[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Czuła się zażenowana; zaczęładrżeć w jego ramionach.Wargi wcisnął w jej usta i czekał, aż żona zareaguje w taki sposób, jak torobiła ostatnio, kiedy ją całował.Wiedział, że go pożąda.Już pierwszego popołudnia wyczułprzepełniającą ją namiętność.Musiał jedynie poradzić sobie z wymogami, jakie postawiła.Gdyusłyszał jej słaby, w połowie zduszony oddech podniecenia, ogarnęła go ulga.Będzie dla niego prawdziwą żoną.Bękart z Wyckmere znalazł sobie pannę młodą.I przyszłość.Z początku usta Clare jakby się wahały, ale potem zachwycająco zmiękły pod naciskiem jego warg.Gareth był pewien, że odgadł prawidłowo.Właściwie odczytał kobiecą ciekawość w jej oczach, jakrównież właściwie osądził, co znaczą drżące palce żony.Szczęśliwy los, który pozwolił mu przeżyć wszystkie lata jako łowca wyjętych spod prawa,doprowadził go do nowego życia.Był dziedzicem wyspy.Dzięki temu związkowi małżeńskiemuotrzymał znacznie więcej, niż śmiał marzyć.Clare wydała z siebie cichy dzwięk.Jej palce wbijały się w jego ramiona.Gareth jęknął z rozkoszy.Przez cały dzisiejszy dzień musiał znosić tortury, jakie sprawiało mu na wpół pobudzone ciało.Teraz wpełnej gotowości nie mógł się doczekać tego, co miało nadejść.Nadszedł czas, by zdobyć żonę.Gareth poczuł, jak Clare zadygotała, i mocno się do niego przytuliła.Chęć, żeby się zaśmiać, prawie goprzytłoczyła.Zwalczył ją.Nie była to pora, żeby ulegać żartom.Tym niemniej rozkoszował się chwilą.Nie miał wątpliwości, że całe to głupie gadanie Clare, żeby czekać, aż ich znajomość przerodzi się wprzyjazń, było po prostu nieznośnie głupie.Clare tak samo jak on nie mogła się doczekać, by posmakować przyjemności małżeńskiego łoża.Gareth był rozluzniony i nie posiadał się z radości.Teraz czekała go kolejna walka.Był jednakprzyzwyczajony, by walczyć o to, czego chciał.A z pewnością chciał Clare.Zorientował się, że jej niechęć do Nicholasa z Seabern była szczera.Nadal nie był pewien, co myśleć ojej wcześniejszych miłosnych doświadczeniach.Jednak słodko uchylone, spragnione usta Claremówiły mu, że cokolwiek zaszło pomiędzy nią a Nicholasem, nie pozostawiło w niej urazyMoże to Raymond de Coleville nauczył ją, ile wspólnej przyjemności mogą odnalezć razem mężczyznai kobieta.Gareth nie był mu za to wdzięczny.- Panie mój.- Clare westchnęła, nie łapiąc prawie tchu.Ciepła i miękka dotykała jego piersi.Jej ręcepowoli oplatały szyję męża.- Bez wątpienia nie powinniśmy się jeszcze w ten sposób całować, aleprzysięgam, że nie mogę się powstrzymać.Krew zagotowała się w żyłach Garetha.Ciężkie bicie serca odzywało się jak odległe echo kopyt jegorumaka.Ciało gwałtownie zareagowało na obietnicę Clare, że łagodnie mu się podda.Była to kobieta pełna chęci i gotowości, a nie niewinna panienka, którą należało powoli prowadzić dołóżka.- Możesz być pewna, że nie zamierzam jeszcze przestać cię całować.- Gareth głaskał brzegi jej wargopuszkami palców.Usta Clare zadrżały i rozchyliły się.Jej zaróżowione i błyszczące policzki były ciepłew dotyku, oczy były jak niezgłębione szmaragdy, które kryły tajemnice kobiecej namiętności,czekającej na wyzwolenie.Jeśli to nie Nicholas był tym, który nauczył Clare sztuki miłości - rozmyślał Gareth - tonajprawdopodobniej był to Raymond de Coleville, najbardziej wychwalany przez nią wzorzecrycerskości.Niech piekło pochłonie jego duszę.Który z nich? - zastanawiał się.Czy może miała dwóch kochanków?W tej chwili Gareth chętnie pokazałby każdemu z rywali Wrota Piekieł.Poznawszy Nicholasa, Gareth wywnioskował, że to musi być tajemniczy Raymond de Coleville,którego najbardziej należy się obawiać.Jeszcze jedno wyzwanie dla Diabła z Wyckmere - powiedział sobie.Nigdy nie był tym, który cofałbysię przed wyzwaniem.Pocałował ją mocniej, wiedząc, że nie ma prawa czuć się dotkniętym z tego powodu, że Clare leżała wramionach innego mężczyzny.On sam też przecież nie był czysty.A w dodatku był bękartem.Niezbytwielka nagroda dla damy z jej pozycją.Clare była zdrową, dwudziestotrzyletnią kobietą.Większość swego życia była sama, obarczonaobowiązkami zarządzania majątkiem.Była ponadto bardzo interesującą i bez wątpienia inteligentną kobietą, która nigdy nie zamierzaławychodzić za mąż.Taka kobieta nie sprzeciwiłaby się spróbowaniu zakazanego owocu, jeślinadarzyłaby się ku temu okazja, a zwłaszcza jeśliby spotkała przystojnego młodego rycerza.Gareth wiedział, że jeśli nie przestanie o tym myśleć, doprowadzi się do szaleństwa.Uderzyło go to,że nigdy przedtem nie zaznał męczarni czystej zazdrości.Zazdrość?Zdał sobie z tego sprawę, i to przywróciło go do rzeczywistości.Oderwał usta od warg Clare i ujął jej twarz w dłonie.Gdy patrzyła na niego, w jej błyszczących oczachrysowało się zdziwienie.- Co się stało, to się nie odstanie - wymamrotał Gareth.- Nie rozumiem, mój panie.- Nieważne.Od tej nocy jesteś moja.Jesteś moją żoną, przyszłą matką moich dzieci.Przysięgam, żezapomnisz o Nicholasie i Raymondzie de Coleville oraz wszystkich innych mężczyznach, którzy byliprzede mną.Zmarszczyła brwi, robiąc dziwny wyraz twarzy.- Dlaczego miałabym zapomnieć Nicholasa czy Raymonda? Jeden jest sąsiadem, a drugi byłymprzyjacielem.- Dosyć! Nie mów już więcej o żadnym z nich dzisiejszej nocy.- Gareth zamknął jej usta kolejnympocałunkiem
[ Pobierz całość w formacie PDF ]