[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.- Na przykład, gdzie, Tyler? Do domu twoich rodziców? TylerSummer & Polgaraouslandascuśmiechnął się szerokim, zuchwałym uśmiechem.- Nie, mam na myśli miejsce, gdzie będziemy mogli trochę poszaleć.Na przykład cmentarz.Dziewczyny pisnęły.Chłopcy zaczęli się trącać łokciami i na żartyprzepychać.Dziewczyna, z którą przyszedł Tyler, nadal kręciła się na obrzeżachgrupki.- Tyler, to jakieś wariactwo - powiedziała wysokim, cienkim głosem.- Wiesz, co się stało z tamtym włóczęgą.Ja nie idę.- Zwietnie, zostań tutaj.- Tyler wyciągnął kluczyki z kieszeni ipomachał nimi w stronę reszty tłumku.- Kto się nie boi? - zapytał.- Hej, ja w to wchodzę - powiedział Dick.Zawtórował mu chórekchętnych głosów.- Ja też - powiedziała Elena wyzywającym tonem Uśmiechnęła siędo Tylera, a on prawie ją podniósł z ziemi w uścisku.A potem razem z Tylerem prowadzili rozkrzyczaną, rozbrykanągrupkę na parking, gdzie wszyscy powsiadali do samochodów.A jeszczepotem Tyler opuścił dach swojego kabrioletu, a ona wsiadała do środka.Dick i Vickie Bennett: rozsiedli się na tylnym siedzeniu.- Eleno! - zawołał ktoś z daleka, z oświetlonego wejścia do szkoły.- Jedz - powiedziała do Tylera, zdejmując diadem.Silnik samochoduzaczął pomrukiwać.Z parkingu wyjechali z piskiem opon, a Elenie owiałtwarz chłodny, nocny wiatr.Summer & PolgaraouslandascRozdział siódmyBonnie tańczyła na parkiecie, przymykając oczy, pozwalając, żebyporwała ją muzyka.Kiedy je na moment otworzyła, Meredithprzywoływała ją gdzieś z boku gestem ręki.Bonnie wojowniczowysunęła podbródek, ale kiedy gesty stawały się coraz bardziej naglące,spojrzała na Raymonda, przewróciła oczami i posłuchała.Raymond po-szedł za nią.Matt i Ed stali za Meredith.Matt marszczył brwi, a Ed miał zmieszanąminę.- Elena właśnie wyszła - powiedziała Meredith.- To wolny kraj - stwierdziła Bonnie.- Wyszła z Tylerem Smallwoodem - poinformowała ją Meredith.-Matt, jesteś pewien, że nie słyszałeś, dokąd jadą?Pokręcił głową.- Powiedziałbym, że jeśli coś się stanie, to sama tego chciała.Ale wsumie, w pewnym sensie to moja wina - stwierdził ponuro.- Chybapowinniśmy za nią pojechać.- I wyjść z imprezy? - zirytowała się Bonnie.Spojrzała na Meredith,która bezgłośnie szepnęła do niej: Obiecałaś".- W głowie mi się to niemieści - mruknęła buntowniczo.- Nie wiem, jak ją znajdziemy - powiedziała Meredith - ale musimyspróbować.- A pózniej dodała dziwnie niepewnym głosem.- Bonnie,nie wiesz, dokąd ona pojechała?- Co? Nie, oczywiście, że nie.Tańczyłam przecież.Wiesz, właśnieto się robi, kiedy się idzie na imprezę.- Ty i Ray tu zostańcie - zwrócił się Matt do Eda.- Jeśli Elena wróci,powiedzcie, że jej szukamy.- Jeśli mamy jechać, lepiej zróbmy to od razu - wtrąciła cierpkoSummer & PolgaraouslandascBonnie.Odwróciła się i wpadła na faceta w czarnej marynarce.-Przepraszam - rzuciła ostro.Podniosła wzrok i zobaczyła StefanoSalvatore.Nie odezwał się ani słowem, kiedy Bonnie razem z Mattem iMeredith szła do wyjścia, zostawiając za sobą Eda i Raymonda, znieszczęśliwymi minami.Gwiazdy były jakieś odległe.Zwieciły lodowato jasnym światłem natle bezchmurnego nieba.Elena czuła się zupełnie jak one.Jakaś jej częśćsię śmiała i coś wykrzykiwała razem z Dickiem, Vickie i Tylerem,głośno, żeby zagłuszyć świst wiatru.Ale inna część obserwowała towszystko z oddali.Tyler zaparkował gdzieś w połowie wzgórza z ruinami kościoła,zostawiając włączone światła, kiedy wysiedli.Chociaż za nimi spodszkoły wyruszyło jeszcze parę samochodów, wydawało się, że tylko oniostatecznie pojechali na cmentarz.Tyler otworzył bagażnik i wyjął z niego sześciopak piwa.- Tym więcej dla nas.- Podał piwo Elenie, ale ta pokręciła głową,usiłując zignorować nieprzyjemne uczucie w żołądka.Czuła, że zle sięstało, że się tu znalazła.Ale za żadne skarby by się teraz do tego nieprzyznała.Wspięli się po wykładanej kamiennymi płytami ścieżce.Dziewczynysię potykały w butach na wysokich obcasach i opierały na chłopcach.Kiedy doszli na górę, Elena wstrzymała oddech, a Vickie wyrwał sięokrzyk.Coś wielkiego i czerwonego wisiało tuż nad horyzontem.Dopiero pochwili do Eleny dotarło, że to po prostu księżyc.Był wielki i wyglądałrównie nieprawdziwie jak rekwizyt w filmie science fiction.Napęczniałykrąg połyskiwał słabą, nieprzyjemną poświatą.- Zupełnie jak jakaś wielka nadgniła dynia - powiedział Tyler icisnął kamieniem w stronę księżyca.Elena zmusiła się do rzucenia mupromiennego uśmiechu.- Może wejdziemy do środka? - powiedziała Vickie, wskazującpusty otwór po drzwiach kościoła.Dach w większości zapadł się do środka, chociaż dzwonnica nadalbyła nienaruszona, a wieża wznosiła się wysoko nad ich głowami.Stałyjeszcze trzy ściany kościoła, czwarta sięgała kolan.Wszędzie walały sięSummer & Polgaraouslandascstosy gruzu.Tuż obok policzka Eleny rozbłysło jakieś światełko.Obróciła się
[ Pobierz całość w formacie PDF ]