[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Nawet zaosłoną z pleksi-glasu Jerry i jego towarzysze nie mogli schować się przedprysznicem zimnej wody.Mitchell spojrzał na Millunziego i zobaczył, że zdjął marynarskączapkę, tak że jego czarne włosy powiewały niefrasobliwie na wietrze.Natknąwszy się na spojrzenie młodszego kolegi, Millunzi krzyknąłwyzywająco:" Znajdz mi lepszy środek transportu!" Szczerze mówiąc, nie wiem, czy potrafię! - odkrzyknął Mitchell,wyrażając dokładnie to, co czuł.116Owszem, lot z prędkością ponaddzwiekową, z gwałtownymiprzyspieszeniami i zwrotami, był na pewno znakomitym sposobem napotężną dawkę adrenaliny.To jednak, co czuł teraz, było jeszczemocniejsze.W rzeczy samej miał pewnie teraz w żyłach tyle adrenaliny,że zaczęło go lekko mdlić od jej nadmiaru.Gdy wiatr i słona mgłachłostały mu twarz, Jerry ostatecznie pożegnał się z tęsknotą za F-18ESuper Hornet.Jego serce i dusza znalazły sobie nowe bóstwo: Memphis.W ciągu następnej godziny Jerry sycił się swoją nową miłością.Millunzi przepytywał go, co powinien zrobić w rozmaitych sytuacjach, i wskazywał główne punkty orientacyjne, gdy je mijali.Szczególnieinteresująca była Race Rock, chłostana przez fale latarnia na grupie skałprzy najbardziej ku zachodowi wysuniętym cyplu Fishers Island.Latarniaowa znaczyła północny koniec przesmyku znanego jako Race, będącegogranicą pomiędzy Long Island Sound i Błock Island Sound.Ruch był minimalny, natknęli się po drodze jedynie na holownikpchający barkę.Płynął z południa i wyglądało na to, że zmierza wprost doportu w New London.Był w odległości kilku mil i szybko się oddalał -miał kryptonim radiowy Master Two.Ponieważ był widoczny zarównogołym okiem, jak i na ekranach radaru, nie stanowił żadnego problemunawigacyjnego.W końcu Memphis przeszedł pomiędzy Błock Island a cyplem Montaukna Long Island i wypłynął na wody Atlantyku.Gdy wyszli spod ochronyLong Island, ocean stał się wzburzony i okrętem zaczęło lekko kołysać.- Jesteśmy na nawietrznej Long Island, nie osłania więc nas ona przedwiatrem - skomentował Millunzi.- Oznacza to, że w drodze do punktuzanurzenia trochę nas pokołysze.Memphis zmierzał na otwarte wody.Ziemia stała się cienką linią zanimi, która z każdą chwilą coraz bardziej się rozmazywała.Czystyhoryzont był dla Jerry'ego nowością, jak zresztą wszystko inne, choćwidok ten wcale się nie zmieniał.Po kilku minutach młody oficerprzyswoił sobie zwyczaj sprawdzania kompasu, radaru, mapy i obser-wowania przez lornetkę horyzontu.Ale w zasięgu wzroku nie było widaćżadnego ruchu.117" Jak długo jeszcze? - zapytał Millunziego. " Mniej więcej trzy godziny, aż miniemy trzystustopowy szelf.Gdzieśtutaj - Millunzi stuknął palcem w mapę.Gdy Jerry patrzył na instrumenty, dziób uniósł się bardziej niż zwykle izaraz potem opadł w fale.Odruchowo zacisnął palce na krawędzi kiosku izmienił położenie ciała." Na myśliwcu czegoś takiego nie było, prawda? -uśmiechnął sięMillunzi." Prawda - odparł Jerry.- Zazwyczaj przelatywaliśmy wysoko nadturbulencjami.- Owszem, niekiedy szarpało i targało, czułem wtedy.-Jerry doznał nagle wrażenia, że jego żołądek jakby zatrzepotał.Zaskoczony, opanował się i podjął wątek: - Jeżeli trafiało się naturbulencje, było to jak jazda po wyboistej drodze, nie odczuwało siętego płynnego.kołysania.Ostatnie słowo wymówił przez zęby, bo gdy pomyślał o tym, ogarnęłago fala nagłych mdłości.- Jerry, dobrze się czujesz? Zbladłeś jak płótno! - W głosie Millunziego zabrzmiały niepokój i zdziwienie.Jerry przełknął ślinę, usiłując opanować bunt wnętrzności.W tejżechwili Memphis poleciał dziobem w dół.%7łołądek Mitchella wywinął kozłai młody oficer z najwyższym trudem powstrzymał się odnatychmiastowego puszczenia pawia.To było nieprawdopodobne.Przecież na myśliwcu nie takie manewryznosił z dziecinną łatwością.Nie mógł chyba.Poczuł ogarniające go na przemian fale gorąca i zimna.Mdłości nie dałosię już opanować.%7łołądek podjął kolejną próbę pozbycia się zawartości.Jerry wychylił najdalej, jak tylko mógł, za burtę kiosku.Nie była to zresztą świadoma decyzja - starał się po prostu nie zarzygać okrętu.Zaskoczeni Stewart i Millunzi patrzyli na Jerry'ego targanegogwałtownymi torsjami.Mitchell zwymiotował i cofnął się szybko, gdywiatr porwał obrzydliwą strugę i rzucił ją z powrotem, rozbryzgując pocałym kiosku.Przez czysty przypadek nie wybrał strony nawietrznej.Ulżywszy sobie, Jerry przez krótką chwilę żywił nadzieję, że nudnościprzejdą, skoro ma już pusty żołądek.Ale zaraz po pierwszym atakunastąpił drugi.Rebelia jelit trwała118kilka minut, aż w końcu udręczone mięśnie brzucha przestały reagować.Dopiero wtedy Jerry odwrócił się, oparł o krawędz kiosku i wytarł ustachusteczką.Millunzi i Stewart parsknęli śmiechem." Niech pan na niego popatrzy! - wykrztusił mat.- Jest cały zielony!" Przepraszam! - stęknął wciąż chichoczący Millunzi.-To przez twójwyraz twarzy.Jerry był zbyt bliski śmierci, żeby odpowiedzieć [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • lo2chrzanow.htw.pl