[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Zadobrze cię znam.Mam nadzieję, że zostaniemy zwykłym państwem Havilland, mieszkającym w domu najwyżej trochę lep-szym od tego.Tak zwana reputacja liczy się w towarzystwie, odktórego będziemy trzymać się z daleka.Nigdy zresztą nie lubiłam salonów, w przeciwieństwie do mojej matki.Zbyt wieleczasu spędziłam, ukrywając się w gotowalniach, aby nikt niewidział, że żaden z chłopaków obecnych na balu nie chce mniepoprosić do tańca, choć mam odziedziczyć fortunę.Na zawszeobrzydł mi ten tak zwany wielki świat.Gis już kiedyś mówił jej, że po studiach ma zamiar żyć zupełnie inaczej, niż przyjęte to było w sferze, z której się wywodził.Czuł się przynależny do innego, powojennego i nowoczesnego świata, gdzie ludzie pracowali, nie mając czasu na brylowanie w towarzystwie.Nie podjął tylko jeszcze decyzji, co zrobi z ogromną fortuną, która przypadnie mu w udziale.- Jeżeli wyjdziesz za mnie, przestaniesz narzekać na brakpartnera do tańca - stwierdził z uroczym praktycyzmem.- Mówiąc jednak poważnie, doskonale rozumiem, o co ci chodzi.Pragnę czegoś dokonać w życiu, a pokochałem ciebie równieżdlatego, że na pewno nie będziesz mi w tym przeszkadzać, leczwręcz przeciwnie, będzie mnie wspierać w każdym momencie.- Oczywiście! - potwierdziła z radością.- I zgadzasz się zemną co do matki i Hektora?- Owszem, jeśli tylko naprawdę zdasz sobie sprawę, że zatajenie prawdy może zaszkodzić twojej pozycji.Nie chodzi tylko o opinię innych ludzi.Pamiętaj, że masz rodzinę, licznychkuzynów i krewnych, a twój ojciec jest wykładowcą na najbardziej szacownej uczelni w Anglii.Wielu ludzi na pewno nazbytłatwo cię potępi.Tym razem Thea impulsywnie chwyciła jego dłoń i wycisnęła na niej pocałunek.- Mam ciebie, Gis, i tylko to się liczy.Nikt nigdy nie dbał221o mnie tak jak ty i tak cudownie mnie nie rozumiał.Wczoraj,choć równie mocno pragnęłam tego samego, wyrzekłeś się własnej przyjemności, mając na uwadze moje dobro, i zawsze będęci za to wdzięczna.Zawsze! - Przy ostatnim słowie jej głos załamał się i nagle wtulili się w siebie, przeżywając cudownąchwilę wzniosłego, duchowego szczęścia.Towarzystwo uważało, że Londyn we wrześniu pustoszejei staje się nieciekawy, toteż należy wrócić na wieś, co było jednak oczywistą przesadą, prawie wszyscy bowiem i tak wciążjezdzili do miasta w interesach, gdyż najważniejsza część ichżycia toczyła się w londyńskich klubach, a nie w okazałych rezydencjach, otoczonych hektarami wystrzyżonych trawników.Gis wyjechał z Barton Dene o świcie, aby rano znalezć sięw stolicy.Szybko załatwił formalności, związane ze specjalnympozwoleniem na ślub, i po kilku godzinach miał się zgłosić, byodebrać dokumenty.W tej sytuacji postanowił udać się na obiaddo Wanderers", ekskluzywnego klubu, do którego należał, mającego swoją siedzibę przy sławnej Pall Mall.Uznał, że będziekorzystnie, jeżeli pokaże się ludziom, gdyż na pewno zaczęłyrozchodzić się już plotki związane z jego nieobecnością.Wolał,by jego osoby nie łączono ze zniknięciem Thei.Kiedy w Barton Dene po wczesnym śniadaniu szykował siędo wyjścia, narzeczona nie chciała go puścić.Na chwilę przylgnęła do niego, a potem opornie rozluzniła uścisk, wyrazniepoddając się nakazom rozsądku.