[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Miłość, kopulacja, gwałt i prostytucja były w równej mierze integralnymi elementami życia w łagrze,jak ich nieuchronne następstwa - ciąża i macierzyństwo, a obok kopalni, placów budowy, brygadroboczych, izolatorów, baraków mieszkalnych i wagonów bydlęcych w Gułagu były równieższpitalne oddziały porodowe, żłobki, ochronki i specjalne obozy dla karmiących matek.Niewszystkie dzieci, które do nich trafiły, przyszły na świat w łagrze, niektóre "aresztowano" razem zmatkami; normy rządzące tą praktyką zawsze były niejasne.Rozkazy operacyjne z roku 1937,dotyczące aresztowań żon i dzieci "wrogów ludu", jednoznacznie zabraniały więzienia kobietciężarnych i karmiących.Z drugiej strony rozporządzenie z 1940 roku stanowiło, że dzieci mająprzebywać razem z matkami do ukończenia osiemnastego miesiąca życia, "kiedy znika koniecznośćkarmienia ich piersią" - pózniej należy umieszczać je w sierocińcu lub oddawać krewnym.Wpraktyce regularnie aresztowano kobiety ciężarne i z dzieckiem przy piersi.Podczas rutynowegobadania przybyłego do obozu konwoju więzniarek lekarz stwierdził, że u jednej z kobiet zaczynająsię skurcze porodowe; aresztowano ją w siódmym miesiącu ciąży.Natalię Zaporożec wysłanoetapem, kiedy była w ósmym miesiącu ciąży; niewygody podróży koleją i jazdy na telepiących sięplatformach samochodów ciężarowych spowodowały, że przedwcześnie urodziła martwe dziecko.Jewfrosinia Kiersnowska przyjmowała poród w konwojowanym transporcie kolejowym.Zdarzałosię również, że dzieci"aresztowano" razem z rodzicami.Jedna z więzniarek, Ratner, aresztowana w latach dwudziestych,wysłała Dzierżyńskiemu sarkastyczny list z podziękowaniami za "aresztowanie" jej trzyletniego synai umieszczenie go wraz z nią w więzieniu, które nazywała "fabryką aniołków".W czasie dwóchwielkich fal masowych deportacji - kułaków na początku lat trzydziestych oraz wręcz całych"wrogich" narodowości, w czasie wojny światowej i po niej - uwięziono setki tysięcy dzieci.Spowodowany tym wstrząs psychiczny mógł pozostawić ślady na całe życie.Jedna z więzniarek,Polka, pamięta, że razem z nią w celi siedziała kobieta z trzyletnim synem: "Dziecko było dobrzewychowane, subtelne i ciche.Zabawiałyśmy je różnymi historyjkami i bajeczkami, ale chłopakprzerywał je co chwilę pytaniem "Jesteśmy w więzieniu, prawda?"".Jeszcze po wielu latach dzieci deportowanych kułaków pamiętały koszmar podroży wagonamibydlęcymi: "Ludzie odchodzili od zmysłów [.].Nie mam pojęcia, ile dni trwała podróż.W wagoniez głodu umarło siedem osób.Dojechaliśmy do Tomska, gdzie wypuścili nas - kilka rodzin.Wynieśli również z wagonu kilka trupów - dzieci, starców i niedorostków".Mimo wszystko zdarzałysię kobiety, które świadomie -powiedziałabym wręcz cynicznie - zachodziły w obozach w ciążę.Były to zazwyczaj profesjonalnekryminalistki lub więzniarki skazane za drobne przestępstwa - powodowała nimi chęć uzyskanialżejszej pracy i większych racji żywnościowych oraz nadzieja skorzystania z ogłaszanych od czasu doczasu amnestii dla matek z dziećmi.Amnestie na przykład z lat 1945 i 1948 - zazwyczaj nieobejmowały kobiet skazanych za przestępstwa kontrrewolucyjne."Zajście w ciążę ułatwiało życie" -powiedziała mi Ludmiła Chaczatrian, tłumacząc, dlaczego więzniarki tak chętnie sypiały zestrażnikami.Inna kobieta wspomina, że gdy w łagrze zaczęły krążyć pogłoski o mającym jakobynastąpić zwolnieniu kobiet karmiących - mamek - z całym rozmysłem zrobiła sobie dziecko.Nadieżda Joffe, która zaszła w ciążę po widzeniu z mężem, pisze, ze jej współtowarzyszki z"wilgotnego baraku dla karmiących w Magadanie były zupełnie pozbawione instynktumacierzyńskiego i porzucały dzieci najszybciej, jak tylko było można".Nic zatem dziwnego, że częśćkobiet, stwierdziwszy, że zaszły w obozie w ciąże, starały się jej pozbyć.Władze Gułagu zdawałysię mieć do aborcji stosunek ambiwalentny, niekiedy zezwalały na nią, w innych wypadkachprzedłużały wyrok kobietom, które próbowały spędzić płód.Nie jest jasne, jak częste były towypadki, w pamiętnikach i wywiadach byłe więzniarki wspominają o nich stosunkowo rzadko, wzwiązku z czym udało mi się znalezć jedynie dwie takie relacje.Anna Andriejewa mówiła mi o kobietach, "które faszerowały się gwozdziami, po czym zasiadały dopracy przy nożnych maszynach do szycia, co powodowało przeważnie silny krwotok".Inna kobietaopisuje, w jakich warunkach odbywał się zabieg przerwania ciąży w gabinecie obozowego lekarza: Spróbuj sobie wyobrazić.Noc.Ciemno [.].Andriej Andriejewicz usiłuje sprowokowaćporonienie; nie ma żadnych instrumentów lekarskich, posługuje się tylko posmarowanymi jodynąrękami.Jest zdenerwowany, bo nic z tego nie wychodzi.Z bólu tracę oddech, ale nie wydaję z siebienawet jęku, żeby nikt nie podsłuchał.Wkońcu ból staje się tak nieznośny, że nie wytrzymuję i krzyczę: Przestań!Dwa dni nic -potem wszystko ze mnie wyszło - płód, i bardzo dużo krwi.Dlatego nigdy już nie zostałam matką.Zdarzały się jednak kobiety pragnące wydać na świat dziecko.Historia Hanny Wołowicz zdecydowanie zaprzecza temu, co na ogół pisze się o egoizmie idemoralizacji kobiet rodzących w obozach.Aresztowana w 1937 roku Wołowicz czuła się w łagrzeprzerazliwie samotna i z całą świadomością zdecydowała się na dziecko.Jego ojca nie darzyłaspecjalnym uczuciem; córkę, Eleonorę, urodzili w 1942 roku w obozie, w którym nie było żadnychspecjalnych udogodnień dla matek: Były tam trzy kobiety; wydzielono nam niewielkiepomieszczenie w baraku.Pluskwy sypały się z sufitu i ścian jak groch; całymi nocami iskałyśmydzieci.W dzień trzeba było iść do pracy.Zostawiałyśmy dzieci pod opieką jednej ze zwolnionychakurat od pracy staruszek, która po cichu podkradała dzieciom jedzenie [.].Mimo to przez cały rok,noc w noc czuwałam przy kołysce, wyłapywałam z niej pluskwy i modliłam się.Modliłam się, żebyBóg przedłużył moje męczarnie o sto lat, jeśli za tę cenę nie rozdzieli mnie z córką.Modliłam się,żeby nas obie zwolniono, nawet jeśli miałybyśmy żebrać.Modliłam się, żebym mogła wychowywaćją, dopóki nie dorośnie.Ale Bóg nie wysłuchał mojej modlitwy.Córka zaczęła stawiać pierwsze kroki.Ledwie usłyszałamjej pierwsze, cudowne słowo "mama", zapakowano je - ubrane mimo dotkliwego zimna tylko wjakieś łachy - do ciężarówki i przewieziono do "obozu dla matek".A tam mój tłuściutki mały aniołeko złotych lokach szybko zmienił się w blade widmo z niebieskawo ocienionymi oczyma iowrzodzonymi wargami.Wołowicz przydzielono najpierw do brygady drwali, a pózniejskierowano do pracy w tartaku.Co dzień wieczorem przynosiła z niego wiązkę suchego opału któryoddawała opiekunkom żłobka, w zamian za co wolno jej było widywać się z dzieckiem pozaprzewidzianymi regulaminem godzinami. Widziałam pielęgniarki, budzące rano dzieci.Wyganiały je z zimnych łóżek kuksańcami ikopniakami [.].Okładając je pięściami i wyzywając od ostatnich, ściągały z nich koszule nocne imyły w lodowato zimnej wodzie.Dzieci nie miały nawet odwagi płakać.Posapywały tylko jakstaruszki i pohukiwały nisko jak sowy.Ten sowi dzwięk słychać było z łóżek przez cały czas.Dzieci,które powinny już siadać i raczkować, leżały na plecach z podkulonymi nóżkami i to one wydawały zsiebie te dziwne odgłosy.Jedna pielęgniarka miała pod opieką siedemnaścioro dzieci, co oznaczało,że ledwie starcza jej czasu, by je nakarmić i przewinąć
[ Pobierz całość w formacie PDF ]