[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Wziąć ją tu i teraz, gdyby tylko mogła wyrwać się spośród tego motłochu, który ją otaczał, i poszła z nim.Od tej myśli zakręciło jej się w głowie.Żeby choć raz zlekceważyć wszystkie powinności i po prostu dać się ponieść fali.Wreszcie żyć życiem, do jakiego była stworzona.Po tym wieczorze zawarli pakt.Przede wszystkim sztuka.Razem mieli zrealizować swoje marzenia i dać światu to, za czym zawsze tęsknił, nic nie może stanąć im na drodze.I z pasją, która prawie kosztowała ich życie, zabrali się do dzieła.Początkowo wszystko było wspaniałe.Zbyt piękne, żeby mogło być prawdziwe.Pamiętała, że często myślała właśnie tak, że to było zbyt piękne, by mogło być prawdziwe.Jak gdyby wszystkie jej marzenia z czasów dorastania o tym, jak życie ma wyglądać, nagle się ziściły.59Pisała długie listy do domu i opowiadała o wszystkim, ale nadal nie dostawała odpowiedzi.Przestali chodzić do Klary.Odcięci od świata, poświęcili się swojej twórczości.Dostała małą zaliczkę z wydawnictwa, czasami udawało się jej sprzedać jakiejś redakcji wiersz lub notatkę, co uzupełniało ich skromny budżet domowy.Dzię-ki kontaktom Axela wynajmowali mały domek, dwa pokoje z kuchnią tuż za miastem.Każde miało dla siebie pokój z biurkiem i łóżkiem.Wspólnota dodała im odwagi, a to, co przedtem było samotne i podatne na zranienie, stało się bronią przeciwko przeciętności.Dwoje sprzymierzeńców, którzy dniami siedzieli zamknięci, każde w swoim świecie, lecz nocami jednoczyli się w ogniu namiętności.Znów usiadła przy kuchennym stole i obejrzała swoją fi-liżankę.Kupiła ją Gerda gdzieś w latach pięćdziesiątych.Może mogłaby opowiedzieć wszystko tamtej osobie z gminy, by wykorzystała na pogrzebie.Zawsze to coś.Kiedy po udarze Axela przeprowadziła się do tego mieszkania, a nie zabrała ze sobą wiele.Właściwie nie wiedziała, dlaczego te filiżanki tu przyjechały.Siedziała przy łóżku męża, więc Jan-Erik razem z Louise spakowali większość rzeczy.Może dlatego.Bo przy bliższym przyjrzeniu się były właściwie dosyć brzydkie.Dotknęła obrączki ślubnej.Ściągnęła ją z palca i przyjrzała się wgnieceniu, jakie zostawiła.Była na jej palcu od pięćdziesięciu czterech lat i coraz głębiej wrzynała się w ciało.Na ceremonii byli tylko oni dwoje i pastor, nie było gości.Nawet rodziców Axela.Wiedziała, że potem tego ża-łował, ale ponieważ jej rodzice nie chcieli przyjechać, jego matki i ojca też nie powinno być.Dla wszystkich po równo.Tak wtedy mówił.I żeby zamanifestować swoją jedność, porzucili własne nazwiska i połączyli się w utworzonym wspólnie - Ragnerfeldt.60Nazwisku, które miało nieść ich słowa przez świat.Oboje opublikowali po jednej powieści, najpierw ona, zaraz potem on, a ich nowe nazwisko coraz bardziej zadomawiało się w działach kulturalnych gazet.Ich młodość skłaniała krytyków do rezerwy, lecz w recenzjach znajdowało się coraz więcej pochwał.Z żywym zainteresowaniem uczestniczyli nawzajem w swoich procesach twórczych.Towarzyszyli sobie na zawiłych drogach myśli, robili uwagi, kiedy były potrzebne, i wspierali się zachęcającymi okrzykami, gdy drugie natrafiało na przeszkody.Gdy każde opublikowało kolejną powieść, ich przynależność do świata kultury zosta-ła ugruntowana, lecz wraz z prawem do nazywania się pisarzem wzrastały także oczekiwania.Książki obojga nie sprzedawały się w zbyt wysokich nakładach, a oni byli uzależnieni od zaliczek, które wydawnictwa wypłacały lub nie.Większa presja sprawiła, że pisanie stawało się coraz trudniejsze.O ileż łatwiej było być kimś nieznanym i zaskakiwać niż spełniać rosnące oczekiwania.Oboje dotknął paraliż twórczy.Coraz bardziej koncentrowali się na własnych sprawach i obojętnieli na twórczość drugiego.Mniej słów było zapisanych, kiedy spotykali się wieczorami, a ich połą-czeniu brakowało zaangażowania, gdyż każde z nich w my-ślach przeżywało frustrację z powodu niezrealizowania zamiarów.Ale nawet nasienie wysiane bez zaangażowania przynosi plony.Po roku kupili dom w Naćka i urodził się Jan-Erik.Kontakty z przyjaciółmi z czasów Klary ustały całkowicie, ich nowe mieszczańskie życie budziło raczej niechęć.Zaczęła się nowa era.Miejsce swobodnego tworzenia zajęły nieprzespane noce i zamglone dni.Nowy członek rodziny wymuszał nowe nawyki, które kolidowały z wyma-ganiami wydawnictwa.Tam gdzie przedtem okazywano wyrozumiałość, teraz nagle trzeba było bronić swojego re-wiru.Wymyślone postacie z powieści znienacka wkraczały 61w rzeczywistość i konkurowały z płaczącym dzieckiem, któ-re wymagało nieustannej uwagi.Nie wystarczały im te chwile, kiedy Jan-Erik spał, ani grafik godzin pisania, który w końcu opracowali, żeby uniknąć dyskusji.I jako próba rozwiązania tego problemu w ich życiu pojawiła się Gerda.Żeby sprzątnąć przynajmniej największy brud, ugotować coś do jedzenia i zająć się innymi codziennymi sprawami, które wpędzały ich w sytuację niepozostawiającą miejsca na kreatywność.Gerda Persson.Znów poczuła lekką irytację, że ktoś czegoś od niej oczekuje.Dziwne to zamieszanie, dlatego że umarła [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • lo2chrzanow.htw.pl