- Ależ ze mnie dzieciak, Gis.Przecież wiadomo, że imwcześniej wyjedziesz, tym szybciej wrócisz, a potem będziemymogli być razem, już oficjalnie, i nie będę musiała ukrywać sięza zamkniętymi drzwiami.Bo jeśli dalej tak pożyję, zmienię się222w jedną z tych bladych podziemnych ryb z Persji, o którychopowiadał mi ojciec, wyglądających jak duchy, bo nigdy nie widziały słońca.Gis roześmiał się i pocałował Theę na pożegnanie.ProfesorDunstan, cytowany w podobny sposób, stale był obecny w ichrozmowach.Dbałość o erudycję córki okazała się zbawienna dlaich związku, należało tylko żałować, że tatuś równie skutecznienie zatroszczył się o dobro i bezpieczeństwo swojej jedynaczki,jak również o jej oficjalne wykształcenie.Thea patrzyła z okna, jak Gis odjeżdża.Dostała stanowcze polecenie, by nie wystawiała się na widok i nie odbierała telefonu aninie otwierała drzwi, jednak szczęśliwie przez cały długi dzień niktjej nie niepokoił.Większość czasu spędziła w sypialni, czytającksiążkę i kartkując stare kalendarze, które podarowała Gisowi ochmistrzyni z Payne's Court w nadziei, że pomogą mu w prowadzeniu domu.Thea przewertowała je z zainteresowaniem, mając nadzieję, że praktyczne rady uczynią z niej dobrą gospodynią, zwłaszcza w przypadku, gdyby Gis postanowił rozdać fortunę na celecharytatywne i utrzymywać rodzinę z pensji.Musiał mieć podobne myśli, gdyż kiedyś, nanosząc poprawki na projekt, oznajmił Thei:- Powiedzmy, że moje plany okażą się dobre, ale nikt niebędzie chciał ich wdrażać, to co wtedy?Przez długą chwilę rozmyślała, jak odpowiedzieć na jego pytanie.Aagodne światło lampy tworzyło złocistą aureolę wokółjej kasztanowych loków.- W takim razie będziesz musiał sięgnąć do rodowego majątku i sam je sfinansować - powiedziała wreszcie.- Rozważałem taką możliwość - przyznał - i uważam ją zapoważny argument przeciwko rezygnacji z fortuny.Podoba mi223się twój sposób myślenia, bo świadczy, że zależy ci na moichbadaniach, a nie na trwonieniu pieniędzy na bale i suknie, cozwykle czynią małżonki.I chwała Bogu! - uśmiechnął się.Thea w obronie honoru swojej płci natychmiast ostro zaprzeczyła i dopiero czułe uściski zakończyły tę na poły żartobliwą,a na poły poważną sprzeczkę.Teraz, kiedy podjęli już decyzjęo małżeństwie oraz postanowili, że przedwcześnie nie ulegnąerotycznej pokusie, tym częściej cieszyli się swoją bliskością,zgodnie powściągając zbyt silne zapały.Gis myślał o Thei, gdy szedł do Wanderers" i witał sięw drzwiach ze starym Bensonem.Wręczył mu płaszcz i kapelusz, po czym ruszył przez hol do salonu.Zaledwie poczuł znajomą atmosferę, miał wrażenie, jakby w ogóle stąd nie wychodził, a przecież w klubie bywał dość rzadko.Nagle, stojąc u stóprzezbionych, obitych ciemną boazerią schodów ozdobionychportretem Stanleya, zobaczył Hektora Dashwooda i natychmiastcała radość odpłynęła mu z serca.Była to ostatnia osoba, którąmiał ochotę spotkać.Hektorem targały podobne uczucia.Poranny telefon od Sophie Moreton ostatecznie rozwiał jego nadziejęna zdobycie pieniędzy za pomocą szantażu.Telefon do lady Edith do reszty zepsuł mu humor.Podła dziewucha nadal nie dawała znaku życia, a jej mamuśka podzieliłasię z nim podejrzeniami, że Thea jest pewnie z Gisem Havillandem.Cholerny drań! Hektor był więcej niż pewny, że to Gisdoradził swojej siostrze, jak ma postąpić, by obronić się przedszantażystą, oraz że osobiście wykradł jej listy
[ Pobierz całość w formacie PDF ]