[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Twierdzenia sumiennego podróżnika nikt nie kwestionuje.Spór dotyczytylko całej reszty.W 1958 roku profesor Jan Natanson-Leski ogłosił studium Państwo Mieszka Pierwszego.Poglądy autora na przeszłość Małopolski różnią się zasadniczo od wszystkichdotychczasowych i są tym cenniejsze, że odosobnione.Jeśli uczony głosi coś samotnie, totrzeba bardzo uważać, pilnie się przysłuchiwać, bo doświadczenie powiada, że z takichsytuacji rodzą się doniosłe odkrycia.Według profesora Natanson-Leskiego Piastowie - Leszek albo Ziemomysł - po roku 906zajęli nie tylko Lubelszczyznę, Sandomierskie, ziemię czerwieńską oraz przemyską, ale całąMałopolskę wraz z Krakowem.Tworząca się Polska wchłonęła kraj Wiślan.Ale Ibrahim ibn Jakub nie skłamał - w 966 roku Kraków naprawdę należał do Czech.Słynny kościół wawelski, rotunda Feliksa i Adaukta, rzeczywiście upamiętnia czeskiepanowanie, ponieważ wtedy została zbudowana.Czesi - twierdzi profesor - pochwycili Kraków gdzieś między rokiem 955 a 965, to znaczywtedy, gdy Mieszko I zwrócił się w kierunku ujścia Odry i zaczął doznawać tam133niepowodzeń w walce z Wieletami.Pochwycili sam Kraków, który był ważnym osiedlemhandlowym.Bezludne Podhale ich ani nikogo w ogóle wtedy nie obchodziło.Mieszko pozornie pogodził się ze stratą, pojął za żonę Dobrawę.Chodziło mu w tymczasie przede wszystkim o rozerwanie przymierza Czechów z Wieletami.Cel osiągnął, mógłdalej działać w kierunku ujścia Odry.Ten twardy człowiek umiał czekać, sobie samemunakładać hamulce.Ani on, ani jego następcy nie znali samobójczej zasady wszystko albonic.Kraków do Polski powrócił, ale nieco pózniej.Nie wiadomo, kiedy i jak to tylko wiemy napewno, że gdzieś między rokiem 981 a 989.Trzeba jeszcze wspomnieć o ciekawej hipotezie Karola Buczka.Według niego Czesi -widząc beznadziejność poleżenia - sami zwrócili Kraków Polsce.Dla zachowania pozorówmogli to uczynić nadając gród w lenno młodemu synowi Mieszka i Dobrawy, Bolesławowi.Zostawszy księciem przyszły Chrobry nie robił zbytnich ceremonii z pozorami czeskiegozwierzchnictwa nad Wawelem.W każdym bądz razie wczesne dzieje Małopolski były urozmaicone i barwne.Zwłaszczadla tych, co nie zapominają o ludziach, którzy, gdy upadało przed 1500 laty CesarstwoRzymskie, zakładali na lewym brzegu górnej Wisty ośrodki przemysłowe i umielizorganizować życie wokół nich.Wracając do Wiślan - o ile to możliwe, rzuciliśmy okiem na jedno z prapolskich państwplemiennych.Był to stopień polityczny niższy niż państwo w dzisiejszym tego słowaznaczeniu, czyli narodowe.Szczebel niższy, lecz do przebycia konieczny.Potoczne pojęcie państwa plemiennego myli.Bo w gruncie rzeczy wcale nie chodzi o takitwór polityczny, w którym mieszkają członkowie jednego plemienia.Mogło tak bywać wczasach dawniejszych jeszcze.Ale państwo Wiślan w wieku IX, a pewnie i wcześniej,obejmowało terytorium znacznie szersze od właściwej wiślańskiej ojcowizny, która leżymiędzy Bytomiem, Oświęcimiem, Nidą a Dunajcem.Niektórzy historycy nazywają Wiślan poprostu plemieniem krakowskim.Tymczasem stworzone przez nich państwo obejmowałoniektóre obszary śląskie, Trenczyn i część ziem mazowieckich.A więc w tej fazie rozwojowej państwo plemienne oznacza tylko: terytorialnie mniejsze odpózniej utworzonego organizmu narodowego.Niewątpliwie istniało także plemienne państwo Polan, szczuplejsze od przyszłej dziedziny134Mieszków i Bolesławów.Mamy jednak jeśli nie formalne, to na pewno moralne prawo i wewcześniejszej dobie rozwoju uważać je za Polskę.Nie potrzebujemy czekać z nadaniemtytułu, aż Mieszko I zdobędzie Kraków, Szczecin i Wrocław.Bo już i poprzednicy jegorządzili Polską, która, początkowo niewielka, stopniowo jednoczyła plemiona pokrewnePolanom znad Warty.Co się tyczy Wiślan, to dzięki żywotopisarzowi św.Metodego, królowi AlfredowiWielkiemu, Geografowi bawarskiemu (o którym pózniej), Karolowi Potkańskiemu iJózefowi Widajewiczowi wiemy o nich sporo.Jednego tylko niepodobna odgadnąć.Nikt niewie, gdzie była ich stolica.Archeologia spróbowała przyjść historii w sukurs.Ale jesienią 1951 roku najwięksimistrzowie kopania bezradnie rozłożyli ręce (i rozkładają je aż po dzień dzisiejszy).Nie ma!Na tropy księcia Wiślan nie udało się natrafić.Szukano w Wiślicy.Sama nazwa kazała bowiem podejrzewać, że to tam właśnie podążyliposłowie św.Metodego.Podczas mej pierwszej wędrówki po wykopaliskach do Wiślicy nie zajrzałem.W tamtestrony nie tak łatwo było wtedy zajechać.Kolej z Kielc do Buska dopiero się budowała, napodróż autobusem trzeba wiele czasu i szczęścia (by się w ogóle do środka dostać).Zanim codo czego doszło, profesor Włodzimierz Antoniewicz zakończył przewidziane na ów rokprace, które dały dużo wiedzy, ale stolicy księcia Wiślan nad Nidą jednak nie wykryły.Wykopaliska wiślickie obejrzałem dopiero w dziesięć lat pózniej.Opowiem o nich dalej.Zawiódł również i Wawel.Wejście na dziedziniec arkadowy oraz on sam wyglądały niezwykle.Drewniana barierapowstrzymywała ciekawych.Wywieszone na specjalnej tablicy trójjęzyczne komunikatyzawiadamiały o treści znalezisk.Gdzież się podziała idealnie gładka, wyżwirowanapowierzchnia podwórca? Nierówna, łysa, pofałdowana w obłe wzgórki, żółta jak czaszkakościotrupa skała Wawelu nachylała się gdzieś w głąb, w wykop, który zajmował niemalpołowę dziedzińca.Na lewo widać było jakąś kwadratową wnękę, na wprost, pod samymiarkadami, prostopadła ściana odkrywki świeciła różnymi odcieniami brązu i czerwieni.Kolory biegły poziomymi równoległymi pasmami.Ruszyliśmy w wykop we dwóch, razem z doktorem Emilem Hachulskim, tym samym,który wkrótce miał się osiedlić w Nowej Hucie i wyrobić archeologom moralne prawa135obywatelskie w tym mieście.Dziś, po upływie lat dziesięciu, kiedy podwórzec Wawelu znowu jest równy i gładki,trudno mi sobie uprzytomnić, że to ja sam oglądałem jego podziemne tajemnice
[ Pobierz całość w formacie PDF ]