[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Przypomniałami Krystynę.Długo trwało, zanim zdołałem ich oboje wyrzucić z głowy, choć jeśli chodzi oKrystynę, nie do końca mi się to udało.Została gdzieś głęboko ukryta pod warstwą krwi,złota i brudu, wspaniała jak promyk słońca i tak samo jak on zadająca ból.Własne myśli mniezaskakiwały i nie poznawałem sam siebie.Jakby samo istnienie Krystyny ujawniało częścimojej osobowości, z których istnienia nawet nie zdawałem sobie sprawy.Niosło toniebezpieczeństwo, ponieważ w tej bezwzględnej grze mógł przeżyć tylko bezwzględny iobrotny facet bez skrupułów, z dobrym refleksem, taki, jakim byłem dotychczas.Resztę dnia leżałem w łóżku i myślałem o wszystkim, co mi się do tej pory przytrafiło.Wczorajszy atak nic nie wyjaśnił, wręcz przeciwnie - jeszcze bardziej zagmatwał sytuację.Cała sprawa przypominała jeden wielki kłębek, który ma zbyt wiele końców, a za każdyciągnie inny gracz.Po kolei interesowały się mną minimalnie trzy osoby.Zaraz po pierwszymspotkaniu ze wspólnikami Masnera ktoś kazał mnie śledzić, ale kiedy się jego ludziomzgubiłem, nie próbował po raz drugi.Hatovu usiłował mnie zabić, ponieważ myślał, że nienadaję się do tego interesu.A ostatni atak? Dobrze przygotowany i na wielką skalę.Zawdzięczałem szczęściu, że im uciekłem.Szczęściu i zręczności szermierskiej, chociażpewnie i ta by mi nie pomogła, gdyby była jasna noc.Ktoś wynajął Amosa, człowieka, którywiedział, jak wyglądam, i domyślał się, czego może ode mnie oczekiwać.A musiał się z nimskontaktować natychmiast po powrocie Amosa do miasta.Ponadto w Blaszanym Stolespotkałem Kowalskiego.Przypadek? Blaszany Stół wprawdzie wyglądał jak lokal, którymógł sobie wybrać, z drugiej strony Kowalski znał Amosa, a ponadto miał kontakty wmiejskim środowisku żołnierzy.Wyglądało to na zbyt wiele zbiegów okoliczności naraz.***Masner z niezadowoleniem chodził po gabinecie.Na stole miał rozłożone dokumenty, alenie mógł się na nich skoncentrować.Przed południem wstąpił do prokuratury, żebysprawdzić, co się dzieje z jego starszymi sprawami, i przy tej okazji dowiedział się, że strażznalazła rano w mieście pięć trupów.%7łeby zyskać więcej informacji, Masner wykorzystałznajomości z prowadzącym śledztwo oficerem i odwiedził miejską kostnicę.Koniasza naszczęście nie było między trupami, ale jeden z mężczyzn został ugodzony Koniaszowymnożem.Prawnik wiedział, jak wyglądają, ponieważ jego agent już wcześniej w raporciezwrócił uwagę na ich charakterystyczny wygląd.Kolejną przyczyną rozdrażnienia było wczorajsze wieczorne spotkanie z kolegami.Wkażdy wtorek regularnie brali udział w klubie prawnika w małym spotkaniu połączonym zobiadem.Po części uważał to za obowiązek związany z pracą, ponieważ pomagało wutrzymaniu użytecznych kontaktów i w ten sposób dowiadywał się wielu handlowychploteczek.Wczoraj jednak pod uprzejmą konwersacją wyczuł drugie dno.Jeśli nie zawodziłygo wszystkie jego instynkty zawodowe, miało to coś wspólnego z nim samym.Masner zniezadowoleniem potrząsnął głową, zatrzymał się przy stole i napił wody z karafki.Jegowłasny zły humor go dziwił, ponieważ dzień zaczął się dla niego w najlepszy z możliwychsposobów.Rano dostał od swego negocjatora wiadomość, że porozumienie o przejściukarawany przez Księstwo Marmockie jest przygotowane do podpisu.Książę zgodził sięwreszcie z oficjalną umową potwierdzoną podpisem gubernatora Fenidong z jednej strony ijego własnym imieniem z drugiej.Masner wiedział, że takiej umowy książę nie odważy sięzerwać.Przejście przez Hrabstwo Ryżskie również mieli wstępnie obiecane, chociaż hrabiaDevascius wymagał całej zapłaty z góry.Problem stanowiły rozmowy z baronem Grookiem,władcą Wolnego Państwa Voveńskiego.Na łapówki stracili już niezły majątek, a powodzeniecałej sprawy zależne było od słowa człowieka, którego siła polityczna spoczywała w małej,elitarnej, wyćwiczonej armii i który często przemocą pobierał opłaty za przejście przezPrzełęcz Keżską, mimo że zgodnie z porozumieniami nie miał do tego prawa.Masner wróciłdo martwych w kostnicy.Właśnie teraz, kiedy w toku było tyle delikatnych negocjacji,jakikolwiek rozgłos lub zainteresowanie konkurentów mogły bardzo zaszkodzić.Z rozmyślań wyrwało go dyskretne pokasływanie odzwiernego:- Ehm, pan Koniasz, proszę pana.Tobiasz Masner kiwnął na sługę, żeby przyprowadził gościa, usiadł w fotelu i czekał.Natychmiast zauważył, że najemnik wygląda na bardziej zmęczonego niż wtedy, kiedy gowidział ostatnio.Nawet pod opalenizną wydawał się blady.Ubrany był w swoje zwyczajnespodnie z jeleniej skóry i kurtkę z mocnej bawolej, długi płaszcz z pewnością zdjął nakorytarzu.Po marmurowej podłodze poruszał się zupełnie cicho i Masner uświadomił sobie,że nie ma na nogach ciężkich okutych butów, ulubionych przez większość żołnierzy, ale szytena miarę mokasyny.Nową koszulę miał naprędce zszytą z lewej strony i pobrudzonązaschniętą krwią.Od ostatniego spotkania stracił płatek prawego ucha.Kiedy siadał, rozpiętakurtka na chwilę się rozchyliła i Masner zobaczył, że w bandolecie na piersi brakuje jednegonoża.Adwokatowi przeleciał mróz po plecach, ten człowiek wzbudzał strach.Koniasz bez zachęcania złożył raport.Był krótki, ale rzeczowy, a gdy skończył, Masnernie miał żadnych uzupełniających pytań.- Czy może pan wykluczyć lub potwierdzić swoje podejrzenia, że za wyciek informacjiodpowiedzialny jest któryś z moich wspólników? - zapytał.Koniasz uśmiechnął się i pokręcił głową.- Nie mogę
[ Pobierz całość w formacie PDF ]