[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Megan się uśmiechnęła.-Dobra, wal.Miller patrzył na nią przez ułamek sekundy, potem znów wbił zwrok w podłogę.-Yankees jako pierwsi cztery razy z rzędu wygrali Mistrzostwa Zwiata.Czemu takpachniesz?- zapytał.Megan parsknęła śmieciłem.Miller zerknął na nią niepewnie, potem sam się roześmiał.-To znaczy jak? - zdziwiła się Megan.-Jak pla\a - odparł Miller.- Pachniesz jak moja mama na pla\y.-Kokos - odparła.- U\ywam szamponu kokosowego.To niesamowite, \e wyczułeś.Miller uśmiechnął się i pokiwał głową.-Niezle.Spróbuj jeszcze raz - zachęciła Megan.-Derek Jeter był pierwszym kapitanem Yankees od czasów Trumaua Munsona - powiedziałMiller.- Zostaniesz z nami ju\ na zawsze?Tym razem Miller patrzył jej prosto w oczy przez kilka dobrych sekund.-Nie - odpowiedziała Megan.- Mam nadzieję, \e w tym roku i mo\e jeszcze w następnym.Przeszkadza ci, \e z wami mieszkam?Miller wzruszył ramionami i wgapił się w telewizor, w którym skończyła się przerwa nareklamy.-Nie ma sprawy - mruknął z uśmiechem.- Mecz się znów zaczyna.Megan nigdy się nie uwa\ała za osobę o skłonnościach do paranoi, ale wchodząc do szkoły wponiedziałek rano, mogłaby przysiąc, \e ró\ne grupki dziewczyn śledzą ją wzrokiem.Jaktylko się obracała, \eby na nie spojrzeć, głowy trzymały blisko siebie i zawzięcie szeptały.Podeszła do szafki i szybko sprawdziła, czy przypadkiem nie wło\yła bojówek na lewąstronę.Nic z tego, wszystko normalnie.Mo\e od mieszkania z chłopakami McGowanówpopadała w nerwicę lękową.Lekko jej ul\yło, kiedy zobaczyła Pearl i Rię kilka szafek dalej.-Cześć, dziewczyny - zawołała - Jak wam minęła reszta weekendu?Pearl zarumieniła się i przykucnęła, \eby wło\yć ksią\ki do torby.- Niezle - powiedziała. -A ciekawe, jak tobie minął weekend - odezwała się Ria, obiema dłońmi chwytając za pasektorby.Coś w tonie tej wypowiedzi sprawiło, \e Megan włosy stanęły dęba.A mo\e po prostudlatego, \e banda uczniów spojrzała na nią niechętnie, przechodząc korytarzem.-Okay.O co chodzi? - spytała Megan.- Zrobiłam coś nie tak?-Sama mi to powiedz.- Ria popatrzyła na Megan wyczekująco.-Musimy lecieć.- Pearl pociągnęła Rię ze rękaw swetra.- Mamy pracę domową doprzejrzenia, prawda?-Taa.Na razie - rzuciła Ria lekcewa\ąco.Z twarzą płonącą rumieńcem Megan odwróciła się do swojej szafki i zaczęła wprowadzaćcyfry szyfru.-Cześć.Aimee podeszła i ze zmęczoną miną oparła się o ścianę.Przeciągle westchnęła i wbiłaoczy w ziemię.-Cześć - odparła Megan, wyjmując podręcznik do historii.- Mogę cię o coś zapytać?-Jasne - mruknęła Aimee.-Czy mi się tylko wydaje, czy ludzie dzisiaj są dziwni? - spytała Megan.-Taa, no właśnie.- Aimee westchnęła.- Chyba się rozeszło, \e ty i Evan jakoś się zbli\yliściedo siebie w piątek i przez ciebie Evan i Hailey ze sobą zerwali.-Co?!- Megan zamrugała gwałtownie.- A kto im to powiedział?-Nie mam pojęcia - odparła Aimee.- Ale wszyscy o tym gadają.-No i co z tego? Przecie\ to nic ich sprawa, prawda?! - wściekła się Megan.-Słuchaj, Evan i Hailey byli tu jak gwiazdorska para - szepnęła Aimee.- Wszyscy ichpodziwiali.Jeśli uwa\ają, \e on ją z tobą zdradził.-Ale tego nic zrobił! - zawołała Megan z szybko walącym sercem.0 To ona zdradziła jego.Evan i ja nie jesteśmy tu czarnymi charakterami.Aimee wzruszyła ramionami.-No có\, tak.-Aimee, między nami nic nie było.- Megan zaczęła ogarniać lekka desperacja.