[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Pochylił się nisko, wyciągając szyję, \eby nie ruszając przedmiotu, lepiej się mu przyjrzeć.Naśrodku tkwił jeden z najwyrazniejszych śladów papilarnych, jakie Will w \yciu oglądał.Odbity wkrwi odcisk niemal wyskakiwał z gładkiego plastiku.Zdjęcie ukazywało kobietę: miała ciemnewłosy i ciemne oczy.- Jest scyzoryk i prawo jazdy - poinformował podniesionym głosem, \eby Amanda usłyszała.- Ikrwawy odcisk palca na dokumencie.- Mo\esz odczytać nazwisko? - Stała z rękoma na biodrach i sprawiała wra\enie wściekłej. Will poczuł, jak ściska go w gardle.Skupił się na drobnym druku i odcyfrował jakieś J, a mo\e I,zanim litery zaczęły skakać mu przed oczyma i się mieszać.Teraz Amanda miała ju\ prawie pianę na ustach:- Po prostu przynieś tu to cholerstwo.Dokoła niej zgromadziła się grupka policjantów z mocno skonfundowanymi minami.Nawet stojącsześć metrów dalej, Will słyszał, jak sarkają pod nosem o procedurze.Czystość miejscaprzestępstwa była święta.Adwokaci \erowali na takich nieprawidłowościach.Nale\ało wykonaćzdjęcia i pomiary, wyrysować szkice.Procedura dowodowa musiała być przestrzegana, bo inaczejdowód mógł zostać odrzucony przez sąd.- Will?Kropla deszczu spadła mu na kark.Była gorąca, niemal piekąca.Gromadziło się coraz więcejpolicjantów próbujących zobaczyć, co znaleziono.Na pewno się zastanawiają, dlaczego Will nieodczyta nazwiska z dokumentu, dlaczego z miejsca nie ka\e sprawdzić go w bazie danych.Czy takwłaśnie to się skończy?Czy będzie musiał wyjść z tej gęstej kryjówki i oświadczyć grupie obcych, \e czyta, w najlepszymrazie, na poziomie drugoklasisty? Gdyby to się wydało, równie dobrze mógłby iść do domu iwsadzić łeb do piekarnika, poniewa\ w całym mieście nie znalazłby się ani jeden policjant, którychciałby jeszcze z nim pracować. Amanda ruszyła w jego kierunku raz po raz odczepiając spódnicę od kolców i klnąc na czym światstoi.Will poczuł kolejną kroplę deszczu na karku i otarł ją ręką.Popatrzył na rękawiczkę.Na palcachwidniał wyrazny krwawy rozmaz.Pomyślał, \e mo\e skaleczył się o którąś z gałęzi, ale na karkspadła mu jeszcze jedna kropla.Gorąca, wilgotna, lepka.Przyło\ył dłoń do tego miejsca.Narękawiczce pojawiło się więcej krwi.Podniósł głowę i spojrzał prosto w oczy kobiety o ciemnobrązowych włosach i ciemnych oczach.Wisiała głową do dołu jakieś cztery i pół metra nad nim.Kostka nogi utkwiła w plątaninie gałęzi itylko to powstrzymywało ciało od uderzenia o ziemię.Ofiara musiała spaść pod kątem, głową w dół,skręcając kark.Ramiona miała wykręcone, oczy otwarte i wbite w grunt.Jedna z rąk zwisaławyciągnięta w kierunku Willa.Na nadgarstku widać było zaogniony czerwony krąg otartej do\ywego skóry.Usta były otwarte, jeden z siekaczy ułamany.Kolejna kropla skapnęła z palców, tym razem rozpryskując się mu na policzku, tu\ pod okiem.Willzdjął lateksową rękawiczkę i dotknął krwi.Była jeszcze ciepła.Kobieta umarła nie dalej ni\ przed godziną. DZIEC DRUGIROZDZIAA PITYPauline McGhee bez wahania zaparkowała swojego lexusa lx na miejscu dla inwalidów tu\ przedwejściem do supermarketu.Była piąta rano.Wszyscy niepełnosprawni na bank jeszcze smaczniespali.Co jednak wa\niejsze, było o niebo za wcześnie, \eby fundowała sobie jakieś cholerne pieszeprzechadzki.- Chodz, śpiący kocie - powiedziała do syna, delikatnie ciągnąc go za ramię.Felix się poruszył, aleani myślał wstawać.Pogłaskała go po policzku, nie po raz pierwszy nie mogąc przestać się dziwić,\e coś tak doskonałego wyszło z jej niedoskonałego ciała.- No chodz, groszku pachnący -namawiała, łaskocząc go po \ebrach, dopóki nie nakrył się nogami. Wysiadła z samochodu i pomogła wygramolić się Feliksowi.Zanim jednak dotknął stopami ziemi,musieli przećwiczyć starą śpiewkę.- Widzisz, gdzie zaparkowaliśmy? - Skinął głową.- Co robimy, jeśli się zgubimy?- Spotykamy się przy samochodzie.- Stłumił ziewnięcie.- Grzeczny chłopczyk.Przyciągnęła go do siebie, gdy szli do sklepu.Kiedy sama była mała, słyszała, \e jeśli się zgubi,powinna poprosić o pomoc dorosłego, ale teraz nie sposób było przewidzieć, na kogo się trafi.Ochroniarz mógł się okazać pedofilem.Mała starsza pani szurniętą jędzą, która w wolnym czasieszpikuje jabłka ostrzami \yletek.Smutna to rzeczywistość, w której najbezpieczniejszym ratunkiemdla sześcioletniego chłopca jest martwy przedmiot.Sztuczne oświetlenie sklepu dawało za mocno po oczach jak na tę porę dnia, ale Pauline sama byłasobie winna, bo nie kupiła odpowiednio wcześniej babeczek na zajęcia Feliksa [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • lo2chrzanow.htw.pl