[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Miał pantofle na cienkiej mikrogumie,które nie sprawiały szelestu.Tak zeszli kilka stopni niżej i Karwa zapuścił się w zupełniecimny piwnicznykorytarz, nie zapalając nawet zapałki.Widocznie orientował się dobrze w rozkładziedrzwi.Szczęsny wyczuł raczej niż dosłyszał, jak tamten przystanął wreszcie, gdzieś wpołowie korytarza.Był tak blisko, że w niesamowitej, jakby grobowej ciszy Szczęsny słyszałjego przyśpieszony oddech.Rozległ się delikatny dzwięk kluczy i lekki chrobot.Karwa otwierał drzwi do którejś piwnicy.Błysnęła zapałka i na moment kapitan dojrzał zarys jegogłowy i duży, migotliwy cień na ścianie.Zapałka zgasła.Karwa syknął, widocznie sparzyła go w palce.Przez chwilę macał pokieszeniach, potem wyciągnął zapalniczkę, zaświecił, podszedł do ściany przy oknie.Szczęsny usłyszał coś jakby westchnienie ulgi.Wtedy zdecydował się.W piwnicy zabłysło nagle mocne światło latarki.Karwa odwrócił się gwałtownie,sięgając ręką do kieszeni.Ale jego zdumione oczy dojrzały jakąś postać, stojącą w progu,która- trzymając w prawej dłoni pistolet - powiedziała ostro:- Ręce do góry, tu milicja!Bez słowa wolno uniósł obie ręce w górę.Wciąż trzymając na jego twarzy snoprażącego światła, kapitan zbliżył się, dotknął prawej kieszeni jego spodni, potembłyskawicznym ruchem wyjął z niej pistolet.Karwa zaklął, ale nie ruszył się.Oślepionylatarką, nie mógł zorientować się, kto przed nim stoi.Wiedział już jednak, że był to tylkojeden człowiek i osądził, że ma do czynienia bynajmniej nie z milicją, lecz ze złodziejem.Toteż, kiedy się odezwał, głos miał spokojny, a nawet pewny siebie.- Słuchaj, ty.Wiem, o co ci chodzi.No, więc dobrze.Ile chcesz?Szczęsny nie odpowiedział.Bacznie przyglądał się to twarzy Leopolda, to ścianie tużza jego plecami.Po chwili dojrzał na niej jak gdyby leciutki zarys świeższego tynku.Ale może było to złudzenie?- Nie bądz idiotą, pytam się ciebie, ile chcesz? Beze mnie i tak nic nie znajdziesz.Pośpiesz się, już jest rano i zaraz ktoś może przyjść do piwnicy.Cholera, czyś ty rozumstracił? Na co tak patrzysz?- Odwróć się - mruknął Szczęsny przez zaciśnięte zęby.- Co?- Odwróć się.Twarzą do ściany.Karwa przestraszył się i pobladł.- O co chodzi? - Oddychał szybko, po twarzy spływał mu pot.- Chcesz mnie zabić?- Nie.Odwróć się.Szybko!Z wolna, nie dowierzając jego słowom, Leopold odwrócił się do niego plecami. - Opuść ręce.Bierz to, co tam stoi przed tobą, oskard czy motykę.Szybko! Jak sięodwrócisz, strzelę.Jeszcze nie rozumiejąc, Karwa ujął w prawą rękę oskard.Przez mgnienie okaprzemknęła mu myśl, że mógłby tym narzędziem.Ale nie.Tamten trzyma przecież obapistolety i w razie potrzeby zrobi z nich użytek.- Teraz rozbijaj ścianę w tym miejscu, w którym pada brzeg światła z latarki.Rozumiesz? Bij oskardem w ścianę, tu gdzie ci pokazuję światłem.Szybko!Zrozumiał już, że tamten wie o wszystkim.Powoli, bardzo powoli uniósł w góręoskard.Ostrze brzęknęło, osunęło się płytko po tynku.- Mocniej!Uderzył mocniej.Za uderzeniem duży kawał tynku odpadł na ziemię.W powietrzurozszedł się ckliwy, słodkawy zapach.Szczęsny zacisnął szczęki.A więc jednak.Nie czułtriumfu, że oto instynkt i doświadczenie nie zawiodły go i tym razem.Wiedział tylko, że zachwilę widok będzie trudny do zniesienia.Dosłyszał na piwnicznych schodach liczne kroki - znajome, mocne, energiczne kroki -i westchnął z ulgą.Skronie i policzki miał mokre od potu, wargi spieczone niby w gorączce.Zęby drżały mu i postukiwały jak w febrze.W drzwiach stanął kapitan Stablewski, a za nim kilku funkcjonariuszy i małyporucznik, zaspany, przyglądający się całej scenie zdumionym wzrokiem.Oficerowie podeszli bliżej i Szczęsny z ulgą opuścił ręce.Z otworu w ścianiewystawało ugięte, nagie kolano.Zapach był już nie do wytrzymania [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • lo2chrzanow.htw.pl