-Hej, uwierzyłam ci w piątek i wierzę teraz  powiedziała Aimee, kiedy znów sięwyprostowały.- To całą resztą szkoły powinnaś się martwić.-Oni mnie nic nie obchodzą.- Megan zapięła suwak plecaka.- Wa\ne, \e ty znasz prawdę.Aimee się uśmiechnęła.Rzuciła Megan spojrzenie pełne współczucia i zarazem satysfakcji.-No có\, ja wiem, jak było.-I dobrze.- Megan zatrzasnęła drzwi szafki. -Tyle \e.Hailey to osoba, w której lepiej nie mieć wroga - powiedziała Aimee, kiedy ruszyłykorytarzem.- Naprawdę.-Cześć, Miller - zawołała Megan.Dziesiątki uczniów mijały ją w drodze do stołówki.Wszyscy musieli obchodzić łukiem Millera, który nagle zatrzymał się w samym wejściu. Yankees dziś nie grają, prawda?-Tak, są w trasie- powiedział Miller.-No to mo\e zjemy lunch w środku - zaproponowała Megan.- I tak zanosi się na deszcz.Megan była pewna, \e on odmówi.Na coś takiego nie był jeszcze gotowy.Ale chłopakzacisnął zęby i pokiwał głową.-1 tak zanosi się na deszcz - powtórzył i ruszył przed siebie, z głową wysoko uniesioną, aminą niemal arogancką.Podszedł do pierwszego z brzegu stolika, odsunął krzesło i usiadł, torbę tuląc na kolanach.Megan ledwie wierzyła własnym oczom.O rany, naprawdę robimy postępy.Postawiła swój plecak na podłodze przy krześle naprzeciwko Millera.-Przynieść ci lunch? - spytała.Ju\ i tak wyglądał, jakby ledwie sobie radził z sytuacją.-Tak, poproszę.- Zerknął niepewnie na Megan.- Hamburger, cola bez lodu, ciastko zkawałkami czekolady.Megan uśmiechnęła się szeroko.-Dla mnie bomba.Zaraz wracam.Nie ruszaj się stąd.Miller spojrzał w lewo, w prawo, jakby sprawdzał, czy nikt przy nim nic usiądzie.Meganbyła całkiem pewna, \e chłopak nie ruszy się stamtąd, chyba \e go ktoś wezmie razem zkrzesłem i odniesie na bok.Pobiegła do kolejki przy bufecie, co chwila oglądając się przezramię i sprawdzając, czy Miller nadal tam siedzi.Kilka dziewczyn z pierwszej klasy, którezazwyczaj siadały przy stole zawładniętym przez Millera, rzuciło na niego okiem i poszłoszukać sobie innego miejsca.Megan postawiła tacę przed Millerem i pozwoliła mu zająć się jedzeniem.Poprzestawiałwszystko tak, jak lubił, a potem spojrzał na swój lunch i westchnął.-Fajnie tu w środku, prawda? - zagadnęła Megan.-Głośno.-Nie tak głośno, jak nastawiasz radio. Miller się uśmiechnął.Powoli zdjął plecak z kolan i postawił go obok krzesła po prawejstronie, tak samo jak Megan po swojej stronie stołu.Ugryzł mały kawałek hamburgera.Pochwili jego nieznaczny uśmiech stał się całkiem szeroki.Megan \uła frytkę, bardzo z siebie zadowolona, kiedy do środka wszedł Evan.I ju\ pozadowoleniu.Szczęki miał mocno zaciśnięte.a oczy zwę\one w szparki.Wyglądał jakczłowiek, który ma do spełnienia misję.Stół Hailey stal w środkowym rzędzie w przedniej części stołówki.Jej przyjaciółki umilkły,kiedy zbli\ył się tam Evan.Wszyscy albo patrzyli na Evana, \eby zobaczyć, co się stanie,albo celowo gapili się we własne jedzenie, \eby udawać brak zainteresowania.Evanzatrzymał się przy krześle Hailey.Nie podniosła na niego wzroku.-Mogę z tobą porozmawiać? - zapytał.-Jasne.- Hailey odło\yła skórkę chleba na tacę, gdzie le\ał ju\ wydłubany z niego mią\sz.-Wal śmiało.-Nie tutaj - powiedział Evan.Hailey popatrzyła na przyjaciółki, a potem oparła dłonie na blacie i wstała z krzesła.Evanodstąpił na bok, \eby mogła poprowadzić na dziedziniec [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • lo2chrzanow.htw.pl