[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Jak na gwiazdę, była mała, albo być może była duża, ale daleko.Jakby ktoś sięjej dokładniej przyjrzał, zauważyłby, że ma kształt dysku.Była także powodemnagłego ożywienia łączności radiowej na całym świecie, ale tego akurat nie byłowidać gołym okiem.Wyglądało na to, że gwiazda czegoś szuka.* * *Gdy dotarli do kamieniołomu, trafili akurat na zakończenie przygotowań dowymarszu następnej ekipy ratunkowej, która miała zamiar szukać poprzedniej,czyli ich.Przyznać należy, że robiono to bez entuzjazmu, ale robiono.Nastroje od razu się poprawiły, ledwie do wszystkich dotarło, że nikt nigdzienie musi wychodzić, a wszyscy wreszcie są bezpieczni.Przez chwilę nawet Grim-ma zapomniała, że wrócili bezpiecznie, ale do generalnie niezbyt bezpiecznegomiejsca.Pasowało to do czegoś, co niedawno czytała.Jeśli dobrze pamiętała, topasującym określeniem było z deszczu pod rynnę.W milczeniu wysłuchała przerywanej przez innych relacji Sacca, opisującej,co się z nimi stało od momentu, w którym strach dodał Dorcasowi skrzydeł, dziękiczemu zeskoczył z ciężarówki.Zdążyli znieść go z szyn tuż przed zderzeniem.Brzmiało to ekscytująco i odważnie.I nieco bez sensu, ale tego Grimma wolałanikomu nie mówić. W sumie nie było to aż takie straszne zakończył Sacco. Owszem,ciężarówka została poważnie uszkodzona, ale pociąg nawet nie zjechał z szyn.A tak w ogóle to umieram z głodu. I uśmiechnął się promiennie.Uśmiech zniknął niczym zachodzące słońce wobec braku reakcji pozostałych.84 Nie mamy jedzenia? spytał na wszelki wypadek. Jakbyś miał chleb, to moglibyśmy zrobić kanapkę ze śniegiem poinfor-mował go najbliżej siedzący słuchacz.Sacco przemyślał propozycję. Króliki oświadczył. Na polu są króliki. Ciemno też jest dodał Dorcas znacząco. Jest przyznał Sacco. Jest też lis zauważyła Nooty. Gdzieś tam jest ponownie przyznał Sacco.Grimmie przyszło do głowy kolejne powiedzenie, toteż je zacytowała: Jak się kto spieszy, to się diabeł cieszy.Pozostali spojrzeli na nią zaskoczeni. Co to jest diabeł ? spytała po chwili milczenia Nooty. Coś przerażającego, żyjącego pod ziemią w strasznie gorącym miejscu odparła Grimma. Albo raczej ktoś. W takiej, dajmy na to, kotłowni? Można tak powiedzieć. A dlaczego on się cieszy, jak się inni spieszą? Pewnie dlatego, że jest złośliwy: w pośpiechu często robi się różne głupo-ty wyjaśniła Grimma. Aha.I znów zapadła cisza.Dorcas odchrząknął.Widać było, że coś go irytuje i to zdecydowanie bardziejniż pozostałych, co już samo w sobie było sporym osiągnięciem, gdyż wszyscybyli mocno poirytowani. No dobrze oznajmił cicho, ale zdecydowanie.Zebrani spojrzeli nań. Lepiej, jak wszyscy ze mną pójdziecie dodał. Wolałbym, żebyścienie musieli, ale lepiej będzie, jak pójdziecie. Dokąd? zainteresowała się Grimma. Do szop po drugiej stronie.Tych przy zboczu. Przecież są zawalone! A poza tym ciągle powtarzałeś, że tam jest niebez-piecznie. Bo jest.Są tam sterty złomu i takie różne w puszkach, których lepiej niedotykać, i takie tam. urwał, nerwowo gładząc brodę ale.tam jest jesz-cze coś.Coś, nad czym pracowałem, w pewnym sensie, znaczy się.Coś mo-jego.Najcudowniejsza rzecz, jaką w życiu widziałem, nawet lepsza od tych żabw kwiatku.I spojrzał wymownie na Grimmę.A potem odkaszlnął nerwowo i dokończył:85 Tam jest dużo miejsca, choć nie ma podłogi.Ale za to jest cała masa kry-jówek.Głośniejsze niż zwykle chrapnięcie człowieka wstrząsnęło pomieszczeniem. Poza tym nie lubię być w jego pobliżu zakończył Dorcas.Spotkało się to z ogólną aprobatą. Tak na marginesie, zastanowiliście się, co z nim zrobić? zainteresowałsię Dorcas. Była propozycja, żeby go utrupić, ale nie wydaje mi się, żeby to był dobrypomysł odparła Grimma. Myślę, że to by mocno zirytowało innych ludzi. W dodatku nie wydaje się najwłaściwszym posunięciem zauważył Do-rcas. Też tak sądzę. Więc.co z nim zrobimy?Grimma ponownie przyjrzała się wielkiej twarzy leżącego.Wszystko w niejbyło wielkie każdy włos czy por skóry.Z drugiej strony, przyszło jej do głowycoś dziwnego gdyby istnieli ludzie mniejsi od nomów, no, powiedzmy, wiel-kości mrówek, to jej własna twarz mogłaby według nich podobnie wyglądać.Jaksię do sprawy podchodziło filozoficznie, to wszystko sprowadzało się jedynie dokwestii wielkości. Zostawimy go zdecydowała ale, zaraz.jest tu jakaś czysta kartkapapieru? Na biurku leży cała masa poinformowała ją Nooty. To ściągnijcie choćby jedną, dobrze? Dorcas, zawsze masz przy sobie cośdo pisania, prawda?Dorcas pogrzebał po kieszeniach i w końcu znalazł kawałek grafitu. Tylko go nie zmarnuj poprosił. Nie wiadomo, czy kiedykolwiek do-stanę drugi.Nooty wróciła po chwili, ciągnąc za sobą pożółkłą kartkę.Na górze gruby-mi czarnymi literami napisano: BLACKBURY SAND AND GRAYEL PLC, podspodem, drobniejszymi: Rachunek.Grimma zastanowiła się, polizała grafit i zaczęła pisać drukowanymi literami
[ Pobierz całość w formacie PDF ]