[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Rozejrzał się195dookoła.W jaskini nic się nie zmieniło.Wszystko, co słyszał, to delikatny pogłosjego własnych ruchów.Zdał sobie sprawę, że jedyną szansą przeżycia jest dalsze poszukiwanie drogiwyjścia.Wstał.Już miał zejść ze skalnej półki, kiedy z dziury w ścianie doszedłgo jakiś cichy dzwięk.Zajrzał do środka, ale nic tam nie zobaczył.Hałas powtórzył się.Wytężyłsłuch, próbując odgadnąć, co to jest.Jakby cichutki odgłos kroków, ale nie byłpewien.Chciał zawołać.W ostatniej chwili powstrzymał się.Nie miał przecieżpewności, że to jego przyjaciele powrócili i szukają go.Wyobraznia podsunęłamu kilka innych możliwości, z których żadna nie była przyjemna.Zastanawiał się przez chwilę i podjął decyzję.Ktokolwiek czy cokolwiek byłozródłem dzwięku, mogło go wyprowadzić z kopalni na powierzchnię ziemi.Na-wet jeżeli tylko przez pozostawienie śladów, za którymi pójdzie.Z braku innych,bardziej interesujących rozwiązań przecisnął się przez dziurę i wszedł do nowegotunelu.Rozdział 10OcalenieWyszli z kopalni przygnębieni, ze zwieszonymi głowami.Padli na ziemię bez sił.Przez ostatnie kilka godzin po ucieczce Tomasa Pugzmagał się z płaczem.Leżał teraz odrętwiały na mokrej ziemi i wpatrywał się tępow zasnute szarymi obłokami niebo.Kulgan był w najgorszym z nich wszystkichstanie.Zaklęcie, które odrzuciło zjawę, wyczerpało do cna jego energię oraz siłyi przez większość drogi musieli go nieść na plecach.Dało im się to bardzo we zna-ki.Wszyscy, z wyjątkiem Dolgana, który rozpalił ognisko i trzymał straż, zapadliw twardy sen.Puga obudziły jakieś głosy.Otworzył oczy.Była ciemna noc, a na niebie świe-ciły gwiazdy.Powitał go zapach pieczonego mięsa.Kiedy tylko Gardan i pozostalitrzej żołnierze przebudzili się, Dolgan zostawił ich na warcie, a sam złapał w sidłakilka królików.Piekły się teraz nad ogniem.Wszyscy, oprócz Kulgana, który spał,głośno chrapiąc, przebudzili się i wstali.Arutha i Książę zauważyli, że chłopiec budzi się, i młody Książę podszedłdo niego.Nie zważając na śnieg, usiadł na ziemi koło Puga owiniętego w ciepłąkurtę. Jak się czujesz, Pug? spytał Arutha z troską w oczach.Po raz pierwszychłopiec miał okazję zetknąć się z delikatniejszą stroną natury Aruthy.Spróbowałodpowiedzieć, lecz poczuł, jak łzy napływają mu do oczu.Odkąd pamiętał, To-mas był jego najbliższym przyjacielem, a nawet więcej, bratem prawie.Zebrał sięw sobie, aby odpowiedzieć Księciu, ale zamiast słów z piersi dobyło się przejmu-jące łkanie, a z oczu trysnęły strumienie łez.Arutha objął Puga ramieniem i pozwolił chłopcu wypłakać się do woli.Kiedypierwsza fala żałości przeminęła, Pug uspokoił się nieco. Opłakiwanie straty przyjaciela nie przynosi nikomu wstydu.Wiedz, że jai mój ojciec łączymy się z tobą w bólu.Dolgan podszedł do nich i stanął koło Aruthy.197 Ja także, Pug.Dobry i miły był z niego chłopak.Wszyscy boleją razemz tobą, chłopcze.Krasnolud rozważał coś przez chwilę, a potem zaczął rozmawiać z Borricem.Kulgan budził się ze snu jak niedzwiedz po zimie.Ogarnął się pośpiesznie,a widząc Aruthę siedzącego z Pugiem, zapomniał szybko o bolących stawach i do-łączył do nich.Nie byli w stanie pomóc mu słowami, ale Pug czerpał ulgę z ich obecnościi bliskości.Doszedł po chwili do siebie i odsunął się od Aruthy. Dziękuję, Wasza Wysokość powiedział, pociągając nosem. Już milepiej.Podeszli razem do Dolgana, Gardana i Księcia siedzących wokół ognia.Bor-ric kręcił właśnie głową, nie zgadzając się z czymś, co przed chwilą powiedziałKrasnolud. Dziękuję i doceniam twoją odwagę, Dolgan, ale nie mogę na to pozwolić.Dolgan pykał swą nieodłączną fajkę.Przyjazny uśmiech przedarł się przezzarośniętą twarz. A jak Wasza Wysokość chciałby mnie powstrzymać? Chyba nie siłą, co?Borric pokręcił głową. Nie.Oczywiście, że nie, ale iść tam to czyste szaleństwo.Kulgan i Arutha wymienili pytające spojrzenia.Pug, pogrążony w zimnym,odrętwiałym świecie nie zwracał uwagi na to, co się działo dookoła niego.Do-piero co się obudził, ale teraz, kiedy się wypłakał, poczuł ciepłe, miłe znużeniei zachciało mu się znowu spać. Ten szalony Krasnolud chce wrócić do kopalni oznajmił wszystkim Bor-ric.Zanim Kulgan i Arutha zdążyli zaprotestować, Dolgan uciszył ich ręką. Wiem, że szanse są bardzo nikłe, ale jeśli chłopiec zdołał umknąć złemuduchowi, błąka się teraz zagubiony po kopalni.Trzeba wam wiedzieć, że są tamw dole tunele, których nie tknęła nigdy stopa Krasnoludów, nie mówiąc o chłop-cach.Kiedy jestem w kopalni, nigdy nie mam kłopotów z drogą powrotną.Tomasnie został obdarzony naturalnym zmysłem orientacji w terenie.Jeśli tylko zdołamnatrafić na jego ślady, znajdę i jego.Nie chcemy mu przecież odbierać ostatniejszansy ucieczki z kopalni, muszę więc zejść na dół będzie potrzebował bowiemmego przewodnictwa.Jeżeli chłopak żyje, przyprowadzę go do domu.Macie nato słowo Dolgana Tagarsona, wodza wioski Caldara.Wierzcie mi, że gdybymchociaż nie spróbował tego zrobić, nie mógłbym spokojnie spędzać długich zimo-wych wieczorów w wielkiej sali.Słowa Krasnoluda wyrwały Puga z letargu. Czy sądzisz, że możesz go znalezć, Dolgan? Jeżeli ktokolwiek może, to tylko ja, chłopcze.Nachylił się w jego stronę.198 Nie chciałbym, abyś żywił zbyt wielkie nadzieje, Pug.Szanse, że udało musię ujść widmu, są bardzo nikłe.Wyrządziłbym ci wielką szkodę, gdybym twier-dził inaczej. Widząc, jak oczy chłopca napełniają się łzami, dodał pośpiesznie: Ale jeżeli jest jakiś sposób, aby go wydostać, ja go odnajdę, bądz pewien.Pug, szarpany sprzecznymi uczuciami, rozdarty między nieutulonym żalema na nowo zrodzoną nadzieją, pokiwał głową.Pojął dobrze znaczenie przestrogiDolgana, ale nie mógł przecież zrezygnować z drobnej iskierki nadziei i ulgi, jakąprzyniosło postanowienie Krasnoluda.Dolgan podniósł z ziemi swoją tarczę i topór. Kiedy nadejdzie świt, podążajcie rychło szlakiem w dół, przez wzgórzai lasy.Chociaż nie jest to Zielone Serce, jednak dla tak nielicznej grupki jak wa-sza niebezpieczeństw tu aż nadto.Gdybyście się zgubili, zmierzajcie prosto nawschód, aż traficie na drogę do Bordon.Od tamtego miejsca są już tylko trzy dnimarszu.Niech bogowie mają was w swej opiece.Borric skinął głową.Kulgan podszedł do szykującego się do drogi Krasnoluda.Wręczył Dolganowi kapciuch z tytoniem
[ Pobierz całość w formacie PDF ]