[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Nie chcemy, aby Will długo na nasczekał. Czy naprawdę pojedziemy teraz wozem? Mówiłam chyba przecież, że tak. Złapała Donalda za stopę ipróbowała wsunąć na nią brązowy długi bucik. Prosto do Calhoun.Kiedyjuż przyjedziemy do sądu, musicie być bardzo grzeczni.Mali chłopcy musząsiedzieć cichutko jak myszki pod miotłą w czasie ślubów, rozumiecie? Ale jakich ślubów, mamo? No cóż, mówiłam ci, skarbie, że ja i Will zamierzamy się pobrać. Ale co to znaczy pobrać się ? Pobrać się to znaczy. Zatrzymała się zamyślona, zastanawiając się,czym właściwie będzie to małżeństwo. Ludzie pobierają się ze sobą, kiedydwie osoby mówią, że chcą ze sobą mieszkać przez resztę życia.To właśniezamierzamy zrobić, Will i ja. Och. Nie macie nic przeciwko temu, prawda? Lubię Willa. Donald Wade pokiwał energicznie główką i rozjaśnił sięcały w uśmiechu.149emalutkausoladnacs I Will także cię lubi.I ciebie także, kochanie. Dotknęła Tomcia wnosek. Nic się nie zmieni, kiedy się pobierzemy oprócz tego. chłopcyczekali z oczami utkwionymi w matce oprócz tego, że.wiecie, że czasamipozwalałam wam przyjść do siebie na noc no cóż, od tej pory nie będzie jużmiejsca, ponieważ Will będzie spał ze mną. Naprawdę? Aha. Nie możemy przyjść nawet w czasie burzy, gdy będzie grzmiało ibłyskało? Wyobraziła sobie całą czwórkę obok siebie pod kołdrą ipomyślała, jak Will przystosuje się do wymagań ojcostwa. No może wtedy, gdy będzie grzmiało i błyskało.W tej chwili rozległ się grzmot i Eleonora zmarszczyła brwi, wyglądającprzez okno. Chodzcie.Will może przyjechać w każdej chwili. W roztargnieniudodała: Mój Boże, mam przeczucie, że przemokniemy do suchej nitki, zanimdojedziemy do sądu.Pomogła chłopcom ubrać się w kurteczki i założyła płaszcz.Złapałaczerwone metalowe pudełko z kanapkami stojące na kuchennej szafce, kiedycoś huknęło, tym razem długo i mocno.Odwróciła się, spojrzała w stronędrzwi i podniosła głowę.Czy rzeczywiście był to grzmot? Był zbyt długi, zbytwysoki i coraz bliższy.Podeszła do drzwi właśnie w tej chwili, gdy DonaldWade otworzył je.Zardzewiały Ford Model A wjechał na polankę, Will siedziałza kierownicą. A niech to szepnęła Eleonora. To Will! On ma samochód! Donald wyrwał się, lecąc jak opętany,trzaskając drzwiami i wrzeszcząc: Skąd go masz, Will? Czy pojedziemy nim?Will zatrzymał się przy ścieżce i wysiadł w swoim prostymniewyszukanym stroju ślubnym.Z dłonią opartą o drzwi samochodu niezwracał wcale uwagi na Donalda, lecz na Eleonorę, która wyszła na ganek wjego ulubionej żółtej sukience przykrytej krótkim brązowym płaszczykiem, niezapinającym się już na jej brzuchu.Miała zaczesane do tyłu i upięte w końskiogon włosy, a jej twarz jaśniała radością z powodu niespodzianki. No cóż, nie masz obrączki zawołał ale jest za to wóz, który zabierzecię do ślubu.Chodz.150emalutkausoladnacsZ pudełkiem z kanapkami w jednej ręce i Dzidziusiem na drugiej ręce,zeszła z ganku. Skąd go wziąłeś? spytała, idąc w jego stronę niczym lunatyczka,przyspieszając kroku. Znalazłem na polu.Pracowałem nad nim, zawsze gdy mogłemwygospodarować godzinkę tu czy ówdzie. Uśmiechnął się kącikiem ust. Chcesz powiedzieć, że to jeden z tych starych samochodów na złom? Właściwie to nie jeden. Dotykając z tyłu kapelusza, przechylił go doprzodu, śledząc wzrokiem, jak zbliża się do forda i okrąża go z wyrazempodziwu na twarzy. Mniej więcej osiem lub dziesięć samochodów, kawałekjednego i kawałek drugiego, wszystko powiązane drutem, a jednak myślę, żedojedziemy tam i wrócimy na miejsce cało i bezpiecznie.Obeszła samochód dookoła i uśmiechnęła się, patrząc mu w oczy. Czy jest coś, czego nie umiesz zrobić?Zabrał czerwoną puszkę na kanapki i wręczył Donaldowi, a następniewziął Tomcia z jej rąk. Znam się trochę na silnikach odpowiedział skromnie, chociaż cały byłrozpromieniony.Powiedziała tak niewiele słów, lecz przywróciła mu radość.Wsiadaj. Naprawdę jezdzi? Roześmiała się i wgramoliła się do środka. Oczywiście, że jedzie.I nie musimy się martwić o żaden deszcz.Proszę,wez małego. Podał jej Tomcia, a następnie wsadził Donalda na siedzenie isam wsiadł, schylając się nad kierownicą.Chłopiec opierał się o Willa z całąsiłą.Położył władczo rączkę na jego szerokim ramieniu. Pojedziemy nim do miasta? Tak jest, kemo sabe. Will włączył bieg. Trzymaj się.Gdy odjeżdżali, dzieci chichotały, a Eleonora kurczowo trzymała sięsiedzenia.Zadowolony Will obserwował wyraz ich twarzy kącikiem oka. Ale gdzie kupiłeś benzynę? Mamy tylko tyle, aby dojechać do miasta.Znalazłem trochę wzbiorniku na dworze i odcedziłem rdzę przez szmatę. I sam to wszystko przymocowałeś? Leżą tam całe stosy samochodów, z których można brać części
[ Pobierz całość w formacie PDF ]