą sami wiecie lepiej, jakprzekonywać ludzi.Nie skomentował ostatniego zdania.- Chcesz z nim porozmawiać, tak?- Koniecznie.O każdej porze dnia, a raczej już nocy.Zciągnijcie go z kochanki.Albo wydobądzciespod ziemi.Wszystko jedno. Marchwicki westchnął.Najwyrazniej miał mnie dosyć.Wąsik kolejny raz spojrzał w lusterko i tymrazem się uśmiechnął.Była głęboka noc, gdy zakończyliśmy z Kuleszą omawiać wszystkie szczegóły.Towarzyszył nam podkomisarz z sumiastym wąsem, który wymógł na mnie swój udział w finale tejsprawy.Przysługa za przysługę.Trudno było odmówić mu racji.Raz jeszcze punkt po punkcieomawialiśmy wszystkie poszlaki.Wykonaliśmy telefon do Darłowa.Ułożyliśmy klocki tak, by stworzona konstrukcja się nie chwiała.Byliśmy jak trzej przyjaciele zboiska.Prawie.Zbliżał się świt, gdy zadzwoniłem do doktora Olewnika.Całą noc musiał czuwać przy telefonie, boodebrał niemal natychmiast.I raczej to ja byłem tym, który miał zaspany głos.- Bardzo przepraszam panie doktorze - zacząłem.- Proszę mi wierzyć, kontaktuję się z panem, bo niemam wyboru.- To raczej ja nie mam wyboru - odpowiedział szorstko.- Tak mi powiedział pański sympatycznykolega.Rozmawiam z panem tylko dlatego, że mamy sytuację wyższej konieczności, zgadza się?Przytaknąłem.- Na początek, doktorze, proszę mi powiedzieć - spojrzałem na leżącą przede mną kartkę - co to jestrapamune?Godzinę pózniej odłożyłem długopis i odetchnąłem z ulgą.Wszystkie elementy wskoczyły na swojemiejsce. 30Dziewiętnastego maja punktualnie o dziesiątej do naszego pokoju wszedł Robert Kruczek.Rozejrzałsię i bez słowa usiadł na krześle, które zwykle zajmował Kulesza.- Dzwoniłem do Darłowa.Nikt nie chciał mi nic powiedzieć.- Popatrzył na mnie ze złością.- Mamy powód, by zachowywać w tej sprawie pewną wstrzemięzliwość -odpowiedziałem.- Prosiliśmy, by nie udzielano żadnych informacji.- Nawet najbliższemu przyjacielowi i wspólnikowi?- Nawet panu.- Dlaczego? - Kruczek rozparł się na krześle.Zdjął z czoła okulary przeciwsłoneczne i zaczął sięnimi bawić.- Tu nie chodzi tylko o śmierć - powiedziałem znacznie ciszej.- Słucham? - Kruczek przechylił głowę.- Tu nie chodzi tylko o jego śmierć - uściśliłem.- Mamy poważne podstawy, by podejrzewać, żepański przyjaciel uprowadził chłopca, który uczestniczył w akademii piłkarskiej w Zakopanem.- To.to niemożliwe.Jurek? Porwanie? Przecież to jakaś pomyłka!- Zachowuje się pan bardzo szlachetnie, ale to niestety prawda.Podejrzewamy też, że Stammpopełniał w przeszłości poważniejsze przestępstwa.Położył okulary na stole i pokręcił głową.- To.to wszystko jakiś absurd.Znam.znałem go od lat.Nigdy w to nie uwierzę.- Problem polega na tym, że Stamm nie żyje.Nie powinienem tego mówić, ale był pan przecież jegoprzyjacielem.On się zabił.Jak Jacek Kos.Swoją drogą, dużo tych samobójstw w waszym otoczeniu,nie sądzi pan? Teraz jednak najważniejszy jest chłopiec.Ten z Rabki.Przeczesujemy rozmaite miejsca.Na razie bez skutku.Może zupełnie przypadkiem Stamm powiedziałpanu coś, co mogłoby nam pomóc.Proszę pomyśleć.- On był w Zakopanem, a ja.- Proszę się zastanowić - nalegałem.- Może chodzić o zupełnie nieznaczącą pana zdaniemwypowiedz.Przypadkiem powiedział coś o jakimś miejscu, wymienił nazwę miejscowości alboulicę. Zacisnął usta i zmrużył oczy.Podczas mistrzostw świata w intensywnym myśleniu zdobyłby medal.Rozległo się pukanie do drzwi i do środka zajrzał mężczyzna z sumiastym wąsem.- Przepraszam, panie komisarzu.Mamy coś nowego.Wziął mnie pod ramię, odciągnął na bok i pokazał kilka zdjęć.- Chodzi jeszcze o to, że pański ojciec.- Mężczyzna popatrzył na mojego rozmówcę i szepnął micoś do ucha.Pokiwałem głową jak ksiądz podczas spowiedzi i coś od-szepnąłem.Gdy drzwi się zamknęły,spojrzałem na Kruczka.- Muszę pana przeprosić - powiedziałem.- Mamy w tej sprawie coś nowego.I bardzo liczę napańską pomoc.Proszę, by był pan z nami w kontakcie.Gdyby.- Zrobię, co będę mógł - przerwał mi.- Chociaż wątpię, czy mogę okazać się pomocny.Pięć minut pózniej siedziałem w samochodzie.Podążaliśmy za niebieskim subaru.- Obiekt kieruje się na południowy zachód - powiedział mój kierowca przez radio.Zledzenie samochodu to robota, która mnie przerasta [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • lo2chrzanow.htw.pl