[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Najwięcej na sercu leżała mi sprawa bezpieczeństwa i obronności.Chociażby nie było pościgu z Margarity, to przebijanie się przez lądpołudniowoamerykański, opanowany przez Hiszpanów, wymagało sporejprzezorności.Mieliśmy w zapasie osiem zdatnych do użytku strzelb.Bezcenne tobogactwo należało mądrze wykorzystać.Osiem strzelb w pewnych dłoniach, arazem z naszymi jedenaście to w tych warunkach niezwalczona potęga ognia.Trzeba było tylko pobudzić ją do życia, wyćwiczyć ludzi.Zwróciłem się Arnaka: Arnak, zapytaj ich, kto umie obchodzić się z bronią ognistą!Nie wszyscy z początku dobrze zrozumieli pytanie. Kto już strzelał ze strzelby? jaśniej postawiłem sprawę.Zgłosiło siętrzech. Czy potraficie obejść się z bronią? Nabić, wyczyścić, dobrzewycelować? Potrafimy. Potrzeba mi jeszcze pięciu, których nauczę strzelania.Kto się zgadza?Wszyscy się zgłosili.Wszyscy palili się do tej nauki.Posiadanie strzelbybyło marzeniem Indianina.Manauri wybrał czterech, sam był piąty.Ponieważ zależało mi na tym, by bez straty czasu zabrać się do roboty,wypadło zmienić ustalony już poprzednio podział grup, osobliwie grupmyśliwskich.Gdy wszyscy rozbiegli się do swej pracy, ja pozostałem niedalekojaskini z ośmioma uczniami.Podziwiałem zapał tych Indian.Znając beztroską gnuśność niektórychszczepów na północy, nasłuchawszy się do syta o ospałych tubylcach AmerykiPołudniowej, nie mogłem wyjść teraz ze zdumienia na widok skrzętności mychnowych towarzyszy.Otwierał się przede mną jakby odmienny świat ludzki,świtało we mnie jakby nowe zrozumienie.Nie wydało mi się prawdopodobnym, by okropności niewoli, jakie przeżylici ludzie, takich dokonały przemian w ich naturze.Niewola u okrutnychHiszpanów rączej niszczyła wszystko, co w człowieku ludzkie, raczej upadlała.Tunatomiast napotykałem coś innego.Pragnienie wolności oto niezwalczona wludzkim sercu siła! Ci ludzie chcieli być wolni, dlatego ruszali się żywo, ą oczy imbłyszczały.Ujrzeli przed sobą drogę do wolności, mieli widzenie jasnego jutra i toich napełniało zapałem, czyniło z nich nowych, krzepkich ludzi.Jak ongiś, kiedym leżał ranny od jaguarowego pazura i rozmyślał o Arnakui Wagurze, tak i teraz przypomniałem sobie moich rodaków na północy.I znowuwezbrał we mnie gorzki do nich żal.Ileż było tam ludzi zapamiętałych wnienawiści do Indian, i to nie tylko wśród zaciekłych purytanów.O, gdybyż cizaślepieńcy byli na moim miejscu i widzieli Indian Manauriego, uciekających dowolności!W czasie nauki szczególny nacisk kładłem na umiejętność szybkiegonabijania strzelb i celowania tudzież ochrony prochu na panewce od deszczu, apózniej dopiero przystąpiliśmy do samych strzałów.Każdemu pozwoliłem strzelićdwa razy, najpierw przy użyciu nikłej ilości prochu, ażeby strzelca nie przerażaćhukiem, następnie normalnym nabojem.Byli to gorliwi uczniowie i po kilkugodzinach mordęgi coś niecoś pojęli.Trudno by ich nazwać wyrobionymistrzelcami, przecież mając ich stale pod okiem, można im było powierzyć strzelbę. Codziennie sobie poćwiczymy chociażby przez godzinę, ale bezstrzelania.Musimy oszczędzać proch! zapowiedziałem.Ponieważ do zachodu słońca kilka było jeszcze godzin, Manauri wraz zparu ludzmi poszedł do lasu, by naciąć gałęzi i lian do łuków oraz trzcin nastrzały.Bardzom się z tego cieszył, bo przecież łuki pozostały główną broniąnaszej grupy i należało ich mieć jak najwięcej w dobrej jakości.Będąc przez cały dzień bez przerwy w pobliżu jaskini, mniej więcej cogodzinę wchodziłem na szczyt naszej góry lub posyłałem tam każdego,ktokolwiek znalazł się pod ręką.Ale morze błyszczało czyste i przyjazne; naogromnej powierzchni nie było żadnego wrogiego znaku.Skrupulatniezachowywałem wszelkie środki ostrożności poczuwając się do tego obowiązku ijako najdawniejszy wyspy mieszkaniec, i jako prawy człowiek, któremu szczerzezaufały istoty przez los tak smagane.Pod wieczór łowcy zaczęli się schodzić.Zdobycz taszczyli rozmaitą, bobyły i zajączki, i ptaki wszelakie, a poza tym jaszczurki i nawet węże.Jagód iowoców przynieśli kilka koszy, których, niestety, mieliśmy zbyt mało.Zaszczególny przysmak uchodziły czubki pewnych palm, ścięte powyżej drewnianejczęści pnia; i w istocie, po ugotowaniu wspaniale mi smakowały.Rybacy, którzy popłynęli do Pięciu Skał, złowili tam niewiele ryb, kilkazaledwie.Za to mieli podniecającą przygodę z foką czy z podobnym stworem imało brakowało, a przynieśliby moc mięsa.Trafili zwierza oszczepem i już goprawie mieli, jednak w ostatniej chwili się wyrwał.Podczas wieczerzy omawialiśmy plan na następny dzień
[ Pobierz całość w formacie PDF